Reklama

Załamanie liry tureckiej i kłopoty funta

Początek tygodnia nie przyniósł nam większej zmienności na najważniejszych rynkach, czego można było się spodziewać, przy całkowicie pustym kalendarium i braku nowych doniesień na temat kwestii handlu międzynarodowego. Na rynku walutowym wczoraj można wskazać dwóch wyraźnych przegranych GBP oraz TRY.

W tej sytuacji S&P 500 zbliżyło się do historycznych maksimów z początku roku i wydaje się, że poziom ten może zostać przetestowany jeszcze w tym tygodniu. Również przy historycznych maksimach, które zanotowane zostały dwa tygodnie temu znajduje się Nasdaq i jedynie indeks największych spółek z USA, czyli Dow Jones wypada trochę słabiej na tym tle.

Reklama

Na giełdach w Europie wczorajsza sesja zakończyła się na remis, choć dane z niemieckiego przemysłu nie zachwyciły i coraz wyraźniej wskazują na spowalnianie tempa wzrostu gospodarczego. Widać więc, że spadki indeksów koniunktury (PMI) zaczynają się przekładać na realną gospodarkę, daleko jesteśmy jeszcze od negatywnych scenariuszy, widać jednak wyraźnie, że jesteśmy już za szczytem tempa wzrostu gospodarczego, także w przypadku największej gospodarki strefy euro. Tym bardziej istotne jest w tych okolicznościach, aby doszło do porozumienia pomiędzy UE a Stanami Zjednoczonymi w sprawach polityki celnej, gdyż uderzenie w sektor motoryzacyjny na obecnym etapie cyklu mogłoby okazać się bardzo niebezpieczne dla całej globalnej gospodarki.

Na rynku walutowym wczoraj można wskazać dwóch wyraźnych przegranych GBP oraz TRY. Wśród najważniejszych walut najwięcej tracił wczoraj funt, po słowach sekretarza ds. handlu Liama Foxa, który stwierdził, że widzi 60% szans na to, że nie uda się osiągnąć porozumienia w sprawie warunków Brexitu. Oczywiście rzecznik rządu starał się uspokoić nastroje, jednak widać, że negocjacje nie idą w dobrym kierunku, co zdecydowanie negatywnie wpływa na funta. W tych okolicznościach wydaje się, że GBP/USD może spaść nawet do okolic 1.28. Stabilnie zachowywał się eurodolar, który nie ma powodów, aby atakować kluczowe wsparcia na 1.15, nie ma ich jednak także do prób większego odbicia, czeka nas więc najpewniej kilka dni konsolidacji poniżej 1.16.

Największym przegranym wczorajszej sesji była turecka lira, która traciła ok. 5%. Trudno wskazać powód do tak znaczącego osłabienia akurat podczas wczorajszej sesji. Jednak wydaje się, że z perspektywy ogólnego klimatu i struktury gospodarki tego rodzaju ucieczka inwestorów wydaje się jak najbardziej uzasadniona, gdyż posiadający ograniczoną niezależność bank centralny nie podejmuje żadnych istotnych działań, aby zatrzymać obecne wypadki, które jeszcze mocniej napędzają inflację.

Należy wspomnieć także o posiedzeniu Banku Australii, który nie zmienił swej polityki i nie uczyni tego najprawdopodobniej także do połowy 2019 roku, jednak wskazał na stopniowy wzrost inflacji w latach 2019 i 2020, co rynek odebrał dość jastrzębio.

Przy braku większych korekt w komunikacie po posiedzeniu AUD zyskał wobec dolara około 30 pipsów i dużo ważniejsze w jego kontekście okażą się kolejne doniesienia z Chin.

Kamil Maliszewski, Zespół mForex, Dom Maklerski mBanku

............................

Turcja na krawędzi kryzysu

Ostatnia decyzja tureckiego banku centralnego o braku podwyżek stóp procentowych była dużym zaskoczeniem dla rynku i spotkała się ze zdecydowanie negatywną reakcją. W ciągu jednego dnia kurs tureckiej liry spadł o ponad 3 proc.

Eksperci spodziewali się podwyżki o 1 p.p z obecnych 17,75 proc. do 18,85 proc. i chociaż poziom ten wydaje się niebotyczny porównując do zerowych stóp EBC, to Turcja zmaga się z wysoką inflacją, która w czerwcu wyniosła 15,4 proc. r/r. Za decyzją stoi prezydent Erdogan i właśnie brak niezależności banku centralnego budzi ogromne obawy międzynarodowych obserwatorów. Przypomnijmy, że pod koniec czerwca Erdogan i jego partia wygrali wybory prezydenckie i parlamentarne uzyskując w zasadzie władzę całkowitą.

Jedną z pierwszych decyzji prezydenta było nadanie sobie możliwości wyboru prezesa i wiceprezesów banku centralnego, a także mianowanie swojego zięcia ministrem finansów.

Od początku 2018 r. turecka lira straciła już ponad jedną czwartą wartości względem amerykańskiego dolara, a wydarzenia polityczne w tym kraju nie napawają optymizmem i wskazują raczej na kolejne spadki. Przyśpieszająca inflacja, słabnąca waluta i rekordowo wysokie rentowności obligacji skarbowych, przy dużym udziale zadłużenia zagranicznego powodują, że Turcji grozi kryzys na szeroką skalę.

Erdogan - ekonomista z wykształcenia - jest zagorzałym przeciwnikiem wysokich stóp procentowych, a sam twierdzi, że ich podwyżki nie są narzędziem do zwalczania inflacji, a raczej jej powodem. Erdogan promuje gołębią politykę pieniężną, aby dalej napędzać tempo wzrostu gospodarczego poprzez utrzymanie wysokiego poziomu konsumpcji i inwestycji (brzmi to bliźniaczo podobnie do ostatniej krytyki Trumpa dla polityki podwyżek stóp procentowych przez FED) Pomimo, że imponujący, to wzrost gospodarczy na poziomie 7,4 proc. w 2017 r. był dwukrotnie wyższy od potencjalnego długoterminowego poziomu wzrostu PKB - wskazują analitycy. Na ten rok prognozy przewidują już tylko wzrost na poziomie 4,2 proc.

Powodem wysokiej inflacji jest głównie luźna polityka fiskalna. Turecki rząd chcąc stymulować szybki wzrost obniżał podatki, wprowadził dotacje dla firm oraz gwarancje kredytowe dla sektora prywatnego. Agencja ratingowa S&P w maju obniżyła rating dla Turcji z BB/B do BB-/B i ostrzegała o przegrzaniu gospodarki. Wzrost PKB był finansowany napływem zagranicznego kapitału, który spowodował, że Turcja ma jeden z najwyższych na świecie deficytów na rachunku bieżącym na poziomie 5,9 mld USD w maju, a roczny deficyt ma wynieść wg szacunków 54,8 mld USD. Kwota ta stanowi 6,4% PKB Turcji, które w 2017 r. wyniosło 851 mld USD.

Dodatkowo gospodarka Turcji jest silnie zadłużona w walutach obcych. Według szacunków Międzynarodowego Funduszu Walutowego dług zagraniczny brutto (zawierający zarówno zadłużenie rządu jak i przedsiębiorstw) jest w 90 proc. denominowany w walutach obcych i osiągnął 67,7 proc. PKB. Taki odsetek jest najwyższym wśród krajów rozwijających się (drugie są Węgry - 63,8 proc., a trzecia Polska - 55,6 proc.).

Turecki bank centralny poinformował, że wg stanu na koniec marca tureckie firmy sektora prywatnego posiadają zadłużenie w walutach obcych (głównie dolar - 60 proc. i euro - 35proc.) w wysokości ok. 245 mld USD z czego 53 proc. to zadłużenie instytucji finansowych, przede wszystkim banków.

Od końca marca kurs liry spadł o blisko 19 proc. względem dolara i 22 proc. względem euro. Przy tak istotnym wzroście realnego zadłużenia niektóre tureckie banki mogą mierzyć się z widmem upadłości. Potwierdza to ostatni raport agencji Fitch, która nie tylko obniżyła rating Turcji z BB+ do BB, ale również wydała osobny raport o stanie tureckiego sektora bankowego obniżając rating większości tureckich banków o dwa poziomy.

Trzy z czterech największych tureckich banków: Ziraat Bank, ?ş Bank i Akbank otrzymały rating BB- z perspektywą negatywną, czyli poniżej ratingu Turcji i tylko jeden poziom nad ratingiem wysoce spekulacyjnym. Jako zagrożenia agencja wskazuje na: ryzyko ingerencji rządu w działania banków, wysokie koszty refinansowania zadłużenia oraz istotny 7-8 proc. poziom NPL (non-performing loans) w sektorach energetycznym i budowlanym, w których banki posiadają znaczące zaangażowanie. Warto dodać, że kłopoty branży energetycznej wynikają głównie z wysokich kosztów obsługi zadłużenia w walutach obcych, które wynosi około 50 mld USD.

Tureckie banki udzielały tureckim firmom kredytów w dolarach i euro, oraz same zadłużały się w obcych walutach, co miało naturalnie mitygować ekspozycję na ryzyko walutowe, ale w tym wypadku jest to podwojenie ryzyka, ponieważ zadłużone firmy nie są w stanie obsługiwać swojego zadłużenia, które rośnie wraz z deprecjacją liry - i to samo dzieje się z zadłużeniem banków.

Kłopoty Turcji i w szczególności tureckich banków nie są dobrą wiadomością dla polskich funduszy inwestycyjnych, które jeszcze nie dawno chętnie inwestowały nad Bosforem.

Według danych portalu analizy.pl na koniec 2017 r. zaangażowanie polskich TFI w tureckie papiery wynosiło 2,4 mld zł (o 25 mln więcej niż w amerykańskie aktywa), a połowę tej ekspozycji stanowiły obligacje przedsiębiorstw, w tym głównie tureckich banków.

Czy jest jakaś szansa na poprawę sytuacji w Turcji?

Wydaje się, że w najbliższym czasie Erdogan nie zacieśni polityki fiskalnej i dalej będzie stosował naciski na bank centralny, ponieważ w 2019 r. odbędą się wybory samorządowe, a ewentualne cięcia mogą nastąpić dopiero po wygranej. Istnieje jednak duże ryzyko, że turecka gospodarka nie wytrzyma do tego czasu jeśli inflacja wciąż będzie rosnąć, a lira osłabiać, a nie widać sygnałów, aby miało się to zmienić. Już teraz obsługa zadłużenia zagranicznego przez rząd i sektor prywatny jest skrajnie trudna, a zaufanie inwestorów zagranicznych wyjątkowo niskie.

Z pomocą może przyjść Międzynarodowy Fundusz Walutowy, który mógłby dokonać bailoutu i zrefinansować zadłużenie Turcji. Na pewno MFW narzuciłby wtedy obostrzenia monetarne i fiskalne, a także nakazałby przywrócenia niezależności banku centralnego. Pamiętajmy jak niechętnie Grecja przestrzegała podobnych zaleceń, a biorąc pod uwagę dotychczasowe rządy Erdogana, ciężko przewidywać, aby turecki rząd poddał się dyktatowi międzynarodowych instytucji.

Wojciech Bartosik, Analityk, Dom Maklerski Michael/Ström

Dowiedz się więcej na temat: TRY | brexit | Turcja | GBP

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »