Dlaczego nieruchomości się nie sprzedają?

Od ponad 3 lat nieruchomości stale tanieją, a mimo to kupujących jest bardzo mało. Czyżby nasi rodacy przestali być zwolennikami własnych "M" i przerzucili się na wynajem? Nic z tych rzeczy. Powód tej recesji jest prozaiczny - pomimo spadku cen, dla potencjalnych klientów są one wciąż za wysokie.

Słowo "kryzys" jest w ostatnich latach odmieniane we wszystkich przypadkach i uznawane ze przyczynę wszelakich niepowodzeń, także na rynku nieruchomości. Aby lepiej zrozumieć ten problem, należy dokładniej przyjrzeć się sytuacji na innym rynku - pracy - i zestawić ją z aktualną ofertą kredytów hipotecznych.

Jakie perspektywy ma dziś młoda osoba wchodząca na rynek pracy? Delikatnie mówiąc, nie są one różowe. Bezrobocie w Polsce wynosi ponad 13 proc., lecz biorąc pod uwagę tylko młode pokolenie, liczba ta może być nawet trzy razy większa. Eksperci szacują, że dziś na jedno miejsce pracy przypada nawet 27 kandydatów, a w ciągu najbliższych czterech lat na rynek wejdą dwa miliony absolwentów szkół wyższych. Skoro tak dużo jest chętnych do pracy w stosunku do zapotrzebowania, oferowane zarobki znacząco spadły w stosunku do okresu sprzed 3-4 lat. Na jakie wynagrodzenie może obecnie liczyć osoba ubiegająca się o pracę? Rzadko będzie to kwota powyżej 1500 zł netto. Na rynku pracy prym wiodą "umowy śmieciowe", które znacząco utrudniają uzyskanie kredytu, a przecież nieruchomości za gotówkę kupuje się bardzo rzadko.

Nie zgodzę się jednak z opinią, że wszystkiemu jest winien kryzys. W ciągu ostatnich 3 lat strzeliliśmy sobie niejednego samobója. Oto jeden z bardziej spektakularnych przykładów. W lutym 2010 r. Komisja Nadzoru Finansowego wypowiedziała otwartą wojnę kredytom hipotecznym. Rozpoczęła się ona od ogłoszenia Rekomendacji T, z treści której jasno wynikało, że KNF będzie dążyła do ograniczenia dostępności do "hipotek" i wyrugowania kredytów walutowych z rynku. Po dwóch latach tej nierównej walki rynek kredytów hipotecznych skurczył się znacząco. Niestety, było to pyrrusowe zwycięstwo. Sęk w tym, że gospodarka to naczynia połączone, a KNF uderzyła w najbardziej dochodowe dziedziny: budownictwo (zatrudnia ok. 700 000 osób) i bankowość (blisko 200 000 zatrudnionych). Dodajmy do tego dziesiątki tysięcy pracujących wówczas w branżach pokrewnych, np. w pośrednictwie kredytowym, wyposażeniu mieszkań, i śmiało można powiedzieć, że wojna wypowiedziana kredytom hipotecznym uderzyła bezpośrednio w dziedziny, w których pracuje łącznie ponad milion osób! Błędów w gospodarce popełniliśmy wiele i to one są przyczyną obecnej sytuacji na rynku pracy. Nie zwalajmy więc winy na kryzys.

Reklama

Wróćmy do kredytów hipotecznych, które dziś są dostępne wyłącznie w krajowej walucie. Mając na względzie wielokrotne podnoszenie stóp procentowych dla złotego (brawa dla Rady Polityki Pieniężnej!), kredyty te stały się bardzo drogie. Jeśli np. planujemy zakup mieszkania za 300 000 zł i nie posiadamy wkładu własnego, to miesięczna rata wyniesie około 2000 zł. Wystarczy porównać tę kwotę z wcześniej wspomnianymi zarobkami młodych Polaków; a przecież nie samym kredytem człowiek żyje...

Chcesz kupić/sprzedać mieszkanie? Przejrzyj oferty w serwisie Nieruchomości INTERIA.PL

Co zatem zrobić, aby nieruchomości się sprzedawały? Są dwa wyjścia: albo zaczniemy lepiej zarabiać albo sprzedający dostosują ceny do zarobków potencjalnych klientów. Rzecz jasna, możemy liczyć tylko na ten drugi wariant. Co to oznacza? Patrząc na tę kwestię z punktu widzenia rynku mieszkań w Warszawie, ich sprzedaż ruszy, kiedy ceny będą znacząco niższe od obecnych. Mieszkania jednopokojowe powinny tu kosztować w granicach 150 tys. zł, a dwupokojowe około 200 tys. zł.

W innym przypadku nie mamy co liczyć na wielu nabywców.

Krzysztof Oppenheim, prezes zarządu NIERUCHOMOŚCI BOŻA KRÓWKA sp. kom.

Oppenheim
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »