W skrócie
- Ekonomiści Bank of America i Goldman Sachs nie spodziewają się załamania koniunktury na Wall Street. Prognozują nawet dalsze wzrosty. Z drugiej strony, Citigroup jest zaniepokojony bardzo wysokimi cenami akcji czołowych amerykańskich spółek.
- ”Wskaźnik Buffetta” ma najwyższą wartość w historii. Dla inwestorów kierujących się tym miernikiem koniunktury to dowód, że na giełdzie w Nowym Jorku jest zbyt drogo.
- Na GPW w Warszawie hossa zaczęła się w październiku 2022 roku. Tylko raz w historii była dłuższa, gdy trwała przez kilka lat po wejściu Polski do Unii Europejskiej.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
S&P500, główny indeks giełdy nowojorskiej, wzrósł o ponad 30 proc. od kwietniowego minimum i jest na historycznie wysokich poziomach wyceny. Przyczyną wiosennego dołka notowań była ofensywa prezydenta USA Donalda Trumpa, który niemal całemu światu groził bardzo wysokimi taryfami celnymi. Potem jednak wycofał się z wielu tych projektów i złagodził "wymiar kary".
Od tamtej pory nastroje na Wall Street są tak dobre, że każda lekko pozytywna wiadomość podsyca optymizm, a nawet wyraźnie złe sygnały nie budzą specjalnego niepokoju. S&P500 ma za sobą 110 sesji bez spadku większego niż 2-procentowy, co stanowi najdłuższą taką serię od lipca 2024 roku.
Jest drogo, ale może być drożej
Niemal wszyscy analitycy i komentatorzy są zdania, że akcje czołowych spółek amerykańskich są bardzo drogie. Mimo to ceny i wskaźniki osiągają kolejne szczyty, bo hossa jest napędzana przez ludzką chciwość. Zabiegających o zyski inwestorów zapewne uspokoił w ostatnich dniach Jerome Powell, przewodniczący Fed, który oświadczył, że "choć wyceny akcji są relatywnie wysokie, to nie jest to czas podwyższonego ryzyka finansowego".
Ostrzeżeniami o możliwej bańce giełdowej nie przejmują się także analitycy Bank of America (BofA), którzy twierdzą, że dzisiejsze wysokie mnożniki są uzasadnione. Savita Subramanian, szefowa strategii akcji i analiz ilościowych w BofA , przypomina, że 12-miesięczny wskaźnik cena/zysk (P/E) liczony dla spółek z S&P500 osiągnął niedawno poziom 22,9. To bardzo wysoki pułap, który przekraczany był w czasie pandemicznego rajdu w 2020 roku, a wcześniej tuż przed krachem dot-comów na początku tego stulecia.
Savita Subramanian podkreśla jednak, że dzisiejszy S&P500 bardzo różni się od indeksu sprzed ćwierćwiecza. Współczesny wskaźnik charakteryzuje się niższym zadłużeniem finansowym spółek wchodzących w jego skład, mniejszą zmiennością ich zysków, wyższą efektywnością i stabilnymi marżami. Z tego powodu eksperci BofA zakładają, że dzisiejsze mnożniki na Wall Street są już nową normą, a boom gospodarczy w USA w 2026 roku jest bardziej prawdopodobny niż recesja czy stagflacja.
Analitycy BofA dodają, że rynkowi giełdowemu pomogła ostatnia decyzja Rezerwy Federalnej o obniżeniu stóp procentowych o 25 punktów bazowych. Wiele wskazuje na to, że większość decydentów z amerykańskiego banku centralnego nastawia się na jeszcze dwie obniżki stóp w tym roku. Niektórzy dlatego, że biorą pod uwagę naciski ze strony prezydenta USA Donalda Trumpa, który domaga się szybkiego łagodzenia polityki monetarnej.
Październikowe pułapki giełdowe
Długofalowych zagrożeń dla Wall Street nie dostrzegają także ekonomiści Goldman Sachs. Wręcz przeciwnie, zespół analityków banku kierowany przez Davida Kostina, znacząco zrewidował w górę swoje prognozy dla S&P500. W ciągu trzech miesięcy indeks ma wrosnąć do 6800 punktów. W perspektywie sześciu miesięcy analitycy przewidują ruch w stronę 7000 punktów, a w ujęciu rocznym do 7200 punktów.
Prognozy te opierają się na danych historycznych z okresów redukowania stóp procentowych przez Rezerwę Federalną. "W ciągu ostatnich 40 lat, kiedy Fed ponownie przystępował do obniżania stóp przy jednoczesnym utrzymaniu wzrostu gospodarczego, S&P500 osiągał medianę 12-miesięcznego zwrotu na poziomie 15 proc." - czytamy w raporcie Goldman Sachs. Zespół Kostina podkreśla jednak, że główną siłą napędową tegorocznego rajdu S&P500 są solidne wyniki finansowe spółek.
Jednocześnie Goldman Sachs radzi inwestorom przygotować się na niespokojny najbliższy miesiąc. "Dane historyczne od 1928 roku pokazują, że wahania indeksu S&P500 w październiku były średnio o 20 proc. większe niż w pozostałych miesiącach. Zmienność w październiku to znacznie więcej niż zbieg okoliczności. Ten czas jest kluczowy dla wielu inwestorów i firm, które próbują zarządzać swoimi wynikami przed końcem roku kalendarzowego. Taka presja zwiększa wolumeny obrotu i zmienność na rynkach" - wyjaśniają analitycy Goldman Sachs.
"Wskaźnik Buffetta" przestrogą dla ryzykantów
Dużo większe zagrożenia dla inwestycji na Wall Street niż jednomiesięczne problemy dostrzegają zwolennicy kierowania się "wskaźnikiem Buffetta". Legendarny inwestor w 2001 roku zapytany, jak zmierzyć stan giełdy, zaproponował, by dzielić kapitalizację amerykańskiego rynku akcji przez PKB Stanów Zjednoczonych. Do obliczeń wykorzystywana jest połączona wartość spółek publicznych z indeksu Wilshire 5000.
Dziś miernik ten wysyła niezwykle silny sygnał ostrzegawczy. Jego wartość jest najwyższa w historii i wynosi 217 proc. Warren Buffett zawsze podkreślał, że wynik w okolicy 200 proc. jest dowodem na wielkie i niebezpieczne przewartościowanie rynku. Tak naprawdę prawdziwą okazję inwestycyjną sędziwy multimiliarder widział w akcjach osiągających poziom 70-80 proc.
"Wskaźnik Buffetta" od dawna ma jednak wielu krytyków. Przytaczany jest argument, że miernik nie uwzględnia wysokości stóp procentowych. Inna jego ułomność, to skupianie się tylko na wartości akcji, bez odniesień do inwestycji alternatywnych, takich jak obligacje.
Sztuczna inteligencja może zaskoczyć inwestorów
Po stronie pesymistów, co do perspektyw amerykańskiego rynku kapitałowego staje też Scott Chronert, dyrektor do spraw strategii akcji w Citigroup. W rozmowie z CNBC stwierdził, że aktualne wyceny rynkowe "stanowią problem i powód do niepokoju". Jego zdaniem, największym zagrożeniem dla kontynuacji hossy jest brak fundamentów, które mogłyby uzasadniać tak wysokie jak dziś wyceny spółek. Chronert widzi, że Wall Street napędzana jest przez optymizm inwestorów wierzących w potęgę sztucznej inteligencji. Przypuszcza, że sektorowi AI może wkrótce zabraknąć argumentów przemawiających za utrzymaniem wysokich wycen.
Podobne zdanie wyraża David Einhorn, zarządzający funduszem hedgingowym i założyciel Greenlight Capital. Twierdzi, że chociaż powstanie wiele projektów AI, inwestorzy zapewne nie otrzymają zwrotu, jakiego się spodziewają. - Inwestycje kapitałowe takich firm, jak Apple, Meta Platforms i OpenAI, sięgają biliona lub 500 miliardów dolarów rocznie, a ich zwrot jest wysoce wątpliwy. Liczby, o których mowa, są tak ekstremalne, że naprawdę trudno je pojąć. Istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że ogromna część kapitału zostanie w tym cyklu stracona - powiedział David Einhorn podczas dyskusji na giełdzie w Nowym Jorku.
Wyjątkowo długa hossa na GPW
Polska giełda nie chce być gorsza od amerykańskiej. Jak wyliczył Tomasza Hońdo z Quercus TFI SA, obecna hossa na GPW awansowała na drugie miejsce w historii pod względem czasu trwania. W Warszawie trend wzrostowy rozpoczął się w październiku 2022 roku i kontynuowany jest do dziś. To oznacza, że pobity został wynik hossy z lat 2012-15, która trwała 733 sesje. Przed inwestorami staje teraz kolejne wyzwanie - do przeskoczenia jest najdłuższa hossa rozciągnięta na 955 sesji, zapoczątkowana po wejściu Polski do Unii Europejskiej.
Tomasz Hońdo podkreśla, że obecny wynik jest zarówno powodem do świętowania, jak i przemyśleń nad ostrożniejszą strategią inwestycyjną. Z jednej strony rynek byka utrzymuje się już niemal trzy lata, co świadczy o jego sile. Z drugiej strony, inwestorzy powinni obserwować sygnały ostrzegawcze i nie ignorować możliwych korekt.
Jacek Brzeski
















