Reklama

RPP podjęła decyzję o stopach procentowych w Polsce

Rada Polityki Pieniężnej na środowym posiedzeniu utrzymała wszystkie stopy procentowe NBP na niezmienionym poziomie; referencyjna stopa nadal wynosi 0,10 proc. w skali rocznej.

Rada postanowiła utrzymać stopy procentowe NBP na niezmienionym poziomie: 

- stopa referencyjna wynosi 0,10 proc. w skali rocznej, 

- stopa lombardowa 0,50 proc. w skali rocznej, 

- stopa depozytowa 0,00 proc. w skali rocznej, 

- stopa redyskonta weksli 0,11 proc. w skali rocznej, - stopa dyskontowa weksli 0,12 proc. w skali rocznej.

- Poprzez zmiany w komunikacie RPP sygnalizuje realną możliwość podwyżek stóp w 2022 r. - oceniają ekonomiści. Jak zauważają, RPP nie wskazała jak zamierza się ustosunkować do inflacji powyżej celu.

Reklama

PIOTR BARTKIEWICZ, BANK PEKAO: - Zmiany w kwietniowym komunikacie przypominają ewolucję, jaką przeżyła retoryka RPP przed ostatnim pełnokrwistym cyklem podwyżek stóp procentowych, tj. w 2010 roku. Wówczas w pierwszej kolejności (na niecały rok przed pierwszą podwyżką) usunięto fragment komunikatu odnoszący się do pozytywnych efektów przeszłego luzowania polityki pieniężnej.

- Z tego względu wnioskujemy, że RPP zaczyna - zakładając koniec pandemii i utrzymanie dobrej formy rynku pracy - dostrzegać postpandemiczną rzeczywistość i przygotowywać się na nią. Co więcej, zmiany w komunikacie wskazują naszym zdaniem na to, że RPP straciła pewność co do samoczynnego spadku inflacji do celu po wygaśnięciu pandemicznych i postpandemicznych szoków.

- Wzrost stóp procentowych w przyszłym roku jest zatem po raz pierwszy scenariuszem uznawanym przez większość członków RPP za realny, choć do jego realizacji Rada musi dalej mieć do czynienia z uporczywością inflacji.

- Otwarte są również pytania o losy programu skupu aktywów, który wg praktyki innych banków centralnych powinien skończyć się przed rozpoczęciem podwyżek (z tym związana jest również kwestia o reinwestowanie zapadających papierów - w przyszłym roku ich wartość przekroczy 7,5 mld zł).

- Rynki wyceniają obecnie pierwszą podwyżkę stóp procentowych na przełomie marca i kwietnia przyszłego roku. Nie jest to póki co scenariusz uzasadniony przez bieżącą retorykę RPP, ale może się to zmienić. W szczególności, przyszłoroczna inflacja jest wciąż tematem niezgranym rynkowo i prognostycznie - tutaj szanse na utrzymanie jej powyżej granicy dopuszczalnych odchyleń od celu oceniamy jako znaczne. Obecnie przewidujemy, że cykl zacieśnienia polityki pieniężnej rozpocznie się w 2022 r. Docelowy poziom stóp procentowych może być wyższy niż dopuszczamy tkwiąc wciąż w pandemicznym nastroju.

RAFAŁ BENECKI, ING: - Naszym zdaniem, rozpoczęcie dyskusji o ograniczeniu QE przez ECB w czerwcu zapoczątkuje zaostrzenie języka RPP. Postępowanie w ślad za ECB/Fed pozwala ograniczyć umocnienie PLN.

- Pierwsze, co już przemawia za zmianą nastawienia RPP, to długotrwałe pozostawanie CPI powyżej celu. Może ono rodzić obawy o wzrost oczekiwań inflacyjnych, przyspieszenie płac i dodatkową presję inflacyjną oprócz już istniejących czynników proinflacyjnych.

- Dzisiejsze zmiany w komunikacie pokazują że ten czynnik już działa. Większość w RPP prawdopodobnie dalej toleruje przyspieszenie inflacji w Polsce powtarzając, że wzrost cen jest przejściowy, wynikający z czynników poza kontrolą RPP. Mamy inne zdanie, presja na wzrost cen jest silna i jeszcze wzrośnie po uruchomieniu odłożonego popytu. Część członków RPP może podzielać naszą opinię.

- Drugim czynnikiem, który może zmienić nastawienie RPP będzie zmiana podejścia ECB lub Fed. Prezes Glapiński wielokrotnie powtarzał, że RPP nie chce popełnić błędu zbyt wczesnego zacieśnienia i będzie postępować podobnie jak banki centralne największych gospodarek. Postępowanie krok za bankami centralnymi gospodarek rozwiniętych pozwala ograniczyć umocnienie PLN, a słabszy złoty wspiera ożywienie gospodarcze i wyjście z recesji. Naszym zdaniem, Fed i ECB rozpoczną dyskusję o ograniczeniu skupu aktywów w okolicach połowy roku. Później, również RPP może zacząć sygnalizować rosnące szanse na normalizację polityki pieniężnej.

- Pierwszej podwyżki stóp w Polsce spodziewamy się w II poł. 2022 r.

MBANK: - Bardzo ciekawy komunikat. Zniknęła całkowicie część dot. stabilizacji inflacji na poziomie celu inflacyjnego. Jednocześnie RPP zastrzega sobie kontynuację działań poprawiających transmisję polityki pieniężnej.

- Wygląda to tak, jakby RPP po prostu zaakceptowała, że inflacja do celu nie wróci (przynajmniej w okresie, który brali pod uwagę). I nic z tym nie zamierzają robić.

CREDIT AGRICOLE: - Podtrzymujemy nasz scenariusz, zgodnie z którym RPP nie zmieni stóp procentowych do końca 2022 r. Pierwszej podwyżki stopy referencyjnej z 0,10 proc. do 0,25 proc. oczekujemy w I kw. 2023 r. Zgodnie z tym scenariuszem, RPP chcąc uniknąć znaczącej aprecjacji kursu złotego wskutek zwiększenia różnicy stóp procentowych w Polsce i strefie euro, będzie tolerować ewentualne odchylenia inflacji od celu inflacyjnego w górę w latach 2021-2022.

Dostrzegamy ryzyko materializacji scenariusza, w którym RPP - w odpowiedzi na wyraźnie podwyższoną inflację - zdecyduje się na jednorazową i nieznaczną podwyżkę stóp procentowych w czerwcu br. zorientowaną na zakotwiczenie oczekiwań inflacyjnych. Nie jest to jednak nasz scenariusz bazowy.

PKO BP: - Niezmiennie zakładamy, że stopy procentowe NBP pozostaną stabilne nawet do końca 2022, a NBP będzie niechętny, by rozpocząć podwyżki stóp, zanim na zacieśnienie polityki pieniężnej zdecydują się główne światowe banki centralne (głównie EBC). Prognozujemy, że lokalny szczyt inflacji będzie zbliżony do jej poziomów z początku 2020. Pomimo lepszych perspektyw gospodarczych w styczniu-lutym 2020 i narastającej inflacji bazowej RPP wtedy nie zareagowała. Tym bardziej teraz wg nas RPP będzie chciała przeczekać okres podwyższonej inflacji.

- Sądzimy jednak, że byłoby dobrze, gdyby ze strony RPP pojawił się jasny sygnał, że jeśli rdzeń procesów inflacyjnych będzie wymykał się spod kontroli, Rada nie zawaha się zareagować. W bazowym scenariuszu, naszym zdaniem, prawdopodobieństwo podwyżek zacznie wymiernie rosnąć w 2h22, po rozpoczęciu kadencji nowej RPP i w sytuacji, kiedy, naszym zdaniem, po przejściowym spadku, inflacja ponownie zacznie wyraźnie rosnąć, a gospodarka będzie pod silnym pozytywnym wpływem napływu pieniędzy z EU. Pierwszym sygnałem normalizacji polityki pieniężnej mogą być jednak nie podwyżki stóp, lecz zmiany w programie skupu aktywów.

Informacja po posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej 5 maja 2021 r.

NBP będzie nadal prowadzić operacje zakupu skarbowych papierów wartościowych oraz dłużnych papierów wartościowych gwarantowanych przez Skarb Państwa na rynku wtórnym w ramach strukturalnych operacji otwartego rynku. Terminy oraz skala prowadzonych działań będą uzależnione od warunków rynkowych. NBP będzie także nadal oferował kredyt wekslowy przeznaczony na refinansowanie kredytów udzielanych przedsiębiorcom przez banki. 

W ostatnim okresie sytuacja pandemiczna na świecie była zróżnicowana, w tym w wielu krajach europejskich pozostawała trudna. W wielu krajach strefy euro liczba zachorowań była nadal podwyższona, choć pod koniec kwietnia zaczęła się nieco obniżać. Restrykcje sanitarne nadal wpływały negatywnie na aktywność w sektorze usług w części gospodarek europejskich. Jednocześnie wskaźniki koniunktury w przemyśle sugerowały dalsze ożywienie aktywności w tym sektorze przy jednoczesnym pojawianiu się ograniczeń podażowych na niektórych rynkach. 

Ceny wielu surowców, w szczególności ropy naftowej, są obecnie wyraźnie wyższe niż przed rokiem. Z zaburzeniami podażowymi związanymi z pandemią oddziałuje to w kierunku wyższej inflacji w gospodarce światowej. Mimo to, ze względu na wciąż obniżoną aktywność gospodarczą oraz niepewność dotyczącą przyszłej koniunktury, główne banki centralne utrzymują niskie stopy procentowe oraz prowadzą skup aktywów, a także sygnalizują utrzymanie luźnej polityki pieniężnej w przyszłości. 

Napływające dane dotyczące sytuacji gospodarczej w Polsce wskazują na poprawę koniunktury, przy utrzymującym się silnym zróżnicowaniu między sektorami. W marcu roczna dynamika produkcji przemysłowej oraz sprzedaży detalicznej istotnie wzrosła, co częściowo wynikało z efektów bazy związanych ze spadkiem tych kategorii po wybuchu pandemii w marcu 2020 r. Jednocześnie nadal wyraźnie ujemna była roczna dynamika produkcji budowlano-montażowej. Towarzyszył temu spadek przeciętnego zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw, przy jednoczesnym wzroście rocznej dynamiki przeciętnych wynagrodzeń w tym sektorze. 

Inflacja w Polsce wyniosła w kwietniu 2021 r. - według wstępnego szacunku GUS — 4,3% r/r. Do wzrostu inflacji przyczynił się przede wszystkim dalszy wzrost cen paliw związany z wyraźnie wyższymi niż przed rokiem cenami ropy naftowej na rynkach światowych, a także wzrost cen żywności. Jednocześnie roczny wskaźnik inflacji był nadal podwyższany przez wzrost cen energii elektrycznej, który miał miejsce na początku br. oraz podwyżki opłat za wywóz śmieci, a więc czynniki, które - podobnie jak wzrost cen surowców - są niezależne od krajowej polityki pieniężnej. W kierunku wyższej inflacji oddziałuje także nadal wzrost kosztów funkcjonowania przedsiębiorstw w warunkach pandemii, w tym wzrost kosztów transportu i przejściowe zakłócenia w globalnych sieciach dostaw. 

Wyżej wymienione czynniki przyczynią się prawdopodobnie do utrzymywania się rocznego wskaźnika inflacji w najbliższych miesiącach powyżej górnej granicy odchyleń od celu inflacyjnego. Jednocześnie w przyszłym roku, po wygaśnięciu czynników przejściowo podwyższających dynamikę cen, oczekiwane jest obniżenie się inflacji. Kształtowanie się inflacji w przyszłym roku będzie zależało od trwałości ożywienia koniunktury, w tym od przyszłej sytuacji na rynku pracy po zakończeniu programów pomocowych. 

Dostępne prognozy wskazują, że w najbliższych kwartałach nastąpi ożywienie koniunktury, choć skala i tempo tego ożywienia są obarczone niepewnością. Głównym źródłem niepewności pozostaje dalszy przebieg pandemii i jej wpływ na koniunkturę w kraju i za granicą. Pozytywnie na krajową koniunkturę wpływać będą nadal działania ze strony polityki gospodarczej, w tym poluzowanie polityki pieniężnej NBP dokonane w ub.r., a także przewidywane ożywienie w gospodarce światowej. Tempo ożywienia gospodarczego w kraju będzie także uzależnione od dalszego kształtowania się kursu złotego. 

NBP będzie nadal prowadzić operacje zakupu skarbowych papierów wartościowych i dłużnych papierów wartościowych gwarantowanych przez Skarb Państwa na rynku wtórnym w ramach strukturalnych operacji otwartego rynku. Celem tych operacji jest zmiana długoterminowej struktury płynności w sektorze bankowym, zapewnienie płynności rynku wtórnego skupowanych papierów wartościowych oraz wzmocnienie oddziaływania obniżenia stóp procentowych NBP na gospodarkę, tj. wzmocnienie mechanizmu transmisji monetarnej. W celu wzmocnienia oddziaływania poluzowania polityki pieniężnej na gospodarkę NBP może także stosować interwencje na rynku walutowym. Terminy oraz skala prowadzonych działań będą uzależnione od warunków rynkowych. NBP będzie także nadal oferował kredyt wekslowy przeznaczony na refinansowanie kredytów udzielanych przedsiębiorcom przez banki.

- - - - - -

Na posiedzeniach między 17 marca a 28 maja 2020 r. RPP trzykrotnie obniżyła stopę referencyjną, łącznie o 140 pb., w krokach po 50, 50 i 40 pb., do poziomu 0,10 proc.

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

8 kwietnia informowaliśmy: Kiedy stopy procentowe w Polsce zaczną rosnąć?

Na zmiany w poziomie stóp procentowych w Polsce w 2021 r. nie ma co liczyć. Do pierwszych podwyżek - wynika z ankiety Interii - dojdzie dopiero pod koniec 2022 r. W większości wskazań będzie ona niewielka (15 pkt bazowych). Dwóch ekonomistów prognozuje wzrost stopy referencyjnej do 0,5 proc. (tj. o 40 pkt bazowych), czterech zakłada jej utrzymanie na niezmienionym poziomie, tj. 0,10 proc. do końca przyszłego roku. 

- Prawdopodobieństwo podwyżki stóp w czasie kadencji obecnej Rady Polityki Pieniężnej jest bliskie zera - mówił już wielokrotnie Adam Glapiński, prezes Narodowego Banku Polskiego.

Bursa: NBP będzie chciał poczekać na ruch EBC

- Chociaż w ostatnich tygodniach mamy do czynienia ze wzrostem rentowności obligacji skarbowych oraz wzrostem oczekiwań inflacyjnych, szczególnie w USA, co w naturalny sposób spowodowało powrót pytań o wzrost stóp procentowych przez Fed, to uważam, że jego europejski odpowiednik, czyli EBC pozostawi raczej gołębie nastawienie w polityce pieniężnej w perspektywie 2-3 lat, a tym samym tropem podąży NBP - wyjaśnia Tomasz Bursa, wiceprezes OPTI TFI.
Jego zdaniem, RPP będzie skłonna zaakceptować przejściowo wyższą inflację, nawet przewyższającą 4 proc., uzasadniając to efektami niebazowmi (wzrost cen surowców oraz skok cen po otwarciu sektora usług po zakończeniu lockdownów). Niższe stopy to również efekt obaw NBP o możliwość umocnienia się złotego, które biorąc także pod uwagę spory napływ walut do Polski wynikający ze znakomitej sytuacji eksporterów i poprawiającego się salda usług, mogłoby pogorszyć krótkoterminową konkurencyjność polskich przedsiębiorstw.

- Zakładam, że NBP będzie skłonny poczekać na ruch EBC i z pewnym opóźnieniem reagować na dostosowania w polityce monetarnej. Pozostawienie stóp na niskim poziomie będzie oczywiście wpływać negatywnie na wyniki sektora bankowego i generować dodatkowe ryzyka tworzenia baniek spekulacyjnych na rynku aktywów, ale myślę, że jeszcze nie doświadczamy wzrostu cen aktywów jak w latach 2006-2008. Za podwyżką stóp procentowych przemawiałaby zatem ucieczka inflacji w okolice 4,5-5 proc. i utrzymywanie się na tym poziomie przez kilka miesięcy jak również jakiś niespodziewany ruch ze strony EBC. Za utrzymywaniem stóp na niskim poziomie natomiast niechęć do znaczącego wzmocnienia złotego oraz utrzymywanie niskiego kosztu zadłużenia zarówno dla sektora prywatnego jak i publicznego - tłumaczy Bursa.

Pytlarczyk: Banki centralne dopuszczają przejściowe przegrzanie gospodarki

Zdaniem Ernesta Pytlarczyka, głównego ekonomisty Banku Pekao za podwyżką stóp procentowych w Polsce przemawiać będzie podwyższona inflacja, mocny rynek pracy i silne odbicie gospodarcze.

- To będą czynniki, które prawdopodobnie zobaczymy w 2022 - ocenia Pytlarczyk.

Natomiast za niskimi stopami przemawiać będzie kontekst europejski (Europa stóp nie podniesie) oraz kwestia powrotu na scieżkę wzrostu sprzed pandemii. - Wiele banków centralnych wprost dopuszcza przejściowe przestrzelenie inflacji i przegrzanie gospodarki, aby jak najszybciej wyczyścić skutki pandemii, przede wszystkim te, które dotknęły rynek pracy - dodaje Pytlarczyk.

Bielski: Retoryka RPP i NBP jest już zbyt jednostronna

- NBP - podobnie jak inne banki centralne na świecie - nie będzie się bardzo spieszyć z rozważaniem podwyżek stóp, przynajmniej w początkowej fazie wychodzenia z pandemicznego zastoju, w obawie aby zbyt szybko nie przytłumić ożywienia gospodarczego, szczególnie do czasu aż niepewność związana z koronawirusem nie zniknie - uważa Piotr Bielski, dyrektor Departamentu Analiz Ekonomicznych w Santander Bank Polska.

Przyznaje też, że na razie to nie jest zbyt kontrowersyjna postawa; raczej nikt nie oczekuje podwyżek stóp procentowych "lada moment".

- Jednak w 2022 r. będziemy już, mam nadzieję, w innej sytuacji. Ryzyko nawrotu pandemii wyraźnie zmaleje, wzrost gospodarczy będzie już mocno rozkręcony, a inflacja w tendencji wzrostowej. Taka sytuacja i optymistyczne prognozy na kolejne lata mogą wymagać zacieśnienia polityki pieniężnej w 2022. Nie wierzę, aby podwyżka stóp procentowych była możliwa przed końcem kadencji prezesa NBP (czerwiec 2022), ale już w II półroczu czemu nie, wydaje się to coraz bardziej prawdopodobne - dodaje Bielski i przyznaje, że wyzwaniem dla NBP na kolejne miesiące będzie komunikacja z otoczeniem dotycząca perspektyw polityki pieniężnej i oceny bilansu ryzyk.

- Wydaje mi się, że pod tym względem retoryka RPP i NBP jest już teraz zbyt jednostronna - stanowczość, z jaką prezes NBP neguje ryzyko nadmiernego wzrostu inflacji w przyszłości i potrzeby podwyżek stóp nie służy moim zdaniem budowaniu wiarygodności banku centralnego. Dość automatycznie nasuwają się skojarzenia z jego równie stanowczymi stwierdzeniami ze stycznia 2020 o tym, że inflacja w 2020 nie osiągnie 4 proc., czy z marca 2020 o tym że "w żadnym wypadku" nie będzie w Polsce recesji. Zakładam, że taka postawa w komunikacji wynika m.in. z intencji utrzymania dość słabego złotego. Ale to może mieć skutki uboczne, m.in. w postaci nadmiernego rozbudzenia oczekiwań inflacyjnych. I jeśli potrwa zbyt długo, może prowadzić do zmniejszenia zaufania inwestorów, a w dalszej perspektywie być może konieczności większej skali zacieśnienia polityki pieniężnej - tłumaczy Bielski.

Mazurek: RPP nie jest przygotowana na trwalszy wzrost inflacji

- NBP będzie się w najbliższym czasie mierzył z rosnącą inflacją. Pierwszy epizod wzrostu - ten wynikający ze statystycznych efektów bazowych - RPP będzie chciała przeczekać i już wydaje się na to przygotowana - podkreśla Marcin Mazurek, główny ekonomista mBanku. Tym bardziej - dodaje - że w tym czasie gospodarka będzie dopiero powoli odmrażana.

- Natomiast naszym zdaniem RPP nie jest przygotowana na trwalszy wzrost inflacji, a taki się pojawi po otwarciu gospodarki i będzie widoczny w ponownym rozpędzaniu się inflacji bazowej. Polska przetrwała kryzysowy 2020 roku bardzo dobrze, notując jedne z najniższych spadków PKB. Co więcej, dane z rynku pracy pokazują, że udało się zahibernować rynek pracy. Innymi słowy, gospodarka będzie gotowa do startu, gdy tylko rozluźnione zostaną restrykcje epidemiczne - zauważa Mazurek.

Przyznaje też, że część gospodarki już działa świetnie - choćby przemysł. - Czekamy na powrót budownictwa i niektórych usług (turystyka i rekreacja, rozrywka). Już w drugiej połowie tego roku gospodarka odpali na wszystkich cylindrach. I tu powraca temat rynku pracy, bo odpalenie to nastąpi przy relatywnie niskiej stopie bezrobocia. Naszym zdaniem w tak krótkim terminie nie ujawnią się efekty automatyzacji i pojawi się standardowa presja płacowa. Mniej więcej w tym samym czasie pracownicy przyzwyczają się, że inflacja jest "wysoka" (bo niebawem otrzemy się o okolice 4 proc.). Ta informacja zostanie wykorzystana w negocjacjach płacowych. Mamy tu do czynienia ze swoistą wymiennością: dość gładkie przejście przez kryzys implikuje też szybszy powrót presji inflacyjnej. RPP nie będzie naszym zdaniem w takich warunkach utrzymywać tak niskich stóp jak obecnie, choć zmiana składu RPP sugeruje, że podwyżki nie pojawią się szybko. Oczywiście mogą pojawić się niespodzianki - tak jak inflacja bazowa ostatnio nie spadała w reakcji na hamowanie gospodarcze, tak może się nie rozpędzać wraz z ożywieniem. Dużo łatwiej jest jednak wytłumaczyć "lepkość" inflacji w dół niż w górę, dlatego byłoby to spore zaskoczenie i zapewne odsunęłoby plany podwyżek stóp. Póki co nie jest to jednak nasz scenariusz bazowy - ocenia Mazurek.

Maliszewski: RPP może próbować utrzymać niskie koszty finansowania budżetu

Za podwyżką przemawia - zwraca uwagę Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millennium - niewątpliwie podwyższona inflacja, powyżej celu, silnie ujemna realna stopa procentowa w warunkach przyspieszającego wzrostu gospodarczego (w 2022 wzrost PKB zapewne przekroczy 5 proc.), wysokiej dynamiki płac. - Jako argument przeciwko RPP może wskazywać chęć utrzymania niskich stóp i niskich rentowności obligacji, aby utrzymać relatywnie nisko koszty finansowania budżetu. Nie powstrzyma to wzrostu rentowności obligacji długoterminowych, ale stopy krótkoterminowe mogą być utrzymane na niższym poziomie - podkreśla.

Kurtek: Nie będzie to proces gwałtowny

- Poważnym problemem będzie inflacja. W Polsce pozostaje ona na podwyższonym poziomie od zeszłego roku, mimo tego, że gospodarka weszła w pierwszą po transformacji recesję gospodarczą. Dane za pierwsze miesiące br. wyraźnie wskazują, że mimo przedłużającej się II fali pandemii i obecnej silnej III fali, inflacja jest sporo wyższa od oczekiwań - wskazuje Monika Kurtek, główna ekonomista Banku Pocztowego. Co więcej - dodaje - można się spodziewać, że jeśli restrykcje i obostrzenia zostaną wreszcie zdjęte, co rozpocznie ożywienie gospodarcze, inflacja zacznie bardzo mocno przyspieszać. - Z taką sytuacją możemy mieć do czynienia już na przełomie 2021 i 2022 r. W tym roku RPP będzie raczej tolerować podwyższone poziomy inflacji, tak jak czynić to będą zresztą inne banki centralne (EBC, Fed), ale w drugiej połowie 2022 r. może się okazać, że nie można już dłużej czekać i że należy rozpocząć zacieśnianie polityki monetarnej. Nie sadzę, aby był to proces gwałtowny. Pierwsza podwyżka stóp, być może w listopadzie 2022 r.,  będzie według mnie bardzo delikatna i może wynieść 15 pkt bazowych - prognozuje Kurtek.

Soroczyński: Jest ryzyko przewartościowania aktualnych postaw

- W bazowym wariancie oczekuję, że w końcu roku 2021 stopa referencyjna wciąż wynosić będzie 0,1 proc. a w końcu 2022 roku 0,5 proc. W kolejnych kwartałach powinna dalej niespiesznie rosnąć - wskazuje Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej.

Dodaje: Aktualny poziom stóp należy traktować jako nadzwyczajny i wymuszony tak światową sytuacją gospodarczą (około-pandemiczną), ale również tym jak postępowały liczne banki centralne jeszcze przed pandemią. Można by powiedzieć, że skoro wszyscy wokoło stosują nadzwyczajne metody, to my nie powinniśmy robić temu wspak - bo to ani potrzebne, ani mądre, ani bezpieczne. 

- Ufam jednak, że z biegiem czasu będziemy stopniowo wracać do bardziej konwencjonalnego sposobu prowadzenia polityki monetarnej. I co należy podkreślić to "my" jest w dorozumieniu "świat" a nie tylko Polska. Zbyt niskie poziom stóp (zwłaszcza długotrwałe utrzymywanie ich realnego poziomu w rejonach ujemnych) jest niebezpieczne dla gospodarki, grozi bowiem trwałym wymknięciem się spod kontroli procesów inflacyjnych - ocenia Soroczyński.

Ale niebezpieczeństwo jest jeszcze inne - i jak zauważa ekonomista - dopiero muskamy w Polsce dyskusję o nim. Niskie stopy to pewnego rodzaju transfer od deponentów - do podmiotów korzystających z kredytowania. Nieuzyskane przez deponentów dochody odsetkowe są jednocześnie zmniejszeniem kosztów tych którzy z kredytowania korzystają. - To są bardzo pokaźne kwoty. W przypadku naszej gospodarki można je szacować na kilkadziesiąt miliardów złotych rocznie, są więc porównywalne z całkowitą daniną z CIT czy nawet PIT. Mamy więc duże transfery, o których niewiele się myśli. Owszem w sytuacji nadzwyczajnej jaką jest światowy kryzys, jest to potrzebne dla zachowania możliwości działania gospodarki (w tym utrzymania miejsc pracy, również miejsc pracy deponentów). Jeśli jednak miałoby to potrwać dużo dłużej, to doprowadzić mogłoby do znaczonego przewartościowania aktualnych postaw w życiu społeczno-gospodarczym.

Chwalony do niedawna "oszczędny, ograniczający swe potrzeby by udostępnić swoje środki na rozruch gospodarki" mógłby okazać się "frajerem" dotującym tych co chcą wciąż i wciąż żyć na kredyt. Nie trzeba dużo wyobraźni, by zdać sobie sprawę jaką wniosłoby to zmianę w postępowanie obywateli i podmiotów gospodarczych - dodaje.

- Oczywiście istnieje ryzyko, że świat nie będzie chciał wrócić do normalności i odpowiedzialności. Pokusa ratowania się darmowym pieniądzem jest wszak bardzo duża. Wtedy my będziemy stali na rozdrożu i decyzja co z tym fantem zrobić nie będzie ani łatwa ani oczywista ani niosąca przewidywalnych skutków - ocenia Soroczyński.

Rybacki: RPP musi obserwować rynki aktywów finansowych i nieruchomości

- Inflacja cen konsumenckich CPI w najbliższych kwartałach najprawdopodobniej utrzymywać się będzie na poziomie zbliżonym do 3 proc. Prawdopodobne są krótkotrwałe przestrzelenia celu NBP. W obliczu niskiego oprocentowania depozytów i głęboko ujemnych realnych stóp procentowych RPP będzie musiała bacznie obserwować rynki aktywów finansowych i nieruchomości - ocenia Jakub Rybacki, analityk zespołu makroekonomii Polskiego Instytutu Ekonomicznego.
Podkreśla też, że negatywnym skutkiem polityki zerowych stóp procentowych jest wzrost skłonności gospodarstw domowych do akceptowania większego ryzyka finansowego.

- Łagodna polityka monetarna w strefie euro czy USA skutkowały inflacją aktywów finansowych tj. znacznymi wzrostem cen akcji w relacji do przychodów osiąganych przez firmy. Konsumenci poszukiwali też alternatywnych źródeł lokowania środków np. w kryptowalutach. Takie zjawiska mogą wystąpić też w Polsce - ważne będzie kontrolowanie ich skali. Skutkiem ubocznym luźnej polityki pieniężnej jest także wzrost cen na rynku nieruchomości oraz spadek dostępności mieszkań. Dane OECD wskazują, że w większości państw strefy euro w przeciągu ostatnich 5 lat ceny nieruchomości systematycznie rosły - szybciej niż wynagrodzenia. Taka sytuacja dotychczas nie występowała długotrwale w Polsce - jej upowszechnienie się stwarza ryzyko bański spekulacyjnej - tłumaczy Rybacki.

Benecki: Zbyt dużo jest stymulacji strony popytowej gospodarki

- NBP będzie musiał ocenić czy wciąż możemy sobie pozwolić na utrzymywanie ultraniskich stóp i naśladowanie EBC, czy przeciwnie w którymś momencie będziemy zmuszeni wrócić do polityki bardziej konwencjonalnej i bliższej podejściu innych banków centralnych w regionie - podkreśla Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego.

Polityka NBP - dodaje - jest bliższa tej prowadzonej przez banki centralne w krajach rozwiniętych, np. EBC (NBP zapowiada długi okres niskich stóp i wspieranie gospodarki przy wychodzeniu z recesji); mocno różni się od podejścia innych banków centralnych w regionie, np. Czeskiego Banku Centralnego (który zapowiada zacieśnienie polityki pieniężnej). Naśladowanie EBC - wyjaśnia Benecki - napotyka jeden podstawowy problem: Polska przed pandemią i po jej wybuchu miała kompletnie inną sytuację inflacyjną: w odróżnieniu od Fed i EBC - nie miała problemu z przywróceniem inflacji z bardzo niskiego poziomu do celu inflacyjnego (wręcz przeciwnie - inflacja przed COVID-19 była bardzo wysoka, a obecnie po wybuchu pandemii jest jedną z najwyższych w UE).

- To pokazuje słabość obecnego modelu polityki gospodarczej w Polsce, zbyt dużo jest stymulacji strony popytowej gospodarki, zarówno po stronie fiskalnej jak i monetarnej, natomiast strona podażowa gospodarki bardzo wolno podnosi swoje możliwości produkcyjne. Inwestycje prywatne w Polsce od paru latu wyglądają bardzo słabo na tle regionu, szczególnie wśród rodzimych firm średnich i małych. Podwyższona inflacja jest "czerwoną lampką", która pokazuje że gospodarka może tracić równowagę makroekonomiczną. Taki model wzrostu staje się coraz bardziej inflacjogenny. To sygnał, że bezinwestycyjny wzrost gospodarczy, oparty głównie na stymulacji strony popytowej, może w kolejnych latach przynieść spadek tempa PKB i szybkości z jaką doganiamy kraje zachodnie - wyjaśnia Benecki.
Może się okazać, że nie stać nas - zauważa główny ekonomista ING Banku Śląskiego - na naśladowanie podejścia EBC i kontynuacja ultrałagodnej polityki pieniężnej w Polsce będzie coraz bardziej kontrowersyjne.

Bartosz Bednarz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »