Reklama

Sąd ogłosił upadłość TFL

Towarzystwo Finansowo-Leasingowe, do niedawna czołowa firma branży, przestało spłacać swoje długi. Wrocławski sąd gospodarczy ogłosił jego upadłość. Zadłużenie spółki około 20 banków i 1700 innych podmiotów wynosi ponad 200 mln zł.

Wrocławskie Towarzystwo Finansowo-Leasingowe, które jeszcze za 1998 r. w rankingu KPL plasowało się na 11. miejscu w Polsce, zbankrutowało. Taki werdykt - na wniosek Banku Gospodarki Żywnościowej - wydał sąd gospodarczy we Wrocławiu, który uznał, że firma przestała spłacać swoje długi, co jest niebezpieczne dla całego sektora finansowego.

- Dłużnik nie reguluje znacznych zobowiązań wobec wnioskodawcy, czyli BGŻ - oddział Zielona Góra.

Zalegają też z płatnościami wobec innych wierzycieli, m.in. Skarbu Państwa. Ogłoszenie jego upadłości było konieczne - uzasadnia Ireneusz Dukiel, przewodniczący wydziału upadłości sądu gospodarczego we Wrocławiu.

Reklama

TFL jest winny ponad 200 mln zł ponad 20 bankom i 1700 innym podmiotom. Z nieoficjalnej informacji wynika, że instytucje finansowe mogą nie odzyskać prawie 90 mln zł, których podobno nie da się ściągnąć od niewypłacalnych lub niesolidnych leasingobiorców. Zarząd spółki został zawieszony. Do firmy wszedł syndyk masy upadłościowej, który zinwentaryzuje resztę majątku i sprzeda go, aby przynajmniej w części zaspokoić wierzycieli. Wiele wskazuje na to, że TFL przyniesie większe straty sektorowi bankowemu niż jego niechlubny poprzednik - BG Leasing.

Przypomnijmy, że w 1999 r. strata netto firmy wyniosła18 mln zł, a na koniec 2000 r. wzrosła do 27 mln zł.



Ojciec chrzestny



TFL jest własnością biznesmena Pawła Rojka. Dzięki niemu firma rozkwitła w drugiej połowie lat 90. i osiągała imponujące wyniki oraz obroty. Finansował ją wówczas m.in. Bank Zachodni, który wówczas był jeszcze państwowy. Trudno ocenić, na ile ważny jest fakt, że Paweł Rojek zasiadał wtedy w radzie tego banku, która decydowała komu i na jakich warunkach dawać kredyty. Faktem jest natomiast, że w tym okresie biznesmen zakończył budowę Dexpolu, jednej z największych w kraju prywatnych sieci stacji paliw.

Według pragnącego zachować anonimowość informatora, Dexpol wyposażał stacje biorąc sprzęt w leasing od TFL na bardzo korzystnych warunkach. TFL zawierał umowy z wybranymi leasingobiorcami, nie dbając o solidne zabezpieczenia spłat rat leasingowych.

Oprócz Banku Zachodniego TFL dostawał pieniądze od ponad 50 oddziałów 20 różnych banków. Finansowały go m.in. Bank Gospodarki Żywnościowej, Bank Rozwoju Eksportu,

Bank Ochrony Środowiska, Warmińsko-Mazurski Bank Regionalny, Górnośląski Bank Gospodarczy, Cukrobank. Niektóre z nich, świadome zagrożenia swoich kapitałów ulokowanych w TFL, zawarły z firmą ugody. Jak się okazuje, nie przyniosło to rezultatów.



Kto ile utopił



Banki oczywiście nie chcą poinformować, ile winny jest im TFL, zasłaniając się tajemnicą bankową. Wiadomo, że rachunki firmy zostały zajęte przez urząd skarbowy Wrocław-Stare Miasto. Zobowiązania spółki wobec Skarbu Państwa na koniec 2000 r. wyniosły 12,2 mln zł. Pochodzą one z tytułu VAT za 2000 r. i częściowo za 1998 r. Zadłużenie z tytułu podatku dochodowego, jeszcze za 1995 r., obliczono na 1,3 mln zł.

W czasie postępowania upadłościowego zarząd TFL argumentował, że obecna sytuacja finansowa spółki jest skutkiem przejściowych trudności. Sąd nie zgodził się z taką interpretacją, uznając, że nie ma szans na poprawę sytuacji i możliwość zaspokojenia wierzycieli.

Ponadto TFL nie wykazał, że jego aktywa przewyższają zadłużenie. Sąd uznał, że przedstawiony przez niego

bilans nie został sporządzony zgodnie z prawem, dlatego nie potraktował go za dowód.



W rękach syndyka



Na majątek TFL składa się kapitał akcyjny rzędu 4,94 mln zł oraz środki trwałe w postaci samochodów będących w posiadaniu leasingobiorców i stanowiące przedmiot zastawu rejestrowego ustanowionego na rzecz banków.

Na postanowienie o upadłości prawnicy TFL wnieśli zażalenie do sądu okręgowego. Jednak stało się ono wykonalne w chwili ogłoszenia.

- Działam w imieniu spółki. Po spisaniu majątku przystąpię do jego sprzedaży. Najpierw pieniądze dostaną pracownicy, później ci, co mają ustanowiony zastaw rejestrowy lub hipotekę, następnie urząd skarbowy i ZUS. Tak stanowi prawo upadłościowe. Na pewno krzywda nie spotka leasingobiorców - podkreśla Jarosław Krzan, syndyk masy upadłościowej TFL.

Dowiedz się więcej na temat: firma | bank | upadłości | sady | firmy | towarzystwo | upadłość | zadłużenie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »