Reklama

Co dalej z emeryturami? Jesteśmy nieprzygotowani na katastrofę

Polska będzie miała najszybciej starzejące się społeczeństwo w Unii Europejskiej. W 2060 roku będzie więcej emerytów i rencistów niż pracujących i płacących składki. Od strony systemowej jesteśmy na to nieprzygotowani. Trzeba otworzyć rynek pracy, wyjść do osób biernych zawodowo i budować instytucjonalne formy opieki na dziećmi oraz osobami starszymi - mówi Interii Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich.

Monika Krześniak-Sajewicz, Interia: W ostatnich tygodniach mocno dyskutuje się na temat nowych propozycji dla obecnych i przyszłych emerytów. Jest pomysł wprowadzenia tzw. rent wdowich, ale jednocześnie pojawiła się inicjatywa "dobrowolnego ZUS" dla przedsiębiorców, rząd z kolei do obecnych emerytów kieruje dodatkowe świadczenia 13. i 14. Z drugiej strony nasiliła się dyskusja na temat niskiej dzietności. Czy przy niskim wieku emerytalnym jesteśmy w stanie utrzymać obecny system, czy czeka nas jednak dużo dłuższa praca?

Łuksza Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich: - Specjalnie powołana grupa robocza opracowuje raz na trzy lata dla Komisji Europejskiej i Rady Europejskiej raport prognozujący starzenie się społeczeństw i jego ekonomiczne oraz finansowe skutki. Wnioski z ostatniego raportu są pesymistyczne, bo pokazują, że Polska będzie miała najszybciej starzejące się społeczeństwo w Unii Europejskiej, a w horyzoncie 2070 r. będziemy również najstarszym społeczeństwem w UE, jeśli chodzi o strukturę wiekową, a do tego znacznie pogorszy się tzw. wskaźnik obciążenia demograficznego.

Reklama

Co to konkretnie znaczy?

- Będziemy mieć najgorszy stosunek liczby osób w wieku poprodukcyjnym do liczby osób w wieku produkcyjnym. O ile w 2019 roku na 100 osób w wieku produkcyjnym przypadało 29 osób w wieku poprodukcyjnym, czyli 65 lat i powyżej, o tyle w perspektywie do 2060 roku ten wskaźnik wzrośnie do 68,2, czyli ponaddwukrotnie! To będzie trzeci najwyższy wynik w Unii Europejskiej, po Litwie i Łotwie, bo średnia unijna zgodnie z tą prognozą wyniesie wówczas 59,2 - a 10 lat później będziemy już najstarszym unijnym społeczeństwem. Co ciekawe, strefa euro będzie "młodsza", bo dla tych krajów w 2060 r. będzie to wskaźnik 58,6, a obecnie jest odwrotnie i  średnia unijna w 2019 wyniosła 34,4 a dla samej strefy euro 35,3.

Jakie są największe zagrożenia z tym związane?

- Problem jest jeszcze większy niż wskazuje na to sam wskaźnik obciążenia demograficznego, który uwzględnia tylko proporcje wiekowe. Jeśli nałożymy na to poziom aktywności zawodowej wśród osób w wieku produkcyjnym, to między rokiem 2050 a 2060 dojdzie do sytuacji, w której liczba pobierających świadczenia emerytalno-rentowe będzie większa niż liczba osób, które będą pracowały i płaciły składki na ubezpieczenia społeczne. Raport prognozuje, że w 2060 będzie w Polsce 12 591 tys. emerytów i rencistów, a liczba pracujących, którzy odprowadzają składki wyniesie 12 207 tys., czyli będzie więcej emerytów i rencistów niż osób pracujących, którzy płacą składki, z których finansowane są te emerytury i renty.

Czy te pesymistyczne prognozy zwiastują katastrofę? Co musi się stać, żeby system ubezpieczeń społecznych to wytrzymał? Czeka nas w praktyce podniesienie wieku emerytalnego, nawet jeśli ze względów politycznych nie zostanie on formalnie zmieniony?

- Trzeba pamiętać, że długoterminowo średnia życia się wydłuża i w tych warunkach coraz mniej osób relatywnie młodych będzie pracowało na utrzymanie emerytów i rencistów. W tych warunkach, żeby zapewnić sobie wystarczającą emeryturę trzeba będzie pracować dłużej. To jest nie do uniknięcia w perspektywie kilkudziesięciu lat. Przy czym wraz z poprawą stanu zdrowia, możliwości wykonywania pracy dłużej będą większe, zwłaszcza że wiele nowych zawodów wymaga mniejszej aktywności fizycznej i obciążenia organizmu, choć mentalnie są angażujące.

Jesteśmy na to przygotowani od strony instytucjonalnej, legislacyjnej? Widzi pan, że jako kraj przygotowujemy się, by zmniejszyć skutki tej demograficznej katastrofy?

- Nie. Konieczne są konkretne kroki, między innymi otwieranie rynku pracy dla cudzoziemców, bo to pomogłoby zmniejszać te niekorzystne proporcje. Trzeba też "wyjść" do osób, które są bierne zawodowo, a w Polsce jest to wysoki odsetek.

- Polityka dotycząca rynku pracy i służb zatrudnienia powinna być mocniej skierowana nie na bezrobotnych, których praktycznie nie ma, ale na biernych zawodowo, czyli powinna być bardziej proaktywna wobec osób, które wyszły z rynku pracy i nie próbują wrócić. Tego brakuje.

- Konieczne jest też wspieranie aktywności osób, które są obarczone obowiązkami opiekuńczymi - obecnie jest to głównie opieka nad dziećmi, ale w przyszłości będzie to opieka nad osobami starszymi. Trzeba przede wszystkim wprowadzić takie formy instytucjonalne, które nie będą nadmiernie obciążały członków rodzin tymi obowiązkami, bo to bardzo duża blokada do podejmowania czy kontynuowania pracy.

Co konkretnie jest potrzebne?

- Trzeba stworzyć system długoterminowej opieki instytucjonalnej nad osobami starszymi oraz opieki nad dziećmi, czyli konieczne jest upowszechnienie nie tylko przedszkoli, ale też żłobków, których wciąż bardzo brakuje.

- Poza tym trzeba zmienić system pomocy społecznej tak, żeby sprzyjał zatrudnieniu, bo teraz jest odwrotnie. Mamy sytuację, w której nie można łączyć niektórych świadczeń z pracą zarobkową. Trzeba zlikwidować taką pułapkę rentową, która powoduje, że osobom pobierającym świadczenia socjalne nie opłaca się pracować, bo je stracą. Przecież systemowo lepiej byłoby, gdyby mogli je uzupełniać wypracowanym przez siebie dochodem.

A sam rynek pracy jest dostosowany do zmian demograficznych, które nas czekają?

- Potrzebna jest większa elastyczność, czyli na przykład promocja zatrudniania w niepełnym wymiarze czasu pracy, bo społecznie nie jesteśmy do tego przyzwyczajeni. W krajach Zachodniej Europy udało się osiągnąć wysokie wskaźniki zatrudnienia właśnie dzięki temu, że tam odsetek pracujących w niepełnym wymiarze jest dużo wyższy, a w Polsce te grupy, które nie mogą pracować na pełny etat są często bierne zawodowo. Trzeba też dostosować funkcjonowanie rynku pod kątem osób starszych, by odchodzić od dominującego modelu, w którym pracuje się na pełny etat do wieku emerytalnego, a potem przechodzi na emeryturę. Chodzi o to, żeby był bardziej elastyczny model przechodzenia z życia zawodowego na emeryturę, czyli na przykład po nabyciu uprawnień w jakiejś części pobiera się emeryturę, ale łączy ją z pracą i stopniowo przechodzi na pełną i docelową emeryturę, ale tak, by nie odbijało się to negatywnie na wysokości finalnego świadczenia.

Monika Krześniak-Sajewicz

BIZNES INTERIA na Facebooku i jesteś na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami

Zobacz również:

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »