Reklama

Nie tylko bitcoin drożeje. Dogecoin i shiba inu też mają hossę

Nie tylko bitcoin i ethereum wyróżniają się w ostatnich dniach poprawą notowań. Mocno podrożały też dwie "psie kryptowaluty" - dogecoin i shiba inu. Jednak mimo przesunięcia się cen w górę, wciąż są one kilka razy tańsze niż w zeszłym roku, gdy osiągały historyczne szczyty.

Dogecoin powstał 9 lat temu i początkowo miał być jedynie parodią bitcoina. Na jego "monecie" umieszczono pysk psa rasy shiba. W zeszłym roku doczekał się on riposty. W sierpniu 2020 roku na rynku pojawił się jego konkurent - shiba inu, o którym mówi się nawet, że jest "zabójcą" dogecoina.

Dwa psy kryptowalutowe

"Doge" szczyt wszech czasów w wysokości 76 centów osiągnął w maju 2021 roku. Potem było jednak dużo gorzej i pod koniec stycznia tego roku kosztował niewiele więcej niż 12 centów, a po lutowych wzrostach osiąga pułap 16 centów. Dogecoin powrócił ostatnio do grupy 10 najczęściej kupowanych tokenów przez "wieloryby", czyli wielkich inwestorów kryptowalutowych. Szacuje się, że grupa tysiąca największych "wielorybów" posiada teraz więcej niż 324 miliony "piesełów" o wartości ponad 51 milionów dolarów.

Reklama

Shiba inu też był jednym z największych społecznościowych hitów spekulacyjnych 2021 roku i wciąż jest drugim największym memicznym "coinem" - wyprzedza go tylko "doge". W październiku zeszłego roku zdarzyło się nawet, że w wyniku spektakularnej zwyżki ceny przez moment wyprzedzał "pieseła" i był 8. największą kryptowalutą świata.

Całkowita podaż tokenów shiba inu to 1 000 000 000 000 000, czyli jeden biliard w nomenklaturze polskiej, albo jeden kwadrylion w nomenklaturze anglosaskiej. Specyfiką tej memicznej kryptowaluty jest bardzo niska cena jednostkowa. Zaczyna się od piątego miejsca po przecinku.

Shiba inu ma na koncie zawrotny skok kursu zanotowany jesienią zeszłego roku w ciągu zaledwie kilku tygodni. Był to ruch na wykresie od 0,00001 do 0,000088 dolara. Teraz cena jest dużo skromniejsza niż w październiku 2021 roku, jednak od końca stycznia do dziś "moneta" podrożała z 0,00002 do 0,000033 dolara. Jak wynika z danych on-chain opracowanych przez WhaleStats, zwyżkę napędzić mogły pokaźne zakupy dokonane przez "wieloryby". Nie można jednak zapominać, że shiba inu jest kryptowalutą wyjątkowo chimeryczną - na przełomie października i listopada 2021 roku potaniała o kilkadziesiąt procent w ciągu zaledwie kilku dni.

Oczko w głowie Muska

"Doge" w szczycie zeszłorocznej hossy osiągnął wycenę rzędu 50 miliarda dolarów, co oznacza, że dystansował wówczas wielką firmę samochodową Ford Motor Company i Twittera. Ogromny wpływ na sukcesy dogecoina ma multimiliarder Elon Musk, który za pośrednictwem twittera wielokrotnie docierał do 52 milionów osób z pozytywnym przekazem na jego temat.

Pod koniec 2021 roku Tesla zaczęła akceptować "doge" przy zakupie niektórych swoich towarów. Trzeba tu przypomnieć, że rok temu motoryzacyjna firma Muska stworzyła możliwość płacenia za samochody bitcoinami, ale szybko zmieniła zdanie ze względu na obawy środowiskowe związane z procesem wydobycia najstarszej kryptowaluty świata. Przy użyciu dogecoinów można rozliczać się także z drużyną koszykarzy Dallas Mavericks biznesmena Marka Cubana, który jest nie mniejszym entuzjastą "doge" niż Elon Musk.

Długa lista sceptyków

Mike McGlone, strateg z Bloomberga, już jesienią zeszłego roku mówił, że dogecoin i shiba inu są pozbawione fundamentalnej wartości. - To wysoce spekulacyjne tokeny oparte na wytworzonym wokół siebie szumie. Tak naprawdę są jedynie zabawą dla hazardzistów na globalną skalę - komentował analityk.

Jego zdaniem, projekty pokroju shiba inu urzekają szczególnie nowych i niedoświadczonych uczestników rynku ze względu na bardzo niską cenę jednostkową. Jak dodaje, łatwo jest przeznaczyć 100 dolarów na "monetę", której cena zaczyna się od piątego miejsca po przecinku.

Z wielką rezerwą do mody na "kryptowalutowy mem" podchodzi także Spencer Bogart z Blockchain Capital. Jest zdania, że dogecoin to ,,idealny cel dla faceta, który lubi żarty’’ i ma tu oczywiście na myśli Elona Muska. Faktem jest bowiem, że uwagi multimiliardera o tej kryptowalucie bywają dwuznaczne, niejasne i towarzyszy im "mruganie okiem".

Bogart uważa, że wielu inwestorów w odniesieniu do "doge" kieruje się irracjonalną obawą przed niedokonaniem zakupu, gdy cena rośnie. Jednak paniczny lęk jest złym doradcą. Jego zdaniem, entuzjaści kryptowaluty powinni przejrzeć na oczy.

Z kolei Meltem Demirors, dyrektorka do spraw strategii w CoinShares jest przekonana, że "doge" to klasyczny przykład bańki spekulacyjnej. Co więcej, podkreśla, że jej firma nie bez powodu nie zajmuje się jakimikolwiek analizami tej kryptowaluty.

Jacek Brzeski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »