Reklama

Banki o wyroku TSUE w sprawie franków: to zachęta do zawierania ugód

Po czwartkowym orzeczeniu Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej nawet najbardziej powściągliwi bankierzy nie mogli ukryć szerokich uśmiechów na twarzach. Bo w grze jest nawet ponad 200 mld zł, które banki musiałyby zwrócić frankowiczom, gdyby decyzje sądów poszły za daleko. A TSUE możliwość takich postanowień - ich zdaniem - powstrzymał.

Reklama

Poprzednie orzeczenie unijnego Trybunału z października 2019 roku prawnicy zachęcający frankowiczów do sądzenia się z bankami zinterpretowali jako dla kredytobiorców korzystne. TSUE powiedział wtedy, że jeśli umowa kredytowa zawiera niedozwolone zapisy, to sąd może ją unieważnić w całości. Zauważmy - TSUE nie powiedział wcale, że unieważnić musi, czy też, że nawet powinien. Ale to wystarczyło, by urosła lawina pozwów frankowiczów przeciwko bankom.

Reklama

Prymat umowy nad nieważnością

Tym razem jednak - zdaniem bankowców - TSUE powiedział wyraźnie - nie ma żadnego automatyzmu w unieważnianiu umów kredytowych. TSUE w ten sposób odpowiedział na pytania Sądu Okręgowego w Gdańsku dotyczące tego, czy można umowę dalej wykonywać nawet gdy są w niej klauzule abuzywne, ale już po ich usunięciu. A to znaczy, że sąd wcale nie musi umowy unieważniać. Przeciwnie - że powinien starać się ją "uratować".

- Orzeczenie TSUE podkreśla prymat dalszego obowiązywania umowy nad nieważnością

Nie powinno to prowadzić do mechanicznego czy bezrefleksyjnego unieważniania umów przez sądy - mówił na zdalnej konferencji prasowej Związku Banków Polskich wiceprezes Tadeusz Białek.

- Nieważność nie jest celem i sankcją przewidzianą w dyrektywie 93/13 i nie może zależeć od woli i interesu konsumenta (...) Droga do unieważnienia jest w naszej ocenia uznawana przez TSUE jako ostateczność - dodał.

- To orzeczenie jest dość zachęcające - powiedział na zdalnej konferencji prasowej wiceprezes mBanku Marek Lusztyn.

BIZNES INTERIA na Facebooku i jesteś na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami

Praktyka polskich sądów po poprzednim wyroku TSUE była taka, że umowy na masową skalę unieważniały, ale nie były w stanie powiedzieć co dalej po unieważnieniu. Skoro umowa jest nieważna, to bank powinien zwrócić klientowi dotychczasowe spłaty rat kapitałowych i odsetkowych, ale czy klient ma czy nie ma wobec banku zobowiązań? A jeśli ma - to jakie?

Bankowcy podkreślają, że z wyroku TSUE wynika, iż sąd musi rzetelnie i obiektywnie poinformować konsumenta o skutkach unieważnienia umowy. A więc także o tym, że bank może mieć wobec niego "roszczenia restytucyjne". Chodzi tu o to, że banki już wcześniej wnosiły wobec swoich klientów, których umowy zostały uznane za nieważne, pozwy o wynagrodzenie za bezumowne korzystanie z kapitału. Orzeczenie TSUE wskazuje, iż banki mogą mieć takie roszczenia.

- TSUE nie wyklucza ich, nie przesądza jakie mogą być te roszczenia - powiedział Tadeusz Białek.  - O tym sąd powinien informować konsumenta - dodał.

Przywrócenie równowagi, a nie karanie banku

Co więcej - twierdzą bankowcy - orzeczenie TSUE wyklucza sytuację, w której do sądu przychodzi frankowicz i wnioskuje o unieważnienie umowy, gdyż są w niej niedozwolone zapisy. Są powinien postarać się te zapisy usunąć i sprawdzić, czy w takiej sytuacji umowa może dalej wiązać strony.

- Nie ma nieważności na życzenie (...) Jest natomiast konieczność obiektywizacji nieważności. To obiektywne okoliczności decydują, czy umowa może dalej obowiązywać - powiedział Tadeusz Białek.

Bankowcy zwracają także uwagę, iż prawnicy reprezentujący frankowiczów powoływali się często na unijną dyrektywę 93/13, według której na stronę stosująca klauzule niedozwolone w umowach powinno się nałożyć dotkliwe sankcje, żeby w przyszłości zniechęcać ją do takich praktyk. W ich ocenie orzeczenie TSUE stwierdza, że celem tej dyrektywy jest przywrócenie równowagi stron, a nie karanie banku.

- To bardzo ważny głos Trybunału, który przywraca sens dyrektywy 93/13. Sąd powinien zbadać, czy eliminacja klauzul abuzywnych przywróciła równowagę, a nie karać bank - powiedział Tadeusz Białek.
Jedno z pytań gdańskiego sądu dotyczyło tego, od kiedy zaczyna biec przedawnienie roszczeń. Bo gdyby bank chciał wynagrodzenia za korzystanie z kapitału i jego roszczenie wystartowałoby do biegu w momencie zawarcia umowy, w przypadku wielu umów mogłoby być już przedawnione. W tej sytuacji klient dostawałby zwrot zapłaconych rat, a bank - nic.

TSUE nie ustalił terminu, od kiedy biegnie unieważnienie. Odpowiedział jedynie, że zależy to od przepisów prawa krajowego.

W oczekiwaniu na Sąd Najwyższy

Za wcześnie jednak by zapalać najdroższe hawańskie cygara, bo 11 maja będziemy świadkami kolejnego etapu prawnego maratonu pomiędzy bankami a frankowiczami.  Wtedy to Izba Cywilna SN ma wypowiedzieć się w sprawie sześciu pytań skierowanych przez Pierwszą Prezes Sądu w styczniu. Oprócz dotyczących biegu przedawnienia i wynagrodzenia za kapitał zasadnicze z tych pytań brzmi: co zrobić dalej, kiedy sąd uzna, że sposób ustalania kursu walutowego został określony w umowie w sposób niedozwolony. Czy można taką klauzulę zastąpić jakąś inną, zgodną z prawem, a jeśli nie można - to czy umowa wiąże strony w pozostałej części.

Na część z tych pytań odpowiedział już TSUE i mało prawdopodobne jest, by polski sąd chciał iść na udry z jego wykładnią. Ale wiele spraw może jeszcze doprecyzować, zwłaszcza jeżeli chodzi o zastąpienie niedozwolonych klauzul dotyczących kursu wymiany czy też spreadu walutowego jakimiś polskimi przepisami.

Bankowcy twierdzą, że piątkowe orzeczenie TSUE zachęci i kredytobiorców i banki raczej do zawierania ugód  w sprawie kredytów frankowych, a nie do ciągania się po sądach. Na stole leży propozycja przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego z grudnia zeszłego roku, nawołująca banki i kredytobiorców do takiego rozstrzygania kwestii spornych. Ugody miałyby polegać na tym, że kredyt we frankach zostaje potraktowany od początku jako udzielony z złotych, a bank i klient dokonują na nowo rozliczeń pomiędzy sobą. Bank jednak daje klientowi bonus w postaci niższego kursu wymiany, przyjmując na siebie straty. Millennium zaproponował przeliczenie kredytu po 3,1 zl za franka zamiast obecnego 4,15 zł.

- Uczyniony został do zdefiniowania ekosystemów zawieranych ugód poważny krok - powiedział na konferencji prasowej Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes ZBP.

Ale sporów sądowych nie można wykluczyć, tym bardziej, że rozgrzebane jest już kilkadziesiąt tysięcy spraw. Zdaniem bankowców najważniejsze jest teraz to, czym zastąpić niedozwolone klauzule dotyczące kursu walutowego oraz wynagrodzenia za korzystanie z kapitału w przypadku orzeczenia nieważności umowy kredytowej w całości.

- Niezmiernie ważna jest debata merytoryczna dotyczące spodziewanych rozstrzygnięć. W jaki sposób ustalany jest kurs i jak on się kształtuje, jakie ma być wynagrodzenie za korzystanie z kapitału. To musi być czytelne dla obu stron, jak również dla regulatorów i nadzorców - mówił Krzysztof Pietraszkiewicz.

Ugody dla banków byłyby najmniej kosztowne. ZBP szacuje, że gdyby wszyscy frankowicze na nie poszli na warunkach określonych przez przewodniczącego KNF, banki straciłyby ok. 35 mld zł. Kierunek dotychczasowych rozstrzygnięć sądów automatycznie unieważniających umowy mógłby stanowić dla banków koszt nawet ponad 200 mld zł.

Jacek Ramotowski

Darmowy program - rozlicz PIT 2020

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »