Reklama

Google kontra Oracle. Wnioski dla naszego rynku

5 kwietnia 2021 r. Sąd Najwyższy USA wydał wyrok w sprawie Oracle vs Google. Zakończył tym samym ciągnący się od ponad 10 lat spór o odszkodowanie w wysokości 9 mld dolarów. Czas na małe podsumowanie - piszą prawnicy Marcin Maruta i Zbigniew Okoń z kancelarii Maruta, Wachta.

Reklama

W 2005 r. spółka Google przejęła startup Android Inc., planując wejście na rynek urządzeń mobilnych. Rozpoczęła wtedy negocjacje ze spółką Sun Microsystems (później przejętą przez Oracle), mające na celu dostosowanie platformy Java do urządzeń mobilnych. Negocjacje te zakończyły się jednak niepowodzeniem.

Reklama

W konsekwencji Google zaczął rozwijać własną platformę Java. Tworząc ją, skopiował około 11 500 linii kodu źródłowego pakietów API Java i organizację tych pakietów. Stanowiło to niewielki procent całości - 37 ze 166 pakietów, które w tym okresie składały się na API Javy (ściślej 0,4 proc. z 2 860 000 linii kodu). Pozostała część kodu źródłowego została samodzielnie stworzona przez Google.



Sama w sobie Java nie wymusza sposobu organizacji pakietów, metod i klas. Google mógł więc zapewnić taką samą funkcjonalność, przyjmując inną organizację API. Z punktu widzenia prawa autorskiego znaczenie ma jednak to, że jeżeli dana metoda miała być wywoływana za pomocą tej samej nazwy, tych samych argumentów i zwracać taki sam wynik, pliki nagłówkowe musiały być identyczne. To samo dotyczyło sposobu organizacji pakietów. O to właśnie chodziło Google, który tłumaczył, że chodziło o ułatwienie społeczności programistów, skupionej wokół platformy Java, przejścia na platformę Android.

Główna linia obrony Google opierała się na dwóch filarach. Po pierwsze twierdził, że skopiowane elementy pozostają poza granicami ochrony prawnoautorskiej. Po drugie Google argumentował, że nawet gdyby skopiowane elementy były chronione, jego działania mogły być uznane za fair use zgodnie z § 107 Copyright Act.

Sądowy ping-pong

Pierwszy wyrok zapadł w 2012 r. Sąd dystryktowy orzekł na korzyść Google uznając, że skopiowane elementy nie podlegają ochronie prawnoautorskiej. Dwa lata później Sąd Apelacyjny Okręgu Federalnego uznał, że podlegają. Nakazał także sądowi pierwszej instancji dokładniej przyjrzeć się kwestii fair use.


BIZNES INTERIA na Facebooku i jesteś na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami

Fair use to "bezpiecznik" pozwalający uwzględnić w ramach prawa autorskiego interesy nie tylko autorów, ale użytkowników czy szerzej - społeczeństwa. Inaczej niż podobne przepisy w Europie, fair use jest bardzo elastyczne. Żeby określony sposób korzystania z utworu był dozwolony, nie jest potrzebny wyraźny przepis prawa, wystarczy że spełnione będą określone warunki, sprowadzające się do tego, że dany użytek jest "fair".

I na tym polu znów w ocenie sądów pojawiły się różnice. W 2016 r. sąd dystryktowy orzekł na korzyść Google. Natomiast sąd apelacyjny w 2018 r. uznał, że granice fair use zostały przekroczone. I wtedy sprawę do rozstrzygnięcia wziął Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych. 

Wyrok Sądu Najwyższego

Sąd Najwyższy uznał działania Google za legalne. Z wyroku Sądu Najwyższego wynika wniosek, że producent oprogramowania, które stanie się rynkowym standardem, do pewnego stopnia kreuje rzeczywistość, do której inni producenci muszą się dostosować. W takich przypadkach konkurenci zmuszeni są czasami przejąć fragmentu cudzego programu, żeby oprogramowanie było ze sobą zgodne. Tworzenie w oparciu o prawo autorskie barier dla takich praktyk nie służy interesom społecznym.

Co na to Oracle? Cóż, delikatnie to ujmując, firma nie była zadowolona. Opublikowała komunikat:

"Google właśnie staje się jeszcze większe i jeszcze silniejsze na rynku (...) Ukradli Javę i spędzili dekadę na sporze, na co stać tylko monopolistę. Właśnie z tego powodu organy regulacyjne na całym świecie badają praktyki biznesowe Google" - napisał Dorian Daley, wiceprezes wykonawczy Oracle.


Jakie wnioski dla nas?

Nie mamy ani w Polsce, ani w Europie bezpośredniego odpowiednika fair use. Mamy różnego rodzaju wyjątki, pozwalające w pewnych sytuacjach korzystać z programów bez zezwolenia autora. Brakuje nam jednak fair use, a jeżeli nie fair use, to przynajmniej "dedykowanego" wyjątku, który mógłby znaleźć zastosowanie w tych przypadkach, w których stworzenie kompatybilnego programu wymaga skopiowania czegoś, co prawo autorskie chroni.

Wyrok w sprawie Oracle vs Google ma znaczenie głównie dla prawa USA. Pokazuje jednak, że nasze prawo autorskie (zarówno polskie, jak i europejskie) jest miejscami zbyt "sztywne", zbyt mało elastyczne, aby dostosować się do zmieniających potrzeb technologicznych i biznesowych.

Jeżeli nie chcemy przegrywać w globalnym wyścigu technologicznym, musimy nauczyć się czynić go bardziej sprawnym, bardziej elastycznym. Poza tym nasz rodzimy biznes programistyczny rośnie w siłę i wielu z nas stanie przed podobnymi dylematami: co mogę wziąć z innego utworu (programu, systemu itd.), cały czas działając legalnie. 

Darmowy program - rozlicz PIT 2020

Dowiedz się więcej na temat: Google | Oracle | podatek cyfrowy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »