Reklama

Awantura w Sejmie o budżet na 2017 rok

Sejm odrzucił w piątkowym głosowaniu złożone przez opozycję wnioski o odrzucenie w całości projektu przyszłorocznego budżetu. Projekt budżetu zakłada, że w przyszłym roku dochody państwa mają wynieść ponad 325 miliardów 426 milionów złotych. Wydatki sięgną 384 miliardów 771 milionów złotych. Wynagrodzenia mają wzrosnąć o 5 procent, zatrudnienie o 0,7 procent, a spożycie prywatne o 5,5 procent.

Za odrzuceniem projektu budżetu głosowało 180 posłów, przeciw opowiedziało się 236, a 5 wstrzymało się od głosu.

Reklama

Izabela Leszczyna (PO) mówiła przed głosowaniem, że projekt nie ma związku z rzeczywistością, bowiem w budżecie są fikcyjne dane opisujące nie istniejącą gospodarkę. Zarzuciła wicepremierowi ministrowi rozwoju i finansów Mateuszowi Morawieckiemu, że usprawiedliwiając tę fikcję wymyśla zjawiska gospodarcze, które nie istnieją: minicykl makroekonomiczny i spowolnienie w Niemczech.

"Niemcy w tym roku rozwijają się szybciej niż w ubiegłym, a Polska odwrotnie, są to dane Eurostatu" - mówiła. Dodała, że polskie obligacje skarbowe stały się najgorszymi w całej Europie.

W podobnym tonie mówiła Paulina Hennig-Kloska z Nowoczesnej. Określiła projekt karuzelą pobożnych życzeń. "Zawyżone wpływy podatkowe, przestrzelony poziom PKB wątpliwa inflacja, życzeniowe tempo wzrostu gospodarczego" - mówiła.

Do wypowiedzi tych odniósł się przewodniczący komisji finansów Jacek Sasin (PiS). Powiedział, że twierdzenie, że budżet jest oparty na wyimaginowanych danych jest w rzeczywistości oskarżeniem wobec Komisji Europejskiej.

"To Komisja Europejska w swoich prognozach wskazuje i przewiduje wielkości, które są zgodne z tym, co jest zapisane w projekcie budżetu państwa" - tłumaczył. Przypomniał, ze zdaniem KE w 2017 r. PKB Polski wzrośnie o 3,4 proc., w tempie jednym z najwyższych w UE. Wyższe ma być tylko w Irlandii Luksemburgu, na Malcie i w Rumunii. Apelował, aby w debacie uciekać od propagandy i opierać się o twarde dane.

..........................

Gospodarka ma urosnąć na 3,6 procent, a ceny o 1,3 procent.

Deficyt czyli przewaga wydatków nad dochodami państwa, według planów ma nie przekroczyć 59 miliardów 345 milionów złotych. Ma być niższy niż 3 procent PKB.

Główny ekonomista banku Millennium, Grzegorz Maliszewski uważa, że przyszłoroczny budżet będzie napięty, biorąc pod uwagę optymistyczne, zdaniem eksperta, założenia makroekonomiczne. Struktura planu finansów, według ekonomisty, może jednak być korzystny dla państwa z powodu rosnącej konsumpcji Polaków.

Według Grzegorza Maliszewskiego budżetowi nie pomagają wydatki socjalne zapowiedziane przez obecną administrację. Na jego korzyść może zadziałać wpłata zysku z Narodowego Banku Polskiego, która jednak nie jest przesądzona.Sejmowa komisja finansów publicznych zaaprobowała kilkanaście z ponad setki poprawek zgłoszonych przez posłów. Przyjęto zmiany partii rządzącej, a odrzucono poprawki opozycji.

.....................

Zgodnie z projektem przyszłorocznej ustawy budżetowej, w 2017 r. dochody budżetu państwa mają wynieść 325 mld 426 mln 102 tys. zł, a wydatki 384 mld 771 mln 602 tys. zł. Maksymalny poziom deficytu ustalono na kwotę nie większą niż 59 mld 345 mln 500 tys. zł.

Rząd założył, że w 2017 r. wzrost PKB (w ujęciu realnym) wyniesie 3,6 proc., średnioroczna inflacja - 1,3 proc., nominalny wzrost przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej - 5,0 proc., wzrost zatrudnienia w gospodarce narodowej - 0,7 proc., a wzrost spożycia prywatnego (w ujęciu nominalnym) - 5,5 proc.

Według PiS budżet na 2017 r. pozwoli realizować zobowiązania wyborcze i zachować stabilność finansów publicznych. Zdaniem opozycji budżet jest nierealny, jest budżetem niższego wzrostu gospodarczego i wyższych, a jego realizacja grozi poważnymi problemami finansowymi i gospodarczymi.

Wiceminister rozwoju Jerzy Kwieciński ocenił, że Polska ma przyzwoity wzrost gospodarczy. Na konferencji "Warsaw Economic Hub" przyznał jednak, że tempo wzrostu zwolniło w trzecim kwartale z poziomu mniej więcej 3 procent do 2,5 procent.

Dodał, że spowolnienie w tym czasie było notowane nie tylko w Polsce, ale generalnie w krajach Unii Europejskiej, w dużych gospodarkach takich jak chociażby Niemcy.

"Czwarty kwartał będzie dla nas trudny jeśli chodzi o wzrost gospodarczy (...), ale w kolejnych kwartałach już będzie na pewno lepiej" - mówił wiceminister rozwoju.

Jerzy Kwieciński powtórzył, że tym czynnikiem, który spowodował spowolnienie tempa wzrostu w Polsce, niewątpliwie były inwestycje, głównie w sektorze publicznym, gdzie silnym motorem w ostatnich latach były fundusze unijne. Podkreślił, że fundusze te bardzo silnie ruszyły.

"Wróciliśmy na ścieżkę bycia liderem jeśli chodzi o ich wykorzystywanie, więc to będzie w kolejnych kwartałach również mocno widoczne we wskaźnikach makroekonomicznych" - uzupełnił wiceminister rozwoju.

Jerzy Kwieciński dodał, że w innych obszarach naszej gospodarki notujemy bardzo dobre wyniki. Mamy między innymi najniższe od lat bezrobocie w Polsce, które wynosi 8,2 procent.

Dowiedz się więcej na temat: budzet

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »