Reklama

Polskie firmy kosmetyczne mogą w Chinach zwiększyć sprzedaż nawet o 1000 proc. w rok

- Polskie firmy kosmetyczne, które wchodzą na rynek chiński są w stanie zwiększyć wartość sprzedaży w ciągu roku nawet o 1000 proc. - powiedział szef biura Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu w Szanghaju Andrzej Juchniewicz.

- Popyt na kosmetyki w Chinach rośnie w ostatnich latach w tempie dwucyfrowym i trend ten powinien się utrzymać - twierdzi Juchniewicz. Wskazał, że Państwo Środka ma obecnie blisko 15,5 proc. udział w światowym rynku kosmetycznym, a według prognoz do 2023 roku wartość tego segmentu rynku sięgnie 430 mld juanów, czyli ponad 244 mld zł.

Reklama

Z rosnącego popytu - jak zaznaczył szef PAIH w Szanghaju - korzystają m.in. firmy francuskie, niemieckie czy amerykańskie, ale też polskie. Zwłaszcza te, które oferują np. produkty do makijażu oraz tzw. biokosmetyki. Dodał, że w tym roku długookresowe umowy na dostawy swoich produktów podpisało Miraculum oraz spółka Be Organic, a w "trakcie negocjacji są kolejne dwa kontrakty".

Według Juchniewicza polskie produkty nie są co prawda w stanie konkurować ze słynnymi firmami z tzw. wyższej półki , ale doskonale radzą sobie na tzw. "średnich półkach". Sprzyja temu - jak wskazał - trend do wyróżnienia się.

- Skończyły się czasy, że Chińczycy kupowali produkty masowe. Dziś zarówno kobiety jak i mężczyźni chcą się wyróżnić, dlatego poszukują kosmetyków czy środków do pielęgnacji definiujących ich osobowość np. z innych krajów i mniejszych manufaktur - tłumaczy.

Dodał że dokonując wyboru chińscy konsumenci patrzą m.in. na skład produktów, szukają ofert dobrej jakości, z jak najbardziej naturalnym składem. Atutem jest dla nich również historia firmy.

Powiedział, że np. Miraculum udało się wejść na rynek Państwa Środka (umowa na sprzedaż maki Joko podpisana w styczniu br. - PAP), m.in. ze względu na ponad 100 letnią historię, która - według Chińczyków - jest gwarancją jakości. Z kolei Bella Farmacja, polski producent naturalnych kosmetyków, podpisał kontrakt ponieważ chiński partner szukał doskonałej jakości i naturalnych składników w produkcie.

Generalnie - jak podkreślił - produkty z Europy Środkowo - Wschodniej cieszą się w Chinach oraz w innych krajach azjatyckich coraz większym zainteresowaniem.

Z jego spostrzeżeń wynika, że produktami, które ceni sobie konsument chiński są maseczki do twarzy, cienie do oczu, szminki, płyny do kąpieli, produkty do higieny intymnej, kosmetyki dla dzieci, kobiet w ciąży a także młodych matek.

Juchniewicz przyznał, że chiński rynek kosmetyczny jest hermetyczny. Zaistnienie tam w tradycyjnych sklepach wymaga rejestracji produktu, co trwa od ośmiu miesięcy do dwóch lat, a ponadto wymaga przeprowadzenia zakazanych w Polsce testów na zwierzętach. W sumie - jak powiedział - wchodząca tam firma potrzebuje co najmniej kilku tysięcy euro na jeden produkt.

PAIH wskazuje, że swoistego rodzaju "wytrychem" jest wejście na chiński rynek on line. Alibaba Group, czyli największa na świecie firma z branży e-commerce, wspólnie z rządem z Pekinu wprowadziła rozwiązania typu cross border e-commerce. Jednym z nich jest np. platforma Tmall.hk założona specjalnie dla zagranicznych marek kosmetycznych, by mogły same sprzedawać i promować swoje produkty w Chinach.

"Dzięki temu rozwiązaniu można importować produkty legalnie, płacąc cło, ale nie rejestrując firmy ani produktów w Chinach. Nie ma też konieczności testowania produktów na zwierzętach, co jest szalenie istotne dla europejskich marek" - wyjaśnił Juchniewicz. Ponadto - jak zaznaczył - w przypadku sprzedaży przez Tmall.hk rozliczenia odbywają się od razu w walucie zagranicznej.

- To znaczące ograniczenie kosztów, a poza tym sprzedaż on-line może być doskonałym papierkiem lakmusowym przed wejściem w kanał tradycyjny - wskazał szef PAIH w Szanghaju.

Pytany, ile można w ten sposób zaoszczędzić, powiedział, że "wiele zależy od narządzi promocyjnych z których firma korzysta". Zaznaczył jednak, że wielkość rynku, a także "co najmniej o połowę wyższe ceny sprzedaży w Chinach niż w Polsce, sprawiają, że koszty wejścia, zwłaszcza on line, mogą szybko się zwrócić. "Jeśli eksporter ma dobry produkt, to w ciągu roku może zwiększyć wartość sprzedaży nawet o 1000 proc." - wskazał.

Zachętą do wejścia na chiński rynek jest obniżenie od 1 lipca 2018 r. stawek celnych na wwóz, m.in. części wyrobów przemysłu kosmetycznego i chemicznego. Stawka spadła z 8,4 do 2,9 proc. w przypadku kosmetyków do pielęgnacji skóry i włosów, detergentów czy niektórych produktów medycznych i zdrowotnych.

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »