Reklama

Ardanowski zarzuca sieciom handlowym ograbianie dostawców, porównuje sklepy Lidla do stodoły

Minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski nie szczędził gorzkich słów pod adresem sieci handlowych i ich polityki względem dostawców. Podczas Forum Ekonomicznego w Krynicy krytykował detalistów. Oberwało się m.in. sieci Lidl, której przedstawiciel uczestniczył w debacie z ministrem, ale także Biedronce, której Ardanowski wypomniał karę wlepioną przez UOKiK "za oszukiwanie konsumentów". Ardanowski podczas wystąpienia próbował także przeciwstawić się mitowi, że żywność musi być tania.

- Ogólna zasada funkcjonowania sieci handlowych to tak się zorganizować, żeby nie ponosić żadnych kosztów, przerzucić wszystkie koszty na dostawców i na tym bardzo dobrze zarobić. Trzeba powiedzieć, że to się sieciom udało - mówił Ardanowski.

Reklama

Minister w trakcie swojego wystąpienia krytykował nowoczesną dystrybucję i konsekwencje rozwoju dużych sieci handlowych dla łańcucha dostaw. Zarazem zauważył, że wraca obecnie trend kupowania lokalnych produktów, co firmy z sektora detalicznego wykorzystują. - To wszystko jest wymuszone przez konsumentów, tylko i wyłącznie. To nie wynika ze zmian strategii myślenia (przedstawicieli sieci - red.). Strategia myślenia jest prosta: przerzucić wszystkie koszty na dostawców - podkreślał Adranowski.

- Czym jest duży sklep, choćby Lidla? Bardziej nowoczesną stodołą - powiedział szef resortu rolnictwa. - Wszystkie koszty ponoszą dostawcy, na których wymusza się dokładnie wszystko. To nie jest tylko kwestia tego, gdzie [sieci] będą się zaopatrywać. Będą się zaopatrywać lokalnie, bo jest taka moda. Przekonaliśmy konsumentów, żeby kupowali produktu polskie, Niemcy przekonali Niemców, żeby kupowali produkty niemieckie, a Francuzi - francuskie - wskazywał minister.

Ardanowski przywołał dane, z których wynika, że 67 proc. konsumentów w Europie chce, by produkty były znakowane krajem pochodzenia, a ponad 20 proc. uważa, iż żywność powinna być także znakowana oznaczeniami regionalnymi. - Ludzie nie chcą żywności anonimowej. Coraz więcej ludzi zaczyna dostrzegać związek logiczny między zakupem a rozwojem gospodarki, miejscami pracy, dochodem, środkami na programy społeczne, które Prawo i Sprawiedliwość realizuje - podkreślał.

Minister zdradził, że niedługo spotka się z szefami Lidla. - Może coś zrozumieją z tego, o czym będę mówił, chociaż pewności nie ma - oznajmił. Dopiero na koniec kilkunastominutowego wystąpienia Ardanowski spuścił nieco z tonu i przeprosił członka zarządu Lidla Ryszarda Machoja, za to, że "to jemu się dostało". - Pan akurat jest reprezentantem Lidla, który stara się. Lidl jest jedną z nielicznych sieci, która może trochę bardziej "humanitarnie" do tych chłopów podchodzi - zaznaczył Ardanowski, wskazując, że dostrzega pozytywy także w działaniach sieci Carrefour.

Zanim jednak do tego doszło, Ardanowski zdążył wytoczyć ciężkie działa przeciw dużym sieciom handlowym. - Według danych, którymi dysponuję, różne nieuprawnione, dodatkowe koszty, opłaty półkowe, gazetka, urodziny sklepu, zabieranie produktów, których za dużo (sieci) zamówiły, to stanowi około 30 proc. dochodów sieci, a niektórzy twierdzą, że do 50 proc. Sieci mają obrót w Polsce w granicach 280 mld zł rocznie (chodzi o same sieci spożywcze - red.). Jeżeli byłoby to nawet 30 proc., to pokazuje to, jakie nieuprawnione pieniądze, nieuprawnione zyski zyskują sieci handlowe - grzmiał minister rolnictwa.

Ardanowski podczas wystąpienia próbował także przeciwstawić się mitowi, że żywność musi być tania. - Dobra żywność nie może być tania. Tania będzie paskudna żywność, produkowana tak, żeby sprostać wymaganiom stawianym przez sieci. (...)  Sieci mówią: chcemy mieć tanią żywność na półce, ta marchewka powinna kosztować tyle co nic, jednocześnie być śliczna, jakościowo dobra. To co robimy? A wymusimy na dostawcach. Kilo kartofli w sklepie kosztuje 1,52 zł, u rolnika może 10 groszy, może 20 groszy. Jak rolnicy mają wyprodukować tę żywność, by sprostać narzuconym przez sieci warunkom zakupowym? Nie ma takiej możliwości - grzmiał szef MRiRW.

Skrytykował przy tym sieci za niestosowanie się do wyroku Sądu Najwyższego z 2017 r., zgodnie z którym - jak tłumaczył Ardanowski - opłaty półkowe są nielegalne. - Oczywiście trzeba iść z tym do sądu. Nie po to sieci zatrudnieją znakomitych prawników, nie po to mają odłożone pieniądze na interwencje różnego rodzaju, żeby się nie bronić. Potencjał zakupowy, siła którą uzyskały sieci handlowe, sprawiają, że dostawcy boją się, że wypadną z listy zakupowej i że nic nie sprzedadzą. Tak funkcjonuje w tej chwili duży handel i dystrybucji - podkreślał Ardanowski.

Minister rolnictwa przy okazji uderzył w Polską Organizację Handlu i Dystrybucji. - POHiD nie jest żadną organizacją polską, jest to zbiór zagranicznych firm, które handlują w Polsce i narzuciły pewien styl postępowania od wielu, wielu lat, bo państwo było słabe, dostawcy byli słabi, a rolnicy rozproszeni - wymieniał Ardanowski.

Szef resortu rolnictwa zachwalał natomiast rolników prowadzących sprzedaż bezpośrednią i podkreślał, że należy zrobić wszystko, aby skracać łańcuchy dostaw i zmierzać w stronę dostarczania konsumentowi żywności rozpoznawalnej, a nie anonimowej. Polskie rozwiązania w zakresie rolniczego handlu detalicznego, wprowadzone przez Prawo i Sprawiedliwość, Ardanowski określił mianem "może najlepszych w Europie w tej chwili", które mogą pomóc "złamać monopol wielkich odbiorców i sieci handlowych".

- Sieci oczywiście teraz robią Ryneczek Lidla, wyspę ekologiczną, półeczkę bio, bo tego potrzebują konsumenci. Dobrze, niech robią - stwierdził minister. Ale chwilę później dodał: - To, co się wydarzyło w ciągu parudziesięciu lat rozwoju sieci handlowych w Europie i na świecie, to jest majstersztyk. Te dochody, które mają sieci handlowe, powinny być u rolników, u przetwórców, u tych którzy ciężko pracują, a nie u tych, którzy wybudowali w miasteczku stodołę.

W ocenie ministra struktura sprzedaży żywności w Polsce to najistotniejszy problem. - Rolnicy mogą tyrać jak woły, ponosić wszelkie ryzyka: klimatyczne, covidowe, a i tak na tym nie zarobią, bo zarabia pieniądze kto? Sieci handlowe - powiedział Ardanowski.

Przedstawiciel rządu skrytykował także drugi mit - "jakości żywności ocenianej oczyma". Wskazał tutaj na zjawisko wyrzucania 20 proc. żywności od razu na polu, "bo marchewka śmiała siętrochę skrzywić, albo urosły jej dwa końce, bo w glebie trafiła na kamień". - To jest grzech i to jest również kompletna głupota, bo trwonimy zasoby przyrodnicze i pracę ludzi, ale takie standardy narzucają sieci - stwierdził minister.

Ardanowski miał także uwagi pod adresem sieci za sprowadzanie z drugiego końca produktów, które wytwarzane są w Polsce. Sieci handlowe, jak tłumaczył, gotowe są do sprowadzania jabłek z Chile, mimo że w Polsce gniją tony tych owoców, a uzadniają to w ten sposób, że może klient życzy sobie właśnie jabłko chilijskie. - To kompletne niezrozumienie i lekceważenie gospodarki kraju, w którym się zarabia ciężkie pieniądze na konsumentach tego kraju. To jest polityka sieci, przykro mi to mówić. Rolnictwo nie będzie się w stanie w Polsce rozwinąć, albo nie będzie rolnictwem budującym ludzkie zdrowie, jeżeli będzie taki obrót żywnością, jaki jest w tej chwili - ocenił Ardanowski.

W trakcie swojego wystąpienia w Karpaczu minister rolnictwa wielokrotnie krytykował detalistów za to, co robiąz producentami i rolnikami. - Ci, których sieci wymieniają jako tych, którzy powinni być szczęśliwi z faktu, że mają możliwość sprzedaży do sieci i że sieć udostępniła im swoje półki, przychodzą do mnie i mówią: my za chwilę zbankrutujemy, niech pan dołoży nam jakieś pieniądze, bo my na handlu z sieciami tracimy - wskazywał Ardanowski.

Minister mówił także o Biedronce, której UOKiK kilka tygodni temu wlepił karę 115 mln zł za różnice w cenach produktów na półce i na paragonie. Ardanowski zapowiedział, że odpowiednie służby w dalszym ciągu będą kontrolować sieci handlowe i sprawdzać przestrzeganie prawa, m.in. wchodzących w życie wraz z końcem września przepisów zobowiązujących sklepy do znakowania mięsa krajem pochodzenia. Szef resortu rolnictwa oznajmił, że kontrole "będą bardzo restrykcyjne" i będą dążyły do "tępienia wszystkich patologii związanych z fałszowaniem żywności, również w sprzedaży".

Ocenił także, że "w całym skomplikowanym łańcuchu od pola do stołu rolnicy, producenci surowca są pariasem, a krezusem są sieci i jeszcze wmawiają konsumentom, że to one zapewniają im tanią żywność". - To musi być w jakiś sposób zmienione - wskazał Ardanowski. - Wszystkie sieci będą musiały zmienić swoje podejście. (...) Nie pozwolimy na to, żeby oszukiwać polskich rolników - dodał.

- Wierzę, że sieci wyciągają wnioski. Tam są inteligentni ludzie. Ale cały system handlu żywnością poprzez wejście sieci stał się systemem wadliwym, który dyskryminuje tych, którzy najbardziej się przy tym narobią, czyli rolników - skonkludował Jan Ardanowski.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »