Reklama

Chiny straszą złotego i perspektywiczne rynki

O sytuacji w Chinach, USA oraz klasach aktywów z największym potencjałem rozmawiamy z Robertem Ślepaczukiem, szefem inwestycji ilościowych, oraz Radosławem Piotrowskim, zarządzającym funduszami w Union Investment TFI.

Sytuacja na światowych rynkach jest niepewna, wciąż istnieje sporo czynników ryzyka. Jakie klasy aktywów są obecnie najlepszym wyborem?

Reklama

R.P.: Za granicą preferujemy bezpieczniejsze i silniejsze fundamentalnie akcje oraz obligacje skarbowe krajów rozwiniętych. Szczególnie tych, które mają jeszcze szansę skorzystać na luzowaniu monetarnym prowadzonym przez banki centralne (np. w Europie i Japonii). W funduszu aktywnej alokacji aktywów szukamy wartości dla inwestorów także przy wykorzystaniu dodatkowych pomysłów inwestycyjnych, czyli nadzwyczajnych okazji rynkowych o charakterze long-short lub market-neutral.

Co z Chinami, czy w dalszym ciągu lepiej je omijać?

R.P.: Chiński rząd robi, co może, żeby pobudzić słabnący wzrost gospodarczy. Na przykład ostatnio, chcąc zwiększyć popyt, obniżył podatek od sprzedaży samochodów. Z kolei dane napływające z Chin budzą mieszane uczucia.

Obserwujemy stabilizację wskaźnika PMI w okolicach 50 pkt (we wrześniu 49,8 pkt), a tzw. indeks premiera Li (Li Keqiang Index), który w przeszłości był dobrym wskaźnikiem wyprzedzającym w chińskiej gospodarce, odbił nieco w górę. Odczyty te trudno jednak obecnie uznać za wyraźną zapowiedź poprawy sytuacji gospodarczej w Państwie Środka. To wszystko skłania nas do tego, żeby jeszcze poobserwować rozwój sytuacji i wstrzymać się z odważniejszym inwestowaniem w Chinach.

A jak Panowie oceniają rynek amerykański?

R.Ś.: Do rynku amerykańskiego (szczególnie akcji) podchodzimy dość ostrożnie. Przede wszystkim ze względu na zaawansowaną fazę cyklu koniunkturalnego oraz obawy odnośnie do skali spowolnienia globalnej gospodarki i jej przełożenia na zyski spółek. Martwić może także duży w ostatnich miesiącach spadek indeksu PMI dla amerykańskiego przemysłu. Istnieje też niepewność co do momentu, w którym rozpocznie się podwyżka stóp procentowych w USA. Wygląda na to, że zacieśnianie polityki pieniężnej zostanie odsunięte w czasie, m.in. na skutek pogorszenia się danych makro na świecie i braku presji inflacyjnej w USA. Ale przedstawiciele Fedu (przynajmniej na razie) zapewniają, że wciąż jest to bazowy scenariusz.

Jednak brak podwyżek powinien być pozytywny przynajmniej dla części giełd?

R.Ś.: Zdecydowanie tak. Odsunięcie podwyżek stóp przez Fed oznacza, że przez jakiś czas dolar nie będzie się dalej silnie umacniał. To dobra wiadomość głównie dla rynków rozwijających się, które od początku tego roku odnotowały bardzo duże spadki - zarówno cen akcji, jak i walut lokalnych.

_ _ _ _ _ _ _ _ _

Rynki będą miały problem z Chinami? Opublikowane dziś w nocy dane o handlu zagranicznym nie są dobre: import we wrześniu spadł aż o 20,4 proc., eksport - o 3,7 proc. Pierwszy wskaźnik jest gorszy od oczekiwań, drugi - lepszy. Chiny to targowisko, na którym cały świat handluje wszystkim co się da. Zaciskający pasa Chińczycy to problem dla Europy, USA i Azji. Rynki muszą się nauczyć z tym żyć. Ciekawe, jak na te dane zareaguje dolar i co powiedzą o tym członkowie Fed. Wczoraj dali inwestorom do wiwatu (Dennis Lockhart sugerował ożywioną dyskusję o podwyżce stóp już na posiedzeniu 27-28 października, bardziej sceptyczny był Charles Evans). Dzisiaj głos zabiorą dwaj jastrzębie: James Bullard i William Dudley.Czas deklaracji jednak się kończy i przychodzi pora na konkrety: sezon publikacji wyników amerykańskich spółek za trzeci kwartał powoli się rozkręca. Dziś rusza Intel i JP Morgan. Prognozy dla Ameryki są złe - większość analityków przewiduje spadek wyników. Europa nie ma dzisiaj wiele do powiedzenia, choć warto się przyjrzeć wskaźnikom inflacji, które opublikują Brytyjczycy i Niemcy. Indeks ZEW też może być interesujący, zwłaszcza, że nastroje w gospodarce niemieckiej nie są najlepsze. Indeks wskaże, czy się pogarszają czy nie. dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska

Złoty może tracić na fali obaw o kondycję chińskiej gospodarki

Złoty we wtorek przez większą część dnia tracił na wartości, głównie pod wpływem słabych danych z Chin dotyczących handlu zagranicznego. Dołożył się do tego też słaby odczyt indeksu ZEW w Niemczech. Klimat jaki panuje wokół chińskiej gospodarki nie będzie służył w kolejnych dniach polskiej walucie, która może się dalej osłabiać.

W środę słabe dane z Chin i Niemiec negatywnie odbijają się na notowaniach europejskich rynków. Administracja celna podała w komunikacie, że eksport Chin spadł we wrześniu o 3,7 proc. rdr. Analitycy spodziewali się, że eksport rdr spadnie o 6,0 proc. Gorsze od prognoz są dane o imporcie - we wrześniu spadł on rdr o 20,4 proc. wobec oczekiwanego spadku o 16,0 proc.

Niepokojące informacje napłynęły też z Niemiec. Z danych Instytutu ZEW wynika, że zaufanie niemieckich analityków i inwestorów instytucjonalnych w październiku mocno się pogorszyło. Raport ZEW pokazał, że indeks mierzący oczekiwania tych grup co do wzrostu gospodarczego wyniósł 1,9 pkt. wobec 12,1 pkt. miesiąc wcześniej. Analitycy spodziewali się indeksu na poziomie 6,5 pkt.

EUR-PLN najwyżej we wtorek był na poziomie 4,2420.

- Złoty jest słabszy. Wyszły dane z Chin o bilansie handlowym, na które było skierowane zainteresowanie rynków. Eksport nie był gorszy od oczekiwań, ale silny spadek importu wskazuje na bardzo silny spadek popytu wewnętrznego i na spowolnienie gospodarki. Na tym tle złoty zaczął tracić na wartości. Jeżeli w Chinach się pogarsza lub są sygnały, że gospodarka słabnie, to automatycznie przekłada się na słabość złotego - powiedział w rozmowie z PAP Jarosław Kosaty z Biura Strategii Rynkowych PKO BP.

- Jeśli chodzi o ZEW - na pewno jest to element, który również złotemu nie pomógł. Prawdopodobnie kolejne dni przyniosą słabszego złotego. Polska waluta nie powinna zyskiwać w tym tygodniu. Jest potencjał w najbliższym czasie na osiągnięcie poziomu 4,26 za euro. Pytanie kiedy to się stanie. Raczej tego nie unikniemy, jeżeli kolejne dane z Chin będą potwierdzać, że gospodarka spowalnia, że jest w cyklu, który zmierza raczej do wygaszania ekspansji niż do odbicia - dodał.

W opinii Kosatego krajowe dane makroekonomiczne nie będą miały wpływy na notowania złotego.

- Biorąc pod uwagę to, że w ubiegłym tygodniu RPP próbowała ostudzić oczekiwania na ewentualne obniżki stóp, to nawet gorsze dane o CPI nie powinny znacząco spowodować, że te oczekiwania będą rosły. Nie sądzę, żeby to miało znaczenie - powiedział.

DŁUG SŁABSZY

- Rentowności są wyżej jakieś 3-4 pb. Widać, że bardziej długi koniec krzywej jest oferowany, tam rentowności bardziej podskoczyły. Chyba wszyscy sobie przypomnieli o wyborach. Rynki bazowe otworzyły się dziś bardziej optymistycznie, u nas nie było skorelowania. Dane z Chin powinny wspierać dług, ale tego efektu nie było widać, więc tym bardziej wskazuje to na lokalne czynniki polityczne- powiedział w rozmowie z PAP Marcin Grzywacz, diler SPW z PKO BP.

- Na pewno krajowe dane o inflacji jakieś znaczenie mogą mieć, to będzie finalny odczyt, zobaczymy, czy się potwierdzi. Trzeba jednak pamiętać, że dużym +driverem+ są rynki zagraniczne, które mogą zmienić kierunek - dodał.

Jego zdaniem nie widać na razie większego potencjału do umocnienia polskiego długu.

"Widać, że jest mała aktywność inwestorów zagranicznych. Te zakupy przystopowały. Na rynku handlują lokalni klienci, którzy patrzą raczej na czynniki krajowe. Logika nakazuje, że kwestia wyborów będzie się pojawiać aż do jej wyjaśnienia się, czyli do uformowania rządu - powiedział Grzywacz.

PAP

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »