Reklama

Kolejne tąpnięcie na giełdzie jest kwestią czasu?

Zatrzymanie spadków na giełdach wcale nie oznacza ich bezpowrotnego końca - ocenia Łukasz Bugaj, analityk Millennium Dom Maklerski.

- Tegoroczne lato nie tylko rozczarowało swoją pogodą, ale przyniosło również znaczne spadki na giełdowych parkietach. Szczególnie w sierpniu doszło do prawdziwego pogromu inwestorów, którzy w większości zaskoczeni zostali dynamiką zniżek indeksów giełdowych. Miniony tydzień przyniósł tak wyczekiwane uspokojenie sytuacji, połączone ze wzrostami cen akcji, ale długoterminowe oznaki słabej giełdowej koniunktury pozostały - uważa analityk Millennium DM.

Bugaj dodaje, że trzeba powiedzieć sobie jasno, iż znaczne zniżki indeksów zmieniły techniczny obraz rynków, a na ich większości pojawiły się długoterminowe sygnały sprzedaży.

- Zatrzymanie spadków wcale nie oznacza powrotu do wzrostów, gdyż pamiętać trzeba, że niezwykle często po krachu przychodzi najpierw czas na uspokojenie nastrojów, który może trwać nawet kilka miesięcy - komentuje dla PAP analityk Millennium DM.

Reklama

- W czasie tej względnej stabilizacji inwestorzy będą analizować pojawiające się informacje, by w końcu zdecydować, czy obserwowane ostatnio spadki były przereagowaniem czy może jedynie początkiem dalszego ruchu na południe - uważa Bugaj.

- Oczywiście można przypomnieć sobie majową korektę z roku 2006, po której powrót do wzrostów był niezwykle szybki, ale obecna sytuacja jest bardzo odmienna od tej sprzed 5 lat - podkreśla.

Analityk wskazuje, że po pierwsze, obecnie indeksy wykazywały słabość już na kilka miesięcy przed samym krachem, co było sygnałem dystrybucji akcji. W 2006 roku takich oznak nie obserwowano.

- Po drugie, bezpośrednią przyczyną ówczesnej dynamicznej korekty było zaprzestanie przez bank centralny Japonii polityki ilościowego luzowania, podczas gdy obecnie mówi się o możliwości jej wznowienia przez Rezerwę Federalną - wymienia.

- Ponadto aktualnie gospodarka światowa jest w innym miejscu cyklu koniunkturalnego niż poprzednio. Gospodarki wyraźnie zwalniają, a nie brakuje nawet głosów o możliwej recesji - komentuje Bugaj.

Analityk dodaje, że wątek cyklu koniunkturalnego jest o tyle interesujący, iż większość analityków spodziewała się powrotu globalnej gospodarki na ścieżkę względnie długiej ekspansji.

- Oczywiście mówiono o niezadowalającym tempie tejże poprawy, ale mało kto spodziewał się tak szybkiego jej zastopowania. Wspominano bowiem lata 2003-2007, kiedy ekspansja, z krótką przerwą na 2005 rok, trwała aż 4 lata - mówi Bugaj.

Analityk uważa, że obecnie jednak cykl koniunkturalny uległ najwyraźniej skróceniu i fazy wzrostu oraz spadku będą krótsze, częstsze oraz odznaczające się większą dynamiką zmian.

- To raj dla traderów, ale niekoniecznie długoterminowych inwestorów - ocenia Bugaj.

- Rynek w ślad za gospodarką stał się po prostu bardziej zmienny niż w przeszłości i ruchy o znacznej skali nie powinny nas niestety dziwić. Oznacza to również, że swoją strategię inwestycyjną należy odpowiednio dostosować do zmienionych warunków - dodaje.

- Z kolei osoby, które strategii jeszcze nie mają, powinny jak najszybciej nad nią pomyśleć, gdyż w przeciwnym wypadku brutalne realia rynkowe niewątpliwie doprowadzą do wyraźnego uszczuplenia środków zgromadzonych na ich rachunku inwestycyjnym. Jest to szczególnie ważne obecnie, kiedy na rynku rządzi informacja, która potrafi wygenerować znaczne jednodniowe, a nawet jedynie śródsesyjne ruchy indeksów - podkreśla analityk Millennium DM.

Jak wskazuje Bugaj realia rynkowe są wyjątkowo niejednoznaczne i różnią się dla krótkiego oraz długiego terminu.

- Jakie są więc te aktualne realia rynkowe? W skrócie należy powiedzieć, że wyjątkowo niejednoznaczne. W dłuższym terminie sytuacja wciąż nie wygląda zachęcająco. Obrót, który wyraźnie zwiększył się na spadkach, obecnie jest, mówiąc delikatnie, rozczarowujący. Wygląda więc na to, że zatrzymanie spadków nie wynika z pojawienia się popytu, a jedynie wyczerpania sił podaży - mówi analityk.

- Gdy tyko sprzedający ponownie pojawią się na rynku, po raz kolejny nie znajdzie się siła, która powstrzyma indeksy przed tąpnięciem. Pamiętać trzeba, że podaż ma po swojej stronie aktualnie panującą fazę cyklu koniunkturalnego, która jest spadkowa i której zmienić nie jest w stanie nawet sama Rezerwa Federalna, o czym przypomniał zresztą jej prezes podczas swojego wystąpienia w Jackson Hole - wskazuje Bugaj.

- W tym miejscu warto przejść do krótkiego terminu, który dla samych akcji nie jawi się wyraźnie niekorzystnie. Wszyscy już wiedzą, że sytuacja gospodarcza jest zła i publikowane dane szybko się nie poprawią. Nakłada się na to potencjalna pomoc Fedu w postaci wspomnianych przez Bena Bernanke narzędzi, a zatem istnieje pole do popisu dla świadomych ryzyka krótkoterminowych inwestorów, by próbować grać pod budujące się odbicie. Jego natura jest jednak krucha i niepewna, o czym należy pamiętać - uważa analityk.

Bugaj ocenia, że dla inwestorów o dłuższym horyzoncie sygnały o powrocie na rynek pojawią się dopiero w momencie gdy WIG20 przekonująco pokona opór na poziomie 2400 punktów.

Analityk wskazuje, że warto wrócić do głośnego w ostatnim czasie spotkania w Jackson Hole, które było o tyle ważne, że zgromadziło w jednym miejscu światowych bankierów centralnych, na których skupiona jest obecnie uwaga całego inwestycyjnego świata.

- Rynki straciły zaufanie do polityków, którzy pokazali swoją niemoc w rozprawieniu się z europejskim problemem zadłużenia czy też kwestią utraty przez USA najwyższego ratingu. Ben Bernanke oraz nowa szefowa MFW w swoich przemówieniach wyraźnie zaznaczyli, że to wciąż polityka gospodarcza prowadzona przez demokratycznie wybrane władze ma siłę sprawczą kreowania długoterminowych perspektyw wzrostu gospodarczego - ocenia analityk Millennium DM.

- Banki centralne w tym względzie nie mają wiele do powiedzenia. Wygląda to więc na próbę przemówienia do rozsądku polityków, by na poważnie zajęli się trapiącymi nas problemami, które banki centralne używając swoich narzędzi są w stanie jedynie zastopować w krótkim terminie, ale z pewnością nie rozwiązać. A te problemy są ogromne, o czym świadczą niezwykle słabe możliwość wzrostu gospodarczego, po tym jak konsument amerykański się delewaruje i nie chce wyraźnie zwiększać konsumpcji, a przedsiębiorstwa, mimo posiadanych ogromnych rezerw gotówkowych, nie widzą możliwość ich zainwestowania - dodaje.

Bugaj ocenia, że oznacza to, iż wzrost gospodarczy napędzany dotychczas wydatkami rządowymi, będzie się obniżał wraz z kolejnymi cięciami fiskalnym, które stały się niemalże nowo obowiązującą doktryną.

- Nadszedł więc czas trudnych decyzji, w centrum których nie powinny być ślepe cięcia wydatków, które nie dość, że napędzają spowolnienie w gospodarce, to dodatkowo wspomagają niepokoje społeczne. Obywatelom wielu państw należy niestety wytłumaczyć, że okres życia na kredyt się skończył i nadszedł czas innego modelu prowadzenia polityki gospodarczej, który choć mniej oparty na długu, to promować musi potencjał wzrostu, bez którego problem zadłużenia w odpowiedzialny sposób nie zostanie rozwiązany - podsumowuje analityk Millennium DM.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »