Reklama

Tania ropa to przekleństwo dla wielu gospodarek

Obecna sytuacja na rynku ropy dotyka wszystkich producentów surowca, od Stanów Zjednoczonych, poprzez Rosję, po kraje arabskie. Stawką w grze dla wielu firm wydobywczych w USA jest przetrwanie. W przypadku Rosji niskie ceny ropy uderzają w budżet. Ale nawet kraje takie jak Arabia Saudyjska poważnie odczują obecną przecenę.

Rynek ropy dalej krwawi. O ile w połowie lutego ropa Brent kosztowała prawie 60 dol. za baryłkę, o teraz obecnie jest to już niecałe 27 dol. Z kolei ropa WTI potaniała w tym okresie z ok. 54 dol. za baryłkę do ok. 24 dol. Mamy do czynienia z najniższymi poziomami od 18 lat.

Sytuacji nie poprawia najnowszy raport Goldmana Sachsa, który przewiduje, że do końca czerwca cena surowca spadnie do 20 dol. za baryłkę, a w trzecim i czwartym może wzrosnąć do, odpowiednio, 30 i 40 dol. Powrót do poziomów 60 dol. byłby możliwy do końca 2021 roku. Wszystko z powodu spadku zapotrzebowania na ropę w wyniku epidemii koronawirusa.

Reklama

Z kolei szef firmy consultingowej FGE, Fereidun Fesharaki, ocenia, że ceny ropy mogą spaść nawet do 12-18 dolarów za baryłkę, jeśli Arabia Saudyjska zgodnie z obietnicą zaleje rynki swoją ropą.

W drugim kwartale globalne zapasy ropy mogą wzrosnąć nawet o 5 mln baryłek dziennie. Odbudowa zapasów przez dwa miesiące spowoduje, że będzie się je zużywać aż przez 8-9 miesięcy, natomiast  odbudowa przez 8-9 miesięcy oznacza, że zmagazynowaną ropę będziemy "konsumować" przez 1,5-2 lata. Przy czym analitycy zastanawiają się, czy świat ma wystarczającą przestrzeń do składowania dodatkowej ropy, jaka pojawi się na globalnych rynkach.

Rosja cierpi, ale z podniesioną głową

Jak pisze w swoim ostatnim raporcie poświęconym Rosji Iwona Wiśniewska, ekspert Ośrodka Studiów Wschodnich, prognozy tamtejszego ministerstwa finansów są dość optymistyczne. Co prawda budżet Federacji Rosyjskiej oparty jest na średniorocznej cenie surowca 42,4 dol. za baryłkę, ale rosyjskie władze dysponują wysokimi rezerwami zgromadzonymi w Funduszu Dobrobytu Narodowego (ponad 124 mld dolarów). To z tych pieniędzy finansowany będzie deficyt budżetowy wynikający z niższych cen ropy.

Jak zaznacza Wiśniewska, ministerstwo prognozuje, że przy średniej cenie ropy naftowej w 2020 r. wynoszącej ok. 35 dol. za baryłkę, deficyt budżetu wyniesie ok. 0,8 proc. PKB, a zamiast oczekiwanego wzrostu PKB w wysokości 1,9 proc. należy spodziewać się wyniku w okolicach 0 proc. Ekspertka zaznacza jednak, że według analityków konsekwencje ekonomiczne mogą być znacznie głębsze - spodziewają się oni recesji.

Przedstawiciele władz przewidują, że w tym roku w związku z pokryciem deficytu budżetowego Fundusz Dobrobytu Narodowego zmniejszy się o ok. 7,6 mld dol. Kolejne 25 mld dol. pochłonie sfinansowanie pakietu socjalnego zapowiedzianego przez prezydenta Władimira Putina w styczniowym orędziu. Na koniec roku w funduszu nadal ma jednak pozostawać bezpieczna ilość środków (ponad 7 proc. PKB).

- Straty, jakie ponosi Rosja przy niskich cenach surowca, mogą skłonić kraj do powrotu do rozmów z OPEC, aby doprowadzić do zakończenia wojny cenowej prowadzonej przez Arabię Saudyjską, zwłaszcza że wcześniejsze porozumienia były dla Rosji korzystne i w zasadzie nie ograniczały jej wydobycia - pisze Wiśniewska.

Władimir Putin wystosował kilka dni temu uspokajające przemówienie, w którym podkreślił, że Rosja przetrwa okres niestabilności związany z rozprzestrzenianiem się koronawirusa, spadkiem cen ropy i wahaniami rubla. - Jestem absolutnie pewien, że przejdziemy przez ten okres, przejdziemy z godnością. A gospodarka jak całość umocni się, przy czym najważniejsze sektory produkcji będą silniejsze i bardziej konkurencyjne - powiedział.

Producenci z USA jak przed egzekucją

Ale drastyczna przecena na rynku ropy jest też bardzo dotkliwa dla amerykańskich producentów, wydobywających ropę z łupków. Dla wielu z nich epidemia koronawirusa w połączeniu z wojną cenową na rynku ropy może oznaczać bankructwo. Według ekspertów, średni koszt produkcji na amerykańskich złożach, to 35-40 dol., a w przypadku pokładów trudniej dostępnych - nawet 50 dol.  

Dochodzi już do obniżania przyszłych wydatków na infrastrukturę naftową. W tej sytuacji liczba funkcjonujących wiertni wkrótce zapewne zacznie spadać. A wtedy, wraz z ograniczeniem podaży, pojawi się szansa na odbicie cen, o ile rynku swoją ropą nie zaleją producenci z innych krajów, jak choćby Arabia Saudyjska.

Przemysł naftowy w USA jest bardzo mobilny. Proces zamykania wiertni i przywracania ich do pracy jest bardzo szybki. Podłączenie i rozpoczęcie użytkowania nowej studni wydobywczej w przypadku amerykańskich firm może zająć od 4 do 6 miesięcy. Firmy upstreamowe mogą więc przeczekiwać okresy niższych cen i przystępować do pracy, gdy surowiec podrożeje. Pytanie tylko, jak długo mogą potrwać przestoje w obecnej sytuacji. Czy uda się im przetrwać ten kryzys.

Saudyjczycy potrzebują środków na transformację

Inną kwestią jest podejście do obecnej sytuacji krajów zgromadzonych w kartelu OPEC. O ile niektóre państwa członkowskie, jak Arabia Saudyjska, są w dość komfortowej sytuacji finansowej, to już inne, uwikłane w konflikty i sankcje, jak Iran, Irak, czy producenci z północnej Afryki, mają powody do zmartwień.

Ale i Arabia Saudyjska chętniej widziałaby wyższe ceny ropy. Kraj ten realizuje wielki projekt transformacji z gospodarki opartej na produkcji i eksporcie surowca na przetwarzanie ropy i wchodzenie w nowe sektory gospodarki. Duże inwestycje oznaczają duże wydatki. Z tego punktu widzenia niskie ceny ropy nie są wygodne również dla Saudyjczyków.

Program nazwany Wizja 2030 zakłada zarówno zmiany źródeł dochodów jak i wydatków. W Arabii Saudyjskiej zdecydowana większość dochodów pochodzi z ropy, a dominującym pracodawcą pozostaje sektor państwowy. Nic dziwnego, że władze kraju zdecydowały się na dywersyfikację i rozwijanie nowych sektorów przemysłu, szczególnie w dobie dynamicznego rozwoju OZE i alternatywnych źródeł napędu, które docelowo wyprą z rynku tradycyjne węglowodory.

Mimo to Saudyjczycy zagrali va banque. Swoimi zapowiedziami zwiększenia od kwietnia produkcji z obecnych 9,7 mln baryłek ropy dziennie do ponad 10 mln baryłek a nawet więcej (maksymalne moce wynoszą 12,5 mln baryłek dziennie), przesądzili o kierunku notowań ropy. Chcieli w ten sposób postawić pod ścianą Rosję, która podczas ostatniego posiedzenia nie zgodziła się na cięcie produkcji przez OPEC+ o dodatkowe 1,5 mln baryłek dziennie. Część ekspertów odczytuje ten ruch jako element szantażu, który ma skłonić Rosjan do ponownego przystąpienia do negocjacji. Irak już wzywa do spotkania grupy OPEC+, by zaradzić dalszej przecenie surowca.

Trudno prognozować, co przyniesie przyszłość. Póki co więcej jest pytań niż odpowiedzi. A to dlatego, że główna przyczyna obecnego kryzysu pochodzi spoza świata finansów i pozostaje praktycznie poza kontrolą. Nerwowych sytuacji w najbliższym czasie nie zabraknie, tym bardziej, że w obliczu kryzysu poszczególne kraje walczą o swoją pozycję. Kryzys szybko nie minie, bo nawet gdy uda się zażegnać epidemię, będziemy jeszcze długo walczyć z jej skutkami gospodarczymi.

Monika Borkowska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »