W skrócie
- Złe wiadomości z rynku pracy w USA przekonały inwestorów, że Fed już we wrześniu obniży stopy procentowe o 25 punktów bazowych i może zdecydować się na kolejne cięcia jeszcze raz albo dwa razy w tym roku.
- Polski bank centralny może nie być skłonny do dalszego łagodzenia polityki monetarnej, gdyż niektórzy członkowie RPP przestrzegają przed zagrożeniem inflacyjnym, wynikającym z ekspansywnej polityki fiskalnej i wahań cen energii.
- Złoty nie osłabił się nawet wtedy, gdy analitycy Fitcha zagrozili obniżeniem ratingu kredytowego Polski z powodu utrzymywania przez rząd bardzo wysokiego deficytu fiskalnego.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Od lipcowego szczytu, gdy kurs dolara zbliżał się do 3,75 zł, waluta Amerykanów została przeceniona o kilkanaście groszy. Pod koniec pierwszego tygodnia września i na początku drugiego dolar spadał poniżej poziomu 3,62 zł. Wykres techniczny pokazuje, że dolar od miesiąca jest zamknięty w bardzo wąskiej konsolidacji, której sierpniowym szczytem było 3,67 zł. W krótkim terminie możliwy jest test głównej strefy wsparcia od 3,60 do 3,58 zł, co byłoby powrotem do wartości notowanych ostatnio wiosną 2018 roku.
Amerykańska waluta traci także wobec euro. Zdaniem ekonomistów ING Banku, jeśli kurs eurodolara mocno wybije się powyżej 1,1725, to powinien kontynuować ruch w kierunku szczytów z lipca tego roku, czyli 1,18.
Dolar ma problemy, bo słabnie gospodarka USA
Nie ulega wątpliwości, że dolar dużo stracił na wartości po zaskakująco słabych danych z rynku pracy w USA. Odczyt za sierpień pokazał zaledwie 22 tysiące nowych miejsc pracy w sektorze pozarolniczym, podczas gdy prognoza zakładała 75 tysięcy, a w lipcu zanotowano przyrost o 79 tysięcy. Równocześnie stopa bezrobocia w zeszłym miesiącu lekko wzrosła do 4,3 proc. Te dane mają ogromne znaczenie dla monetarnych decyzji Rezerwy Federalnej, której zadaniem jest nie tylko dbanie o stabilność cen, ale także stymulowanie pełnego zatrudnienia.
Złe wiadomości z rynku pracy w Stanach Zjednoczonych przekonały inwestorów, że Fed już we wrześniu obniży stopy procentowe o 25 punktów bazowych i może zdecydować się na kolejne cięcia jeszcze raz albo dwa razy w tym roku. Z ankiet rynkowych wynika, że prawdopodobieństwo wrześniowej redukcji stóp jest prawie 100-procentowe.
Słabą stroną powyższych związków przyczynowo-skutkowych jest fakt, że rządowe sprawozdania NFP od pewnego czasu są coraz mniej dokładne, a ten rok przynosi wyjątkowo duże rewizje w raportach o zatrudnieniu. Pierwsze odczyty wywołujące gwałtowne reakcje na rynkach obligacji, walut i akcji często okazują się nietrafione. W sumie od stycznia do czerwca 2025 roku korekty danych o zatrudnieniu sięgnęły około 461 tysięcy miejsc pracy względem pierwotnych publikacji. Problem polega na tym, że poprawione wyniki są już tylko przysłowiową "musztardą po obiedzie".
Fed na ścieżce łagodzenia polityki pieniężnej
Nawet analitycy największych instytucji finansowych nie mają wyboru i tworzą prognozy po opublikowaniu pierwotnych danych, choć nie wiedzą, na ile zostaną one potwierdzone kilka tygodni później. Teraz też reakcja ekspertów była bardzo szybka.
Bank of America, który jeszcze niedawno zakładał brak obniżek stóp procentowych, w tej chwili przewiduje dwie redukcje po 25 punktów bazowych - we wrześniu i grudniu 2025 roku. Z kolei ekonomiści Goldman Sachs spodziewają się trzech obniżek o tej samej skali - we wrześniu, październiku i listopadzie. Citigroup dołącza do tego grona, prognozując łączne cięcie stóp o 75 punktów, rozłożone również na trzy miesiące - wrzesień, październik i grudzień.
Biały Dom nie chce mieć mocnego dolara
W parze z przewidywanym luzowaniem monetarnym w USA idą projekcje, których wspólnym mianownikiem jest oczekiwany spadek wartości dolara. Bardzo pomyślną prognozę dla złotego w zestawieniu z dolarem przedstawia BNP Paribas, który zakłada, że w tym kwartale waluta Amerykanów spadnie do 3,56 zł, a w czwartym kwartale 2025 roku nawet do 3,41 zł. Ekonomiści banku twierdzą, że czynnikiem, który może wywołać taki trend, powinny stać się fundusze Unii Europejskiej napływające do Polski i wzmacniające złotego.
Z najnowszej projekcji ekspertów japońskiego holdingu bankowego Mitsubishi UFJ Financial Group (MUFG) wynika, że pod koniec tego roku dolar spadnie do 3,54 zł, a na początku 2026 roku ma kosztować już tylko 3,46 zł. Docelowy poziom deprecjacji w połowie przyszłego roku to 3,42 zł, co byłoby najniższą wartością od 88 miesięcy.
Dzisiejsze przewidywania MUFG są radykalnym zaprzeczeniem lutowej prognozy przygotowanej przez tę instytucję. Wówczas eksperci spodziewali się agresywnego wzrostu kursu dolara do poziomu 4,30 zł w pierwszym kwartale 2025 roku. Jednak sytuacja zmieniła się wkrótce potem, gdy prezydent USA Donald Trump zaczął wprowadzać nowe cła w handlu z niemal całym światem - czasami horrendalnie wysokie. Właśnie to przyczyniło się do osłabienia waluty Amerykanów.
Wiele wskazuje na to, że administracji waszyngtońskiej niekoniecznie zależy na silnym dolarze. Wzrost jego kursu oznaczałby bowiem wyższe ceny amerykańskich towarów dla reszty świata. Tym samym producenci ze Stanów Zjednoczonych musieliby mierzyć się z problemem spadku własnej konkurencyjności na rynkach globalnych.
Złoty odporny na wstrząsy
Złoty w tej chwili dobrze wypada nie tylko na tle dolara, ale także euro. Od wielu tygodni wspólna waluta porusza się w wąskim kanale bocznym - zwykle w przedziale 4,24-4,29 zł. Rynek w zasadzie nie zareagował osłabieniem złotego nawet wtedy, gdy analitycy Fitcha zagrozili obniżeniem ratingu kredytowego Polski z powodu utrzymywania przez rząd bardzo wysokiego deficytu fiskalnego oraz "braku wiarygodnej strategii konsolidacji finansowej".
Wiele wskazuje na to, że zagraniczni wierzyciele polskiego rządu zaakceptowali fakt pogorszenia się stanu naszych finansów publicznych. Już na początku 2026 roku relacja długu publicznego do PKB ma złamać konstytucyjny limit 60 proc., a potem będzie jeszcze rosła i zdaniem Fitcha przekroczy 68 proc. już za dwa lata.
Poza tym mamy w Polsce relatywnie wysokie stopy procentowe i to one utrzymują atrakcyjność złotego. Na początku września - po spadku inflacji do 2,8 proc. - Rada Polityki Pieniężnej obniżyła stopę referencyjną do 4,75 proc., czyli o 25 punktów bazowych. Decyzja ta była zgodna z oczekiwaniami i jest trzecim cięciem stóp w tym roku. Koszt pieniądza jest jednak nadal wyraźnie wyższy od inflacji, mimo że od początku 2025 roku stopy spadły łącznie o 100 punktów bazowych.
Analitycy MUFG przypominają, że NBP może nie być skłonny do dalszego łagodzenia polityki monetarnej, gdyż niektórzy członkowie RPP przestrzegają przed zagrożeniem inflacyjnym, wynikającym z ekspansywnej polityki fiskalnej i wahań cen energii. Tymczasem w strefie euro inflacja wynosi 2,1 proc. Stopa depozytowa Europejskiego Banku Centralnego jest na poziomie 2,00 proc., a refinansowa to 2,15 proc. W dodatku jeszcze w tym tygodniu możliwa jest ich redukcja.
Najnowsze przewidywania co do notowań eurozłotego bywają rozbieżne. W ostatnich dniach analitycy PKO BP na ten kwartał wyznaczyli cenę euro na poziomie 4,25 zł, a na następny kwartał - 4,18 zł. Ekonomiści ING spodziewają się innej tendencji. Ich zdaniem w tym kwartale wspólna waluta będzie kosztowała 4,26 zł, a w ostatnim kwartale 2025 roku - 4,29 zł.
Jacek Brzeski
















