Politycy opozycyjnej Alternatywy dla Niemiec (AfD) i Sojuszu Sahry Wagenknecht (BSW), a nawet część działaczy współrządzącej CDU (premier Saksonii Michael Kretschmer), chcieliby na nowo uruchomić gazociąg.
Polska zobowiązała się współpracować z Niemcami
August Hanning, były szef niemieckiego wywiadu (BND) w czasach rządów Kanclerza Gerharda Schrödera, współinicjator projektu Nord Stream i późniejszy szef rady dyrektorów rosyjskiego koncernu Rosnieft, powiedział w ubiegłym roku "Die Welt", że Wołodymyr Zełenski i Andrzej Duda mieli się porozumieć w sprawie tego sabotażu. Na Twitterze odpowiedział mu wówczas premier Donald Tusk: "Do wszystkich inicjatorów i patronów Nord Stream 1 i 2. Jedyne, co dzisiaj powinniście w tej sprawie robić, to przepraszać i siedzieć cicho".
Ale podczas wizyty w Warszawie w lipcu ubiegłego roku kanclerza Olafa Scholtza nie było tylko o słynnych reparacjach, o których rozpisywały się głównie media tradycyjne i komentatorzy z mediów społecznościowych. W oficjalnym komunikacie o ustaleniach międzyrządowych znalazło się nieeksponowane jakoś zdanie: czytamy, że "w przypadku zakłóceń w przepływach tranzytowych przez Rosję, Polska i Niemcy będą ściśle współdziałać w celu utrzymania stabilnych dostaw ropy naftowej do PCK Schwedt i bezpieczeństwa dostaw w regionie".
O gazie co prawda mowy nie było, ale z punktu widzenia geopolityki i stosunków z Rosją, to jaka to niby różnica. A te "przepływy tranzytowe przez Rosję" to jakiej ropy miały niby dotyczyć? Amerykańskiej może? Tłumacząc z języka politycznego na polski: "w przypadku zakłóceń", czyli jakby ropa rosyjska przystała płynąć do rafinerii w Schwedt, to Polska zobowiązała się współpracować z Niemcami "w celu utrzymania stabilnych dostaw" do Schwedt.
Niemcy mają ochotę wrócić do współpracy z Rosją?
Pisałem wówczas, że ja bym się zgodził. Ale w zamian za akcje w spółce PCK - która jest właścicielem rafinerii w Schwedt. Bo na razie mają je Rosjanie. Co prawda, to, że mają je Rosjanie nie jest winą Niemców, tylko polskich służb specjalnych, które zablokowały przejęcie przez Orlen akcji w niemieckich rafineriach od francuskiego TotalFina. Ale nic z tego nie wyszło.
Teraz Niemcy najwyraźniej mają ochotę wrócić do bezpośredniej współpracy z Rosją. Wspomniany Michael Kretschmer głosi, że obecne stanowisko rządu niemieckiego, który ustami kanclerza Fredricha Merza, że nie chce żadnych dostaw rosyjskiego gazu, to jedynie epizod w stosunkach Berlina z Moskwą. Bo jeśli sytuacja gospodarcza się nie poprawi (a nic nie wskazuje, żeby się miała poprawić), to "za rok czy dwa zostaniemy zmuszeni do zmiany strategii".
Jak tak się stanie, to znowu zostaniemy z przysłowiową "ręką w nocniku". Bo jeśli do takiej współpracy miałoby znowu dojść, to powinniśmy spróbować jednak wykorzystać nasze położenie między Rosją a Niemcami.
Ale coś mi się wydaje, że ewentualny proces w Niemczech ukraińskich "sabotażystów", którzy wysadzili Nord Stream i pokazanie udziału przy tym Polski ma tej ewentualności zapobiec. Bo w sumie, to po co im Polska jako jakiś pośrednik?
Ale ponoć Donald Tusk ma świetne relacje z Niemcami i - jak sam onegdaj stwierdził - "nikt go w Europie nie ogra". Pożywiom - uwidim.
Robert Gwiazdowski
Autor felietonu prezentuje własne poglądy i opinie
Śródtytuły pochodzą od redakcji













