Reklama

Inwestowanie w obligacje korporacyjne dobrym sposobem na zarabianie

Coraz chętniej nabywamy obligacje korporacyjne. Są one atrakcyjnie oprocentowane, ale wiążą się z pewnym ryzykiem. Wypłata odsetek następuje najczęściej co trzy lub sześć miesięcy. Dzięki temu możemy w prosty sposób regularnie zasilać swój budżet.

Obligacje korporacyjne mają duże oprocentowanie ze względu na poziom ryzyka. W przypadku obligacji niewielkich firm jest ono wyższe i w związku z tym wyższe są też odsetki. Jeśli nabędziemy obligacje renomowanych, dużych firm, będziemy mogli zarobić mniej, ale nadal więcej, niż gdybyśmy założyli lokatę bankową lub kupili obligacje skarbowe.

Jak zauważa w wywiadzie dla serwisu infoWire.pl Roman Przasnyski, główny analityk firmy Gerda Broker: "Obligacje bardzo wiarygodnych firm, banków czy instytucji samorządu terytorialnego są oprocentowane na 4-6 proc., czyli dwu-, trzykrotnie więcej niż lokaty i obligacje skarbowe. W przypadku bardziej ryzykownych firm możemy mówić o zysku na poziomie nawet 8-10 proc.". Oczywiście trzeba pamiętać, że te wartości zmieniają się w zależności od sytuacji na rynku.

Reklama

Przy podejmowaniu decyzji o zakupie papierów wartościowych należy zawsze dokładnie ocenić ryzyko. - Jeżeli chodzi o obligacje skarbowe, są one bezpieczne, ponieważ możliwość, że państwo stanie się niewypłacalne jest niewielka. Co do niektórych firm niepewność jest duża i rzeczywiście mieliśmy sytuacje, kiedy przedsiębiorstwo nie mogło spłacić obligacji. A to wiązało się dla ich nabywcy ze stratą pieniędzy - stwierdza ekspert.

Pobierz darmowy program do rozliczeń PIT 2015

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »