Szwajcarzy podniosą stopy ku utrapieniu "frankowiczów". Raty kredytów wzrosną

NBP znów nie podwyższył stóp procentowych. Nie naśladuje Amerykanów, Szwajcarów i decydentów z Europejskiego Banku Centralnego (EBC) i nie zaostrza polityki pieniężnej. Efektem może być osłabienie złotego wobec kluczowych walut. Wkrótce stopy podwyższy Szwajcarski Bank Narodowy (SNB), co wpłynie na wzrost rat kredytów frankowych.

  • W Polsce inflacja jest pięć razy wyższa od celu NBP. W Szwajcarii jest wyższa niespełna dwa razy, ale tamtejszy bank centralny nie rezygnuje z podwyżek stóp procentowych
  • Szwajcarski Bank Narodowy od wielu miesięcy dba o siłę franka, bo walczy z "importowaną" inflacją
  • W strefie euro i w Stanach Zjednoczonych ludzie coraz bardziej rozumieją, że trzeba szykować się na "wyższe stopy na dłużej"

Na początku tygodnia okazało się, że inflacja w Szwajcarii nie maleje. Wręcz przeciwnie - wzrosła z 3,3 do 3,4 proc. Tymczasem analitycy spodziewali się jej spadku do 3,1 proc. Natychmiast pojawiły się głosy, że Szwajcarski Bank Narodowy podniesie stopy procentowe bardziej niż do tej pory zakładano. Taki ruch z pewnością uszczupli portfele polskich "frankowiczów". Sama tylko podwyżka stóp sprawi, że wzrosną raty kredytów hipotecznych, a bardzo prawdopodobne wzmocnienie franka postawi klientów banków w jeszcze trudniejszej sytuacji.

Reklama

W obronie franka

Wielu ekonomistów podkreśla, że ostatnie posunięcia SNB są bardzo dobrym przykładem, jak polityka pieniężna banku centralnego może sprzyjać krajowej walucie. W czerwcu 2022 roku SNB rozpoczął cykl zacieśniania monetarnego i niespodziewanie podniósł stopy procentowe aż o 75 punktów bazowych. Była to pierwsza taka decyzja od 15 lat.

Inflacja konsumencka w Szwajcarii osiągała wówczas poziom 2,9 proc. i dla wielu komentatorów ogromnym zaskoczeniem było, że SNB zdecydował się na podwyżkę przy tak "niskiej" dynamice wzrostu cen. Co więcej, od tego czasu szwajcarskie stopy zostały podniesione jeszcze dwukrotnie - we wrześniu i grudniu 2022 roku. To wszystko sprawiło, że stopa referencyjna banku wzrosła o 175 punktów bazowych - z minus 0,75 proc. do 1,00 proc., co jest najwyższym poziomem od 2008 roku.

Helweci walkę z inflacją prowadzą nadal. Osiągnęła ona szczyt na poziomie 3,5 proc. w sierpniu zeszłego roku, po czym spadła do 2,8 proc. w grudniu. Wraz z początkiem 2023 roku wzrosła do 3,3 proc., a na koniec lutego zwiększyła się do 3,4 proc. W związku z tym rynki oczekują, że Szwajcarski Bank Narodowy na kolejnym posiedzeniu, które odbędzie się 23 marca, znów podniesie stopy. Spodziewany jest ruch o co najmniej 50 punktów bazowych.

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Helweci nie chcą "importować" inflacji

To nie koniec złych wiadomości dla zadłużonych we frankach szwajcarskich. Ekonomiści prognozują, że kresem cyklu podwyżek może być pułap 2 proc., co oznacza, że w sumie w tym półroczu szwajcarskie stopy zostałyby podniesione o całe 100 punktów bazowych. A nawet jeszcze bardziej, bo przy mocno "jastrzębiej" polityce monetarnej Europejskiego Banku Centralnego, SNB może poczuć się zmuszony do wywindowania stóp ponad poziom 2 proc.

Trzeba pamiętać, że cel inflacyjny w Szwajcarii - podobnie jak w Polsce - ma 1-procentową tolerancję, ale bazą jest nie 2,5 proc., jak u nas, lecz tylko 1 proc. Decydenci z SNB są zaniepokojeni oddaleniem od celu inflacyjnego, w przeciwieństwie do członków naszej Rady Polityki Pieniężnej, choć w Polsce inflacja jest teraz aż pięć razy wyższa od dopuszczalnej.

SNB zmienił w 2022 roku politykę i dąży do silnego franka, aby zapobiec "importowaniu" inflacji. Mocny frank szwajcarski ma duży udział w stabilizacji cen. - Wysoka wartość franka pomogła stłumić inflację napędzaną przez droższy import, podczas gdy wykorzystanie przez Szwajcarię energii wodnej i jądrowej pomogło zmniejszyć efekt gwałtownie rosnących cen w energetyce - oświadczył niedawno Martin Schlegel, wiceprezes SNB.

Rachunek dla "frankowiczów"

Szacuje się w Polsce jest teraz 340 tysięcy frankowych kredytów mieszkaniowych o łącznej wartości 86 miliardów złotych. Dziś za franka płaci się ponad 4,70 zł, podczas gdy średni kurs udzielenia hipotek w walucie Helwetów jest obliczany na 2,55 zł. Ta różnica najbardziej uderza we "frankowiczów".

Jeśli przyjąć, że mamy do czynienia z frankowym kredytem hipotecznym w wysokości 300 tysięcy złotych, a do spłaty pozostało jeszcze 15 lat, to same tylko trzy ostatnie podwyżki stóp w Szwajcarii (w sumie o 175 punktów bazowych) podniosły miesięczną ratę o około 250 złotych.

Co się stanie z przykładowym kredytem w wypadku kolejnej podwyżki stóp procentowych podyktowanej przez SNB? W tej chwili podstawą wyliczania rat hipotecznych jest wskaźnik SARON 3M, który w 2021 roku zastąpił LIBOR CHF bez konieczności podpisywania aneksów do umów kredytowych. Podniesienie o 50 punktów bazowych stawki SARON 3M podwyższy ratę o około 70 złotych miesięcznie. Konstrukcja wskaźnika SARON 3M sprawia, że dość wolno reaguje on na kolejne podwyżki i obniżki stóp - w pełni uwzględnia je mniej więcej po trzech miesiącach od decyzji SNB.

Egzamin dla złotego

Złoty może wkrótce znaleźć się w trudnym położeniu w relacji nie tylko do franka, ale i innych walut obcych. Nasza Rada Polityki Pieniężnej zrezygnowała bowiem z dalszego podnoszenia stóp procentowych, mimo bardzo wysokiej i ciągle rosnącej inflacji. W rezultacie w Polsce utrzymywana jest głęboko ujemna realna stopa procentowa. Tymczasem Europejski Bank Centralny (EBC), amerykańska Rezerwa Federalna, Bank Anglii i Szwajcarski Bank Narodowy nie schodzą ze ścieżki restrykcyjnej polityki monetarnej.

Ekonomiści prognozują, że EBC podniesie stopy procentowe bardziej niż jeszcze niedawno sądzono. Powód to utrzymująca się wysoka presja inflacyjna i mniejsze ryzyko recesji w eurolandzie. Robert Holzmann, reprezentujący w EBC Austrię, twierdzi, że bank powinien podnieść stopy jeszcze cztery razy po 0,5 pkt proc., czyli łącznie o 2 pkt proc., co wywindowałoby stopę depozytową do 4,5 proc., a refinansową do 5 proc. Taki punkt widzenia uznawany jest za skrajny, a większość inwestorów spodziewa się ruchu w górę o 1,5 pkt proc. i zakończenia cyklu ze stopą depozytową na poziomie 4 proc.

W Stanach Zjednoczonych też narasta przekonanie, że kraj musi przygotować się na "wyższe stopy na dłużej". Po ostatnich oświadczeniach szefa Fed Jerome’a Powella bardzo wzrosło prawdopodobieństwo, że stopy procentowe w USA w tym miesiącu zostaną podniesione o 50 punktów bazowych. Jeszcze kilka dni temu spodziewano się raczej 25 punktów.

Jeden z graczy rynkowych, firma BlackRock, ogłosiła, że bank centralny prawdopodobnie będzie musiał podnieść stopę funduszy federalnych do 6 proc. Efektem takiej polityki będzie zbliżenie się do osiągnięcia celu inflacyjnego na poziomie 2 proc., wzmocnienie dolara, ale jednocześnie spowolnienie amerykańskiej gospodarki.

Nieco łagodniejszą ścieżkę polityki monetarnej w USA przewidują analitycy Goldman Sachs, którzy we wtorkowej nocie ujawnili, że podnieśli swoją prognozę tak zwanej stopy końcowej o 25 punktów bazowych do przedziału 5,5-5,75 proc.

Jacek Brzeski

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: inflacja | stopy procentowe | banki centralne
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »