Reklama

Zagraniczne spółki szansą dla warszawskiej giełdy

Czwarta dziesiątka zagranicznych emitentów, którzy polską giełdę wybrali do notowania swoich akcji została otwarta, a w kolejce czeka kilka następnych firm.

Są już u nas notowane spółki z USA, Kanady, Włoch, Estonii, Litwy, Ukrainy, Czech, Słowacji, Węgier, Austrii, Bułgarii, Cypru, Luksemburga i Holandii. Niebawem mają się pojawić banki ze Słowenii i Gruzji i kilka kolejnych firm z Ukrainy. Ten kraj doczekał się nawet własnego indeksu na GPW, złożonego na początek z pięciu firm działających na tamtejszym rynku. Dla części emitentów Warszawa jest kolejną giełdą, na którą wprowadzają swe akcje w ramach tzw. dual listing. Wielu wchodzi jednak na GPW, aby zdobyć kapitały na rozwój w regionie Europy Środkowej i Wschodniej lub rozwijać się na rynku polskim. Ten rok zapewne będzie rekordowy pod względem zagranicznych debiutów. Oby było ich najwięcej, bo to właśnie może być kierunek rozwoju, który zapewni GPW byt na długie lata.

Reklama

Giełda w Warszawie to w polskich warunkach ewenement. Po pierwsze dlatego, że stała się sukcesem, który praktycznie przez nikogo nie jest kwestionowany. Po drugie dlatego, że swoją pozycję zdobyła jako firma państwowa, a taki status rzadko kojarzy się z wielkimi dokonaniami. Wreszcie po trzecie, mimo, że giełda do niedawna pozostawała spółką państwową, udało się jej - a to już wyczyn iście niezwykły - przez dwa burzliwe dziesięciolecia utrzymać z dala od wszelkich politycznych wojen. Za dowód niech posłuży fakt, że w trzecią dekadę swojego funkcjonowania weszła z zaledwie drugim prezesem. Ten fakt trzeba docenić, jeśli za punkt odniesienia weźmie się inne firmy z przewagą państwowego kapitału. Koronnym przykładem karuzeli prezesów jest LOT, którym w ciągu zaledwie pięciu lat kierowało już 11 menedżerów.

Może dzięki temu, że dla polityków giełda przez lata była śmiertelnie nudną (a zapewne i mało zrozumiałą) instytucją, mogła w miarę spokojnie się rozwijać, a jej szefowie mieli luksus myślenia nie z dnia na dzień, ale w perspektywie wielu lat naprzód. Niestety przeciągany latami proces prywatyzacji (skarb państwa sprzedał akcje w ubiegłym roku, ale nadal ma ponad 51 proc.) zakłócił plany zagranicznej ekspansji. A nie przeszkodził w działaniach promujących GPW w krajach ościennych, co zaczęło już owocować napływem tamtejszych emitentów.

Dużo firm, ale małych

Specjaliści twierdzą, że ten rok może być przełomowy i GPW może nabrać prawdziwie międzynarodowego charakteru. Na razie wylicza się, że do końca grudnia może się u nas pojawić 17 zagranicznych spółek, ale ponieważ co chwilę padają deklaracje kolejnych chętnych, liczba ta może się okazać dużo większa, szczególnie jeśli będzie sprzyjać koniunktura.

Na początku maja pojawił się pierwszy w Polsce (i w Europie) indeks zagranicznych spółek - dla firm ukraińskich. Jest ich na GPW pięć. Łącznie z emisji w Polsce zebrały ponad 1,5 mld zł. Lada moment akcje będą w Polsce sprzedawać kolejne spółki z tego kraju. To efekt trwającej od lat aktywności GPW na tamtejszym rynku i bliskiej współpracy z tzw. IPO partnerami, czyli firmami inwestycyjnymi, które pomagają spółkom organizować oferty w Polsce.

Jeśli zostanie zrealizowany plan minimum, na koniec tego roku na giełdzie w Warszawie może być notowanych 45-50 spółek z zagranicy. Czy to dużo? Zważywszy, że zdecydowana większość z nich to małe firmy, raczej nie ma co mówić o przełomie.

Udział zagranicznych przedsiębiorstw w kapitalizacji giełdy jest wprawdzie znaczący, bo stanowi mniej więcej jedną trzecią, ale trzeba wziąć pod uwagę, że wśród nich są tacy giganci jak CEZ, MOL czy UniCredit, dla których Warszawa nie jest przecież głównym miejscem handlu.

Warszawska giełda od kilku lat utrzymuje się w ścisłej europejskiej czołówce pod względem liczby debiutów. Z cokwartalnego opracowania PricewaterhouseCoopers wynika, że w pierwszych trzech miesiącach tego roku była pod względem liczby debiutów europejskim liderem. "Od stycznia do marca 2011 r. na warszawskim parkiecie zadebiutowało łącznie 45 spółek (siedem na rynku głównym i 38 na NewConnect). Jest to równocześnie najlepszy wynik w historii GPW pod względem liczby IPO w jednym kwartale" - głosi komunikat PwC. Ilościowo to wynik imponujący, bo oznacza, że niemal co druga z tegorocznych ofert w Europie miała miejsce w Polsce, ale jednocześnie ich wartość stanowiła zaledwie kilka proc. z 3 mld euro, które spółki ze Starego Kontynentu zebrały z rynku.

Metoda małych kroków

Przez dwadzieścia lat nasza giełda wyrosła na liczącego się gracza w regionie. Obrotami i i kapitalizacją przewyższa już swojego najgroźniejszego konkurenta, czyli parkiet w Wiedniu. Kapitalizacja spółek notowanych na GPW wyniosła na koniec 2010 roku 142 mld euro, podczas gdy giełdy w Wiedniu 94 mld euro. Warszawski parkiet wygrywa z austriackim także pod względem obrotów akcjami - 52,3 mld euro, wobec 36,8 mld euro. Również pod względem debiutów GPW jest regionalnym liderem i czołową giełdąna świecie. W ubiegłym roku na głównym rynku GPW pojawiło się 26 nowych spółek, o wartość 3,8 mld euro. Wyprzedziła nas jedynie giełda londyńska z 53 debiutami o wartości 9 mld euro.

Co ciekawe, GPW zdobyła swoją pozycję nie dzięki spektakularnym fuzjom i przejęciom, a organicznemu wzrostowi. Po części to efekt polityki państwa. Mimo, że w przeszłości były możliwości przejęć parkietów w Lublanie, Pradze, Wilnie i Budapeszcie, to GPW najczęściej nie miała szans w takich transakcjach uczestniczyć - jako spółka państwowa nie otrzymywała nawet zaproszeń do negocjacji. Parkiety w Pradze, Lublanie i Budapeszcie przejęła giełda wiedeńska.

Warszawie udały się tylko dwie inwestycje. W 2007 r. stała się akcjonariuszem rumuńskiej giełdy walutowej i instrumentów pochodnych Sibex, co kosztowało ją ok. 1 mln zł. Rok później kupiła 25-proc. pakiet akcji ukraińskiej giełdy INNEX. W tym przypadku wartości transakcji nie podano.

Zarząd giełdy wciąż stawia na organiczny wzrost. Prezes Ludwik Sobolewski przy niemal każdej okazji podkreśla, że GPW nie planuje żadnych akwizycji. - Nie dlatego, że się boimy, ale dlatego, że chcemy być centrum regionu a nie zmagać się z dylematem, że wydaliśmy pieniądze, a teraz musimy rozwijać biznes i czerpać z niego zyski - twierdzi prezes GPW.

Jak dotychczas ta strategia okazała się skuteczna. Zamiast przejmować inne giełdy w regionie władze GPW skoncentrowały się na jej rozwoju. Utworzono nowe rynki. Szczególnie dobrym ruchem było powołanie parkietu dla młodych spółek NewConnect, gdzie wejście jest znacznie łatwiejsze i tańsze niż na główny rynek, ale otwiera drogę do kapitału i późniejszych przenosin na rynek regulowany. Catalyst to z kolei parkiet dla papierów dłużnych.

Ostatnią zmianą jest wydłużenie godzin sesji - na pozór ruch mało znaczący, w praktyce może przyczynić się do zauważalnego zwiększenia obrotów. Ta dodatkowa godzina ma duże znaczenie, szczególnie dla inwestorów z Ameryki, którzy przed zmianą mieli jedynie kilkadziesiąt minut na handel w Warszawie.

Władze giełdy pamiętają przy tym, że ważna jest nie tylko liczba notowanych spółek, ale i jakość, przede wszystkim regulacji. Pierwszy, długoletni prezes GPW Wiesław Rozłucki mawia nieraz, że w czasie gdy na warszawskiej giełdzie notowanych było 20 spółek, liczba firm w Pradze zbliżała się do 2 tys. Nieprzestrzeganie zasad corporate governance srodze się jednak zemściło na czeskim parkiecie i to między innymi dlatego to Warszawa jest dziś regionalnym liderem.

Drugi rynek

Wciąż jednak od pozycji regionalnego lidera, do głównego centrum biznesowego w regionie pozostaje daleka droga. Warszawski parkiet wyprzedza wprawdzie lokalnych konkurentów, trudno ją jednak uznać za dominujący rynek w centralnej części Europy. - GPW będzie centrum finansowym naszego regionu, kiedy obroty w Warszawie będą znacząco wyższe niż obroty na wszystkich giełdach naszego regionu razem wziętych. Tak jeszcze nie jest, ale zbliżamy się do stanu równowagi - deklaruje w wywiadach prezes GPW Ludwik Sobolewski. - Poza tym, stanie się tak wtedy, kiedy wartość naszego rynku będzie znacząco wyższa niż wartość całego rynku w regionie, kiedy większość środkowoeuropejskich blue chipów będzie obecna na GPW albo na zasadzie dual listingu, ale z dużymi obrotami, albo tylko w Warszawie, a także wtedy, kiedy małe przedsiębiorstwa, które na swoich rynkach lokalnych nie mają możliwości rozwoju poprzez rynek kapitałowy będą szukały miejsca na GPW jako międzynarodowym rynku finansowym - dodaje prezes GPW.

W Warszawie inwestorzy nie kupią walorów Coca Coli czy Microsoftu. Można wprawdzie kupić włoski Unicredit, czeski CEZ lub węgierski MOL, ale GPW wciąż nie jest dla graczy znaczących w skali regionu czy świata podstawowym rynkiem. Pocieszające jest jednak to, że okazuje się już rynkiem, który należy poważnie brać pod uwagę w swoich kalkulacjach. I coraz więcej zagranicznych firm takie kalkulacje przeprowadza. Z pozytywnym dla GPW skutkiem.

Przykład? Niebawem na naszym parkiecie ma zadebiutować drugi co do wielkości słoweński bank Nova KBM, któremu geograficznie i i biznesowo bliżej byłoby raczej do Austrii. - Mimoże w Wiedniu bylibyśmy bardziej rozpoznawalni, to wierzymy, że w Warszawie mamy większe perspektywy rozwoju - powiedział na konferencji w Mariborze jego prezes Matjaž Kovaeie. Przy tej okazji również należy dodać, że KBM Nova jest już notowany na giełdzie w Lublanie. Dla takich spółek Warszawa wciąż będzie drugim rynkiem. Aby stać się regionalną potęgą musi dla wielu z nich stać się pierwszym.

Nawet tak ciepło witane na polskiej giełdzie ukraińskie spółki, mimo, że ich debiuty były i zapewne będą ważnym wydarzeniem, należą raczej w tamtym kraju do średniaków. Największe ukraińskie firmy należące do oligarchów wybiorą raczej debiut we Frankfurcie lub Londynie.

Przyciągać mocniej

Nie oznacza to jednak, że nie możemy się spodziewać fali zainteresowania ukraińskich spółek polskim parkietem. - Ukraińska gospodarka chce się integrować z Zachodem. Dlatego firmy z tego kraju, gdy będą chciały pozyskać kapitał, wybiorą raczej giełdę w Warszawie - najbliższą i dynamicznie się rozwijającą - aniżeli w Moskwie. A i wejście na giełdę w Kijowie jest znacznie mniej atrakcyjne niż możliwość notowań w Warszawie, ukraiński rynek kapitałowy jest bowiem bardzo słaby - ocenia Jacek Piechota, prezes Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej, były minister gospodarki. - Warszawa to dla ukraińskich spółek naturalny kierunek - dodaje.

Rzeczywiście, swoje debiuty u nas zapowiadają kolejne spółki z branży spożywczej - Industrial Milk Company i KSG Agro. Niewykluczone, że trzecie podejście do warszawskiej giełdy zrobi też działająca w branży surowcowej Geo Alliance.

Przy okazji trzeba zauważyć, że ukraińskie spółki są najczęściej zarejestrowane w krajach Beneluksu i np. obecny na warszawskim parkiecie Milkiland, formalnie mający status firmy holenderskiej, myśli obecnie o debiucie w Kijowie jako... spółka zagraniczna. Nie jest to jednak przypadek odosobniony, mamy takich kilka również na własnym podwórku - np. zarejestrowany w Calgary Kulczyk Oil Ventures.

GPW chce przyciągać firmy także z innych krajów regionu. Poza wspomnianym już słoweńskim bankiem nad debiutem w Polsce zastanawia się kilka spółek litewskich, skuszonych udanym debiutem przewoźnika lotniczego z tego kraju Avia Solutions Group w marcu tego roku. Niewykluczone, że w najbliższych miesiącach pojawi się w Warszawie bułgarska firma farmaceutyczna Sopharma.

Jeszcze w tym roku zarząd giełdy planuje swoisty road show po Austrii, Chorwacji, Słowenii, Węgrzech - by nakłonić spółki z tych krajów do wejścia na warszawski parkiet. Szczególne nadzieje są wiązane z w Węgrami, gdzie zamach rządu Viktora Orbana na fundusze emerytalne wystraszył wielu zachodnich inwestorów i niektóre spółki zaczęły przebąkiwać o przenosinach do Warszawy. Pewną przeszkodą może okazać się fakt, że również polski rząd ograniczył transfery do funduszy emerytalnych, mających na koniec ubiegłego roku w portfelach akcje warte ponad 80 mld zł i odpowiadających za jedną piątą obrotów giełdy.

Ruch w interesie

Atutem polskiej giełdy jest wielkość, liczba notowanych spółek i stały rozwój. To po części również zasługa rządu, który ożywił rynek kilkoma udanymi prywatyzacjami, by wspomnieć PZU, Tauron lub PGE. Debiuty dużych atrakcyjnych firm przyciągały nowych inwestorów. Zarówno instytucjonalnych jak i indywidualnych. Wprawdzie udział tych ostatnich w ogólnej liczbie zleceń spadł w ubiegłym roku poniżej 20 proc. jednak w tym samym czasie liczba rachunków w biurach maklerskich wzrosła o prawie 350 tys. I można oczekiwać, że wraz kolejnymidużymi prywatyzacjami będą przybywać kolejne tysiące nowych kandydatów do kupowania akcji.

W tym roku na parkiet mają trafić akcje Jastrzębskiej Spółki Węglowej i Banku Gospodarki Żywnościowej, a niewykluczone, że również Bank Pocztowy i Węglokoks. Ponadto do kupienia będą kolejne pakiety akcji dużych spółek - przede wszystkim PKO BP.

Z dotychczasowych doświadczeń można wnioskować, że taka podaż zawsze kreuje nowy popyt. To z kolei zachęca kolejne spółki do wejścia na giełdę, a to znów przyciąga kolejnych inwestorów. Jest ruch w interesie. I o to chodzi, a władzom GPW udaje się ten ruch podtrzymać.

Mała wśród gigantów

To jednak może nie wystarczyć. GPW jak dotychczas niemal nie uczestniczyła w żadnych fuzjach i przejęciach - ani jako podmiot ani jako przedmiot. Nie oznacza to jednak, że globalne procesy jej do tego nie zmuszą - od kilku lat na świecie trwa intensywna konsolidacja parkietów. Pozostawanie na uboczu tych procesów może oznaczać dla naszej giełdy marginalizację.

Przypomnijmy: już kilka lat temu narodowe parkiety z Paryża (z którym Warszawa bardzo blisko współpracowała od początku istnienia), Amsterdamu, Brukseli i Lizbony połączyły się w jeden rynek obrotu Euronext. Giełdy skandynawskie stworzyły OMX. W 2007 roku faktem stały się giełdy transatlantyckie. Fuzji dokonały NYSE i Euronext, a skandynawską OMX zainteresował się Amerykański Nasdaq. Luty 2011 to miesiąc wiadomości o kolejnych dwóch fuzjach.Podjęto decyzję o partnerstwie NYSE Euronext i niemieckiej Deutsche Boerse. Powstały w wyniku tego połączenia podmiot mógłby się pochwalić kapitalizacją na poziomie 12 bln euro. Angielska London Stock Exchange przejmuje kanadyjską TMX. Do NYSE Euronext przymierzał się również w ostatnich miesiącach Nasdaq, ale bez powodzenia. Przynajmniej na razie.

GPW nie chce pozostawać na uboczu. W lipcu 2010 roku podpisała umowę o współpracy z NYSE Euronext, której jednym z wymiernych efektów ma być wprowadzenie w Warszawie stosowanej przez transatlantycką giełdę platformy transakcyjnej UTP. Sojusz ten umożliwi obniżenie kosztów transakcyjnych, jednak może okazać się również kłopotliwy - nie przesądzono bowiem jeszcze, jaką platformę transakcyjną przyjmie w razie połączenia NYSE Euronext-Deutsche Boerse - czy wspomniany UTP, czy stosowany we Frankfurcie Xetra.

Prędzej czy później wielka amerykańsko-niemiecka fuzja albo połączenie NYSE z Nasdaq stanie się faktem i kwestia systemu transakcyjnego nie będzie największym kłopotem GPW. Problem będzie wówczas polegał na tym, czy w finansowym świecie pokrojonym jak wart dziesiątki bilionów dolarów tort znajdzie się miejsce dla niezależnej Warszawy, czy też będziemy musieli dołączyć do któregoś z sojuszy. Oby GPW była wtedy traktowana jako regionalna wisienka, której nikt nie będzie mógł zignorować, a którą każdy będzie chciał mieć na swoim talerzyku. Oby nie tylko po to, żeby jak najszybciej połknąć.

Adam Sofuł, Piotr Buczek

Współpraca: SŁ

Nasz parkiet musi być uniwersalny Rozmowa z Jackiem Sochą, wiceprezesem Pricewaterhouse Coopers, byłym przewodniczącym Komisji Papierów Wartościowych i Giełd i byłym ministrem skarbu Warszawska giełda jest już liderem w centralnej Europie. Czy ma szanse stać się regionalnym centrum finansowym? - Ten proces zachodzi cały czas. Warszawska giełda nabiera coraz większego znaczenia w regionie, rośnie jej kapitalizacja, wciąż przyciąga nowe spółki i inwestorów zarówno instytucjonalnych, jak i indywidualnych. Widać coraz większe zainteresowanie obecnością na polskiej giełdzie firm zagranicznych. Jeżeli ta tendencja się utrzyma, nasz parkiet utrzyma wiodącą pozycję w regionie. - Moim zdaniem szanse na to, że Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie stanie się rzeczywistym regionalnym centrum są bardzo duże. GPW powinna dbać o to, żeby trafiały na jej parkiet spółki z krajów leżących w naszym regionie, na przykład z Rosji i Ukrainy. To może być czynnik stymulujący rozwój. Wystarczą dwa, trzy lata dobrej koniunktury, odpowiednia liczba debiutów i przekroczymy krytyczny punkt rozwoju. Jakie są atuty Warszawy? - W porównaniu z innymi rynkami regionu nasz jest stosunkowo duży i, co ważne, głęboki. To znaczy, że jest na nim wiele spółek o odpowiedniej płynności. Zaletą naszego parkietu jest też krajowy popyt ze strony funduszy emerytalnych, inwestycyjnych i inwestorów indywidualnych, co też jest atrakcyjne z punktu widzenia inwestorów zagranicznych. Czy w okresie globalnego łączenia się wielkich giełd nie ma zagrożenia, że GPW pozostanie na marginesie tych procesów konsolidacyjnych i straci pozycję lokalnego lidera? - Konsolidacja giełd na świecie to oczywiście wyzwanie. Cały czas trwają jakieś negocjacje w sprawie planowanych fuzji, wszystko jest więc możliwe. Nie sądzę jednak by było to duże zagrożenie. Można by mieć pewne obawy, gdyby jakiś duży podmiot chciał otworzyć w Warszawie nowy konkurencyjny rynek. Na to się jednak raczej nie zanosi. A jeśli chodzi o pozostawaniu na uboczu tych procesów, to przypomnijmy, że GPW ma umowę o partnerstwie z NYSE-Euronext. Teraz zobaczymy co z niej wyniknie. Jednak duże spółki z regionu przeważnie wybierają jako miejsce notowań Frankfurt lub Londyn. Może GPW powinna się wyspecjalizować w przyciąganiu średniaków? - Absolutnie nie. Nie wierzę w taką segmentację. Jeżeli GPW chce odgrywać znaczącą rolę w regionie musi przyciągać wszystkie dobre spółki i być rynkiem uniwersalnym. Tworzenie specjalistycznego rynku nie ma sensu.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »