Reklama

Twarde warunki dla TP.SA

Anna Streżyńska, prezes UKE, chce zmienić rynek telekomunikacyjny. Jej decyzje zmierzają do obniżenia cen usług telefonii komórkowej i stacjonarnej.

W przypadku rynku komórkowego UKE wydał decyzję nakazującą operatorom zmniejszenie opłaty za tzw. zakańczanie połączeń. W tej chwili każdy z nich pobiera od konkurentów opłaty za połączenia przychodzące do jego własnej sieci. Według UKE nie mają one odzwierciedlenia w kosztach i powodują tylko zwiększanie marży. Z tego powodu ceny połączeń w Polsce są wysokie.

Stawki spadną o 30 proc.

Obecna stawka opłaty to 0,65 zł (16 eurocentów) za minutę rozmowy w szczycie. Tymczasem w Unii Europejskiej jest to przeciętnie 10-11 eurocentów. W piątek Anna Streżyńska zapowiedziała, że doprowadzi do obniżenia stawek o ponad 30 proc. I nie zamierza na tym poprzestać.

- W przyszłym roku chcemy obniżyć stawki do 7 eurocentów (0,28 zł). To jeden z najważniejszych elementów decydujących o cenach detalicznych - mówi Anna Streżyńska.

Na razie operatorzy komórkowi są i tak w komfortowej sytuacji. Dotychczasowe decyzje UKE najsilniej biją w Telekomunikację Polską (TP SA). Narodowy operator musi udostępnić swoją infrastrukturę konkurentom, wprowadzić hurtową sprzedaż swoich produktów, obniżyć stawki, zaoferować Neostradę jako samodzielny produkt bez abonamentu telefonicznego.

Dla TP SA, której przychody z telefonii stacjonarnej spadają od kilku lat, to wyjątkowo złe wiadomości. Tym bardziej, że po nowelizacji prawa telekomunikacyjnego na początku roku, decyzje prezesa UKE mają rygor natychmiastowej wykonalności. TP SA nie ma więc wielkiego pola manewru. Może zaskarżyć decyzję do sądu, ale i tak musi ją wykonać. Inaczej zrobi to za nią Urząd, a przy okazji nałoży karę, która może sięgać kilkuset milionów złotych.

Równanie do Europy

Urząd, który działa od początku roku, pracuje pełną parą. Większość decyzji, których wydanie w tym roku zapowiedziała Anna Streżyńska obejmując stanowisko w maju, została już podjęta. Decyzje UKE w rzeczywistości jedynie powielają te, które wprowadzono w innych krajach Unii Europejskiej. Tam telekomunikacyjni potentaci już od dawna próbują przekonać Brukselę, że jej polityka zwiększania konkurencyjności i cięcia cen źle odbije się na inwestycjach w infrastrukturę. W dodatku tam operatorzy mieli parę lat na przystosowanie się do nowych zasad, podczas gdy u nas UKE chce, aby ten proces dokonał się w ciągu kilku miesięcy.

- Takie molochy jak TP SA muszą mieć czas na przystosowanie się do nowych warunków - uważa Krzysztof Kaczmarczyk, analityk DB Securities. Jego zdaniem, nasi operatorzy stacjonarni i komórkowi mogą ograniczyć inwestowanie w infrastrukturę i nowe technologie, tak jak w niektórych krajach UE. Jako przykład analityk podaje wycofanie się międzynarodowego giganta komórkowego Vodafone z budowy sieci UMTS w Czechach.

Rządowy priorytet

Anna Streżyńska nie przyjmuje jednak tej argumentacji. Jej zdaniem konkurencja właśnie pobudzi innowacyjność i inwestycje. A tempo nowych decyzji i obniżek będzie identyczne jak w innych krajach Unii Europejskiej.

TP SA i operatorzy komórkowi nie mogą chyba liczyć na to, że ich działania lobbingowe wśród polityków powstrzymają zmiany na rynku. Prezesa UKE można pozbawić funkcji tylko w ściśle określonych przypadkach. Anna Streżyńska cieszyła się zresztą względami poprzedniego premiera Kazimierza Marcinkiewicza. Jego następca, Jarosław Kaczyński, też dał sygnał poparcia, mówiąc w exposé o konieczności zmniejszenia cen za usługi telekomunikacyjne.

Reklama

Łukasz Ruciński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »