Reklama

Bankructwo Grecji: Minister finansów przygląda się rynkom

Resort finansów przypuszcza, że sytuacja na rynku walutowym i polskim długu pozostanie stabilna - zapowiedział na dzisiejszym briefingu wiceminister finansów Artur Radziwiłł. Dodał, że sytuacja w Grecji nie przełoży się na sytuację w Polsce.

Reklama

Dodał, że nie przypuszcza, by MF miało rezygnować z pożyczania pieniędzy na rynku, choć ma taką możliwość.

- Pierwsza reakcja na weekendowe wydarzenia w Grecji jest taka, że reakcja rynków jest dość niewielka na rynkach bazowych. Widać też, że Polska jest zaliczana do grupy krajów o najbardziej stabilnej gospodarce i finansach publicznych. To widać na zmianach rentowności polskich papierów dłużnych, które praktycznie się nie zmieniły - zapowiedział minister Radziwiłł.

- Również ruchy na rynku walutowym były bardzo niewielkie.

Przypuszczamy, że ta sytuacja nie ulegnie zmianie - dodał. Radziwiłł poinformował, że żadnych decyzji ws. emisji obligacji MF nie podjęło.

- Jesteśmy w pierwszym dniu po tych wydarzeniach, będziemy obserwować co się dzieje na rynkach finansowych. Mamy faktycznie taką możliwość, by zrezygnować z przetargu - powiedział.

- To co podnosi nasze bezpieczeństwo to fakt, że przez wiele miesięcy możemy nie pożyczać na rynkach. Ale nie przypuszczamy, by taki scenariusz miał się zrealizować - dodał.

Najbliższy przetarg obligacji MF zaplanowany jest na 9 lipca. Radziwiłł ocenił, że nie ma istotnych zagrożeń dla polskiego wzrostu gospodarczego.

- Wzrost przyspiesza w sytuacji zmniejszania się naszego uzależnienia od kapitału zagranicznego - powiedział.

Dodał, że sytuacja w Grecji nie przełoży się na sytuację w Polsce.

- Mamy stabilne finanse publiczne, które ulegają ciągłej poprawie. Sektor bankowy jest stabilny i dobrze dokapitalizowany. Te czynniki sprawiają, że czujemy się bardzo dobrze myśląc o perspektywach wzrostu, stabilizacji i zmianach na rynkach finansowych w Polsce - powiedział.

Tymczasem, telefoniczną rozmowę ws. sytuacji w Grecji odbył Sekretarz Skarbu USA, Jack Lew. Jego zdaniem należy nadal poszukiwać rozwiązań problemu. Amerykanie nie wykluczają możliwości redukcji greckiego zadłużenia.

Komentarz DM BOŚ:

Naszym zdaniem: Scenariusz greckiego zamieszania staje się faktem. Wygląda na to, że Tsipras za wszelką cenę chce osiągnąć cel, jakim jest redukcja greckiego zadłużenia (teoretycznie niemożliwa ze względu na unijne przepisy).

Niewykluczone też, czego do końca nie wiemy, że skrajnie lewicowe skrzydło w Syrizie jest dość silne i Tsipras miał świadomość, że żadne propozycje wierzycieli nie zostaną zaakceptowane.

Referendum miałoby na celu znaczne ograniczenie wpływów lewicowych radykałów, zwłaszcza, że społeczeństwo najpewniej zagłosuje 5 lipca za reformami.

Wtedy Tsipras mógłby na lepszych "warunkach" negocjować szeroką koalicję narodową z liderem opozycyjnej Nowej Demokracji.

Polityczne przepychanki nie służą jednak gospodarce, która w ciągu tygodnia blokady banków może mocno ucierpieć. Scenariusz Grexitu nie jest jednak przesądzony.

Zobaczymy, jakie nowe oferty przedstawią przedstawiciele Komisji Europejskiej - pytanie, czy nie zaczną pojawiać się pomysły zamiany części greckiego długu na obligacje perpetualne indeksowane wzrostem gospodarczym.

Naszym zdaniem, dziś kluczowy wpływ na rynki ma jednak Grecja - skokowe umocnienie dolara w nocy po wydarzeniach w Grecji (bezpieczne przystanie) w ostatnich godzinach jest korygowane. Rynek, nie wykluczone, że słusznie, zakłada, że warto poczekać do wyników greckiego referendum, jakie odbędzie się 5 lipca, gdyż być może Grecy będą jednak układać się z wierzycielami.

Marek Rogalski - główny analityk walutowy DM BOŚ

Ryszard Petru o sytuacji Grecji

Obecna Grecja nie jest w stanie funkcjonować bez wsparcia finansowego z zewnątrz - tak kończą się rządy populistów, prowadzących nieodpowiedzialną politykę. To przestroga dla Polski, a szczególnie dla tych polityków, którzy składając nierealne obietnice wyborcze, rozdają lekką ręką pieniądze, nie patrząc skąd je wziąć.

Analogia z Polską narzuca się sama: grecki premier Aleksis Tsipras w czasie kampanii wyborczej rozbudził oczekiwania Greków i wytworzył radykalną opozycję wewnątrz własnego ugrupowania - w rezultacie stał się jej zakładnikiem. Polska premier nie rozumie wagi problemów: instruuje Polaków, ile mają zabrać gotówki na wakacje. Z kolei kandydatka PiS na to stanowisko rozdaje lekką ręką 200 mld zł, tak, jak to robili greccy politycy przed kryzysem.

Sytuacja tymczasem jest poważna.

Problem Grecji może oddziaływać na Polskę w dwóch etapach.

Etap pierwszy to stan obecny, czyli podtrzymywanie takiej niepewności, ciągłe negocjacje i granie na czas. To oczywiście wiąże się z pewną destabilizacją chociażby rynku walutowego.

Etap drugi to wyjście Grecji ze strefy euro. Trudno jest przewidzieć wszystkie gospodarcze i społeczne konsekwencje decyzji o przeprowadzeniu referendum w Grecji, ale jedną z nich może być powrót Grecji do drachmy. Następstwa takiego kroku będą bolesne zarówno dla samej Grecji, dla Europy oraz Polski. Polska, obok Węgier, odczuje najboleśniej wyjście Grecji ze strefy euro.

Złoty będzie tracił na wartości szybciej niż euro, poza tym straci w stosunku do dolara i franka szwajcarskiego. Grexit to szereg efektów, których dziś nawet nie jesteśmy w stanie przewidzieć i wziąć pod uwagę. Mogą wydarzyć się rzeczy, których zupełnie się nie spodziewamy. Uważam, że rząd nie przygotował nas na taki scenariusz.

Premier Aleksis Tsipras doprowadził Grecję na skraj przepaści - pisze dzisiejszy "Financial Times". Ateny nie porozumiały się w weekend ze swymi pożyczkodawcami. Premier zdecydował się natomiast na rozpisanie w Grecji referendum.

- Skoro wszystkie strony bezowocnych negocjacji przerzucają się winą, to trudno liczyć na to, że wrócą do rozmów - pisze dziennik finansowy. Premier Grecji starał się wywrzeć presję na swych partnerów i przypominał, że jego rząd został demokratycznie wybrany, składając wyborcom obietnice zerwania z polityką drastycznych oszczędności.

- Zignorował fakt, że w polityce strefy euro nie ma podstaw, by uznać głosy oddane w Atenach za ważniejsze od wyborów w Berlinie czy Helsinkach - komentuje "FT".

W krytycznym momencie negocjacji w Brukseli Tsipras ogłosił, że podda propozycje wierzycieli pod ocenę wyborców i rozpisze referendum.

- Byłoby to usprawiedliwione, gdyby zrobił to po to, by pozyskać poparcie Greków dla trudnych reform, ale jego intencje są zgoła odwrotne - pisze "FT".

Premier wezwał bowiem Greków, by zagłosowali przeciwko propozycjom wierzycieli. "Nazywając tę ofertę szantażem, Tsipras liczy na to, że wykorzysta plebiscyt jako broń przeciw swym europejskim adwersarzom, zamiast uczynić z niego tarczę przeciw atakom radykalnego skrzydła swej własnej partii" - wyjaśnia "FT".

Co więcej, "grecki premier nie wyjaśnił wyborcom - choć jest to jego moralny i polityczny obowiązek - jakie będą konsekwencje" zagłosowanie przeciw porozumieniu z wierzycielami - komentuje dalej dziennik. "A plebiscyt ten nie jest niczym innym, jak głosowaniem albo za euro, albo za drachmą" - dodaje.

Nie jest jednak tak, że wina za fiasko negocjacji leży wyłącznie po stronie Greków. Błędem strony europejskiej jest to, że mimo nacisków ze strony Międzynarodowego Funduszu Walutowego nie obiecała Atenom restrukturyzacji długu - kontynuuje "FT".

Impas ten odsłania też słabość europejskiego przywództwa, skoro rola polityka, który "zadał ostateczny cios Grecji przypadła szefowi Europejskiego Banku Centralnego (EBC) Mario Draghiemu", który ogłosił, że nałożony zostaje limit na pożyczki ratunkowe dla greckiego sektora bankowego i nie może on przekroczyć obecnego poziomu finansowania, czyli ok. 90 mld euro.

Strefa euro też odrzuciła w sobotę prośbę Grecji, by w związku z referendum przedłużyć wygasający 30 czerwca program pomocowy. "Grecja stoi teraz na skraju przepaści i bardzo trudno jest sobie wyobrazić w jaki sposób mogłaby się wycofać" - konkluduje "FT".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »