Reklama

Inwestorzy nerwowo wyczekiwali na sygnały z Fed

Po kilku dniach niezdecydowania i niewielkich zmian indeksów, dzisiejszy handel był nieco bardziej wyrazisty. I w Azji i w Europie indeksy szły dość mocno w dół, w większości przypadków bez konkretnej przyczyny. Inwestorom w Japonii przeszkadzał rekordowo mocny jen i słabe nastroje konsumentów.

Na siłę można mówić, że w Europie niezbyt dobre wrażenie mogły zrobić informacje o planach wydłużenia przez Grecję terminu spłaty pożyczek w ramach programu pomocowego oraz wczorajsza decyzja Chin o podniesieniu stopy rezerw obowiązkowych dla kilku dużych banków. Ale oba te wydarzenia miały miejsce w poniedziałek i wówczas żadnej reakcji nie spowodowały. Głównym powodem złych nastrojów były mocno spadające kontrakty na amerykańskie indeksy.

Kontrakty zaś, a później same indeksy na Wall Street, spadały w oczekiwaniu na sygnały, jakie w sprawie dodruku pieniędzy można będzie wyczytać z komunikatu z poprzedniego posiedzenia Fed, publikowanego wieczorem.

Reklama

Polska GPW

Wtorkowa sesja na warszawskiej giełdzie zaczęła się od umiarkowanych spadków. Indeks największych spółek tracił na otwarciu 0,6 proc. a WIG zniżkował o 0,4 proc. Nieznacznie lepiej radził sobie wskaźnik średnich firm, spadający o niecałe 0,2 proc. a sWIG80 trzymał się na symbolicznym plusie. Nasz rynek w tej fazie zachowywał się wyraźnie lepiej, niż główne parkiety europejskie, gdzie skala spadków była znacznie większa. Początkowo stawka największych spółek była dość wyrównana.

Wyróżniały się jedynie tracące 1,2 proc. walory Pekao oraz zniżkujące po 0,9 proc. akcje PKO i Lotosu. Na plusie trzymały się jedynie walory dwóch firm, wchodzących w skład WIG20. Po godzinie handlu rolę obrońcy indeksu wzięły na siebie papiery Telekomunikacji Polskiej, które rosły o 1,2 proc. Wczesnym popołudniem zwyżkowały momentami już o 2,7 proc. Po ponad 1 proc. w górę poszły też walory KGHM, PKN Orlen i Pekao, dzięki czemu indeks największych spółek wyszedł na plus, zyskując 0,4 proc.

Ostatecznie wzrósł o 0,07 proc. a WIG nie zmienił swej wartości w porównaniu do poniedziałkowego zamknięcia. Wskaźnik średnich firm zniżkował o symboliczne 0,09 proc. a sWIG80 o 0,02 proc. Obroty wyniosły nieco ponad 1,4 mld zł.

Giełdy zagraniczne

Poniedziałkowa sesja na Wall Street rozpoczęła się od zmian wartości indeksów o 0,1-0,2 proc. a zakończyła wahnięciem o 0,01-0,03 proc. w porównaniu do piątkowego zamknięcia. W tej sytuacji doprecyzowywanie kierunku tych zmian nie wydaje się niezbędne, ale dla kronikarskiego porządku podajmy, że o 0,02 proc. wzrósł Dow Jones, Nasdaq skoczył o 0,03 proc. a S&P500 zyskał 0,01 proc. Bardziej nerwowi inwestorzy przenieśli się chyba na rynki surowcowe.

Na tych ostatnich w poniedziałek królowała kukurydza, zyskująca ponad 5 proc. a w ciągu dnia nawet 8 proc. i bawełna, rosnąca o ponad 3 proc. Pszenica tym razem traciła marne 1,5 proc. po piątkowym skoku o ponad 9 proc. Agencje informacyjne te kosmiczne zmiany (trzeba pamiętać, że mówimy tu o kontraktach terminowych, a więc pozycjach mocno lewarowanych) uzasadniają warunkami pogodowymi i niższymi prognozami plonów, ale o potopie ani globalnym pożarze, niszczących połowę światowych zasiewów jakoś nie słychać. Tymczasem notowania cukru, pszenicy, kukurydzy, bawełny i wielu innych surowców wzrosły w ciągu kilkunastu tygodni po ponad 50 proc.

Na giełdach azjatyckich na plusie były dziś tylko Malezja i Chiny. Shanghai Composite zyskał 1,2 proc. ale Shanghai B-Share zwyżkował jedynie symbolicznie. O całkiem nie symboliczne ponad 2 proc. w dół poszedł Nikkei. Oprócz rekordowo mocnego jena powodów do zmartwień dostarczyła tamtejszym inwestorom informacja o spadku indeksu zaufania konsumentów.

Dzień na parkietach europejskich także zaczął się od zdecydowanych spadków. W Paryżu indeks tracił na otwarciu ponad 1 proc., o 0,8 proc. w dół szedł wskaźnik we Frankfurcie a w Londynie spadek sięgał 0,3 proc. Do południa zmiany były niewielkie a różnice między tymi rynkami nieco się wyrównały i wskaźniki traciły po 0,7-0,9 proc. Giełdy naszego regionu niczym szczególnym się nie wyróżniał. Po 0,7-0,9 zniżkowały indeksy w Budapeszcie, Moskwie i Pradze.

W Bukareszcie i Sofii skala spadków była znacznie mniejsza. Bijący kolejne rekordy wszech czasów turecki ISE100 zyskiwał dziś rano 0,5-0,6 proc i był jedynym zwyżkującym indeksem w Europie w tej fazie sesji. Z czasem skala spadków na wszystkich niemal parkietach zaczęła się powiększać a winą za to można obarczać zniżkujące mocno kontrakty na amerykańskie indeksy. Sytuacja nieco poprawiła się po południu. Najbliżej zredukowania strat był DAX. Tuż po godzinie 16.00 tracił jednak 0,6 proc., CAC40 spadał o 1,1 proc. a FTSE o 0,7 proc.

Waluty

Trwa korekta notowań wspólnej waluty wobec dolara. Silne spadku kursu euro, obserwowane w poniedziałek, nie były wynikiem żadnych nowych istotnych informacji makroekonomicznych. Wynika z tego, że rynek doszedł po prostu do wniosku, że czas przynajmniej na krótką zmianę tendencji i realizację zysków. W każdym razie poziom 1,4 dolara za euro okazał się chwilowo nie do przejścia. W poniedziałek euro staniało o 1,5 centa a dziś tendencja ta była kontynuowana. Przed południem kurs euro dotarł do 1,38 dolara. Na rynku światowym osłabł nieco także frank. Jen początkowo tracił na wartości, jednak dość szybko powrócił poniżej 82 jenów za dolara.

Na naszym rynku nastroje w dalszym ciągu dość chwiejne. Po wczorajszym wieczornym umocnieniu się, dziś rano złoty wyraźnie tracił na wartości. Jeszcze w poniedziałek dolara można było kupić za 2,83 zł. Dziś rano trzeba już było za niego płacić ponad 2,87 zł. Podobnie było w przypadku euro, które zdrożała z niecałych 3,95 do ponad 3,97 zł. Także kurs franka wzrósł z 2,945 do 2,976 zł.

Podsumowanie

Dziś, gdy nie liczyło się prawie nic, poza domyślaniem się, co się działo w trakcie poprzedniego posiedzenia Fed i jakie wnioski z dyskusji będzie można wyciągnąć w kwestii szans na dalsze luzowanie polityki pieniężnej, nasz rynek radził sobie całkiem nieźle. Indeksowi największych spółek udało się nawet na moment wyjść na plus, a przez cały dzień tracił zdecydowanie mniej, niż wskaźniki na pozostałych giełdach. Trudno jednak z tego wyciągać jakiekolwiek wnioski. Wszystko rozstrzygnie się na Wall Street.

Roman Przasnyski

Powyższy tekst jest wyrazem osobistych opinii i poglądów autora i nie powinien być traktowany jako rekomendacja do podejmowania jakichkolwiek decyzji związanych z opisywaną tematyką. Jakiekolwiek decyzje podjęte na podstawie powyższego tekstu podejmowane są na własną odpowiedzialność.

Dowiedz się więcej na temat: jen | WIG | sygnały | Fed | nastroje | inwestorzy | W dół

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »