Reklama

Odroczone płatności mogą sprzyjać impulsywnym zakupom

Każdy lubi kupować, a nikt nie lubi płacić. Tymczasem sprzedawcy i banki wpadli na nowy pomysł, by oferować nam towary lub usługi, za które płacić nie musimy. Do czasu - bo płatność jest odroczona. Czy to po prostu wygoda, czy też kolejna pułapka na ludzi, którzy po pewnym czasie zorientują się, że są zadłużeni po uszy i nie będą wiedzieli jak z tego wyjść?

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Reklama

Wchodzisz do sklepu - w galerii handlowej, a teraz coraz częściej do internetowego - i widzisz całkiem ładną kieckę. Dlaczego jej nie kupić, skoro zapłacić możesz dopiero za pół roku, a w dodatku jeszcze w kilku niskich ratach? A jeśli nie musisz zapłacić od razu, bo nie masz tyle pieniędzy na rachunku, to dlaczego nie kupić do niej butów, torebki, kapelusza? A w końcu także odpowiadającego kolorem samochodu? Za nic nie trzeba od razu zapłacić.

Karta kredytowa i kredyt ratalny to sposoby finansowania, które funkcjonują już dziesiątki lat. Ale teraz zostały połączone w jedno. Umożliwiły to technologie, które pozwalają, żeby np. bank lub inny pożyczkodawca "podstawił" finansowanie dla towarów i niemal natychmiast rozpatrzył wniosek kredytowy. W sklepie internetowym w kilku kliknięciach finansowanie jest dostępne.

Po wybuchu pandemii rynek kredytów dla konsumentów się załamał, podobnie zresztą jak sprzedaż w fizycznych sklepach. Ale jeden rodzaj finansowania poradził sobie bardzo dobrze. To kredyty ratalne, które - według danych Biura Informacji Kredytowej - były jedynymi, jakich wartość w ubiegłym, pandemicznym roku wzrosła.

Kredyt ratalny to także forma odroczonej płatności, choć konstrukcji takich instrumentów finansowych może być wiele. W niektórych krajach - jak w Wielkiej Brytanii - już rozpoczęła się dyskusja, czy są one dobrodziejstwem, czy też zagrożeniem dla konsumentów. Słowem, czy nie są drogą do nadmiernego, a w konsekwencji niespłacalnego zadłużenia.

- Problemem jest zbyt wielka łatwość wchodzenia w transakcje. Zaczęła się już dyskusja, czy odroczone płatności nie powodują zbyt łatwych zakupów - mówił podczas zdalnej dyskusji w ramach Europejskiego Kongresu Finansowego poświęconego finansom konsumenckim Krzysztof Opaliński, przewodniczący rady spółki Fines działającej na rynku pośrednictwa kredytowego.

Krzysztof Opaliński zwraca też uwagę na jeszcze jeden ważny trend, który pojawił się w okresie pandemii. O ile przed jej wybuchem ludzie na raty kupowali np. pralki, lodówki, telewizory, meble, a więc dobra konsumpcyjne trwałego użytku, ale też kosztujące więcej, teraz na raty zaczęli robić zakupy dóbr na znacznie mniejsze kwoty. Z jednaj strony rata w wysokości 10 zł miesięcznie nie powinna powalić żadnego domowego budżetu. Ale już sto rat po 10 zł może niejednemu zagrozić.  

- Dynamiczny wzrost (kredytów ratalnych i z odroczoną płatnością) był skojarzony z nowymi narzędziami finansowania w zeszłym roku. Teoretycznie ta forma wcześniej istniała. Ale kwoty finansowania obniżyły się znacznie, ludzie robią zakupy o mniejszej wartości jednostkowej - powiedział.

Co więcej, okres zamknięcia ludzi w domach, wielu branż gospodarki, części "stacjonarnego" handlu, przedłużających się lockdownów spowodował, że przyzwyczailiśmy się do pracy zdalnej, ale także do korzystania ze zdalnych usług i kupowania w Internecie. Specjaliści są przekonani, że załatwianie spraw przez Internet, a także spraw związanych z finansami już pozostanie z nami na zawsze. 

- Klienci oczekują załatwiania spraw zdalnie, zwłaszcza jeśli nie są to umowy na miliony. Im prościej tym lepiej - mówił Grzegorz Kuliszewski z Microsoftu.

Właśnie prostota i łatwość zawierania umów "nie na miliony" jest tym, czego oczekują konsumenci. Ale dodaje, że przy okazji konsumenci nie myślą przy tym niemal zupełnie o bezpieczeństwie.

- Klient nie jest zainteresowany bezpieczeństwem. O tym muszą pomyśleć za niego inni - powiedział.

- Jeśli budujemy relacje, potrzebujemy kontaktu bezpośredniego, rozmowy. Załatwiania prostych spraw chcemy zdalnie. Ideałem mogą być cztery kliki do wzięcia pożyczki - dodał.

Nowe technologie i galopujące tempo zmian niosą ze sobą przynajmniej jeszcze jedno ważne zagrożenie. To wykluczenie cyfrowe. Ale skoro finanse osobiste staną się wkrótce cyfrowe, pojawia się pytanie, czy za zmianami nie będzie podążać także wykluczenie finansowe.

- Nastąpiło turbodoładowanie. W instytucja finansowych spowodowała je konieczność ograniczania kosztów stałych. Technologie pozwalają procesy upraszczać, takie procesy są już wdrożone, a jeszcze chcą je bardziej upraszczać - mówił Sebastian Ptak, prezes spółki Blue Media.

Krzysztof Opaliński zwrócił uwagę, że po rozpoczęciu zapisów na szczepienia dla osób 70+ stanęli ono w kolejkach przed przychodniami, zamiast skorzystać z narzędzi cyfrowych.

- To grupa wprawdzie nie stanowi bardzo istotnej dla sektora finansowego, ale są osoby preferujące osobisty kontakt też w młodszych grupach wiekowych. Ci ludzie - być może to kilkanaście, kilkadziesiąt procent - będą chcieli kupować bezpośrednio, w kontakcie z innymi ludźmi - mówił.

Z drugiej strony szybkość kolejnych zmian może spowodować, że za nimi nie będą nadążać coraz większe grupy, powiększając tym samym grono osób wykluczonych.

- Wyzwaniem jest tempo zmiany. Jeśli człowiek przestaje nadążać, bardzo szybko staje się wykluczony - powiedział Grzegorz Kuliszewski.

Jacek Ramotowski

***

Dowiedz się więcej na temat: płatności | bank | karty kredyowe | kredyt

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »