Reklama

Biznesowy wiatr ze Wschodu

Rosja planuje znaczne ożywienie inwestycji. Czy Polska może na tym zarobić? Tak, bo relatywnie do wielkości potencjału przemysłowego jesteśmy obecnie największym eksporterem do Federacji Rosyjskiej z grona państw Unii Europejskiej.

Od początku roku z rosyjskiej gospodarki napływają tylko złe wiadomości. Według wstępnych danych rosyjskiego odpowiednika GUS wzrost w pierwszym kwartale, licząc rok do roku, PKB wyniósł wątłe 0,5 proc., co oznacza znaczący spadek tego wskaźnika; IV kwartał ubiegłego roku zamknął się wzrostem na poziomie 2,7 proc. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę, że wynik ubiegłego roku jest efektem "zmiany metodologii liczenia", jak eufemistycznie określają całą operację media zbliżone do rządu, to i tak rezultaty pierwszego kwartału 2019 r. są gorsze od konsensusu ekonomistów. Ci byli zdania, że wzrost rosyjskiego PKB w ujęciu rocznym wyniesie 0,8 proc. W efekcie zarówno władze, jak i niezależni ekonomiści, ale również organizacje międzynarodowe zaczęły rewidować swe wcześniejsze zapatrywania na temat perspektyw rosyjskiej gospodarki. Bank Światowy obniżył prognozę tegorocznego wzrostu z poziomu 1,5 do 1,2 proc., a Aleksiej Kudrin, szef rosyjskiego odpowiednika NIK, były minister finansów i krytyk polityki ekonomicznej rządu pod koniec maja powiedział publicznie, że jego zdaniem, nie będzie to w tym roku więcej niż 1 proc. Perspektywy nie są wiele lepsze. W maju wzrost rosyjskiego PKB jeszcze spowolnił i wyniósł 0,2 proc. w ujęciu rocznym, co jest wynikiem 8,5 raza gorszym niż w kwietniu, kiedy raportowano o powiększeniu się PKB w skali 1,7 proc. Spada tempo wzrostu produkcji przemysłowej - w maju wyniosło ono 0,9 proc., podczas gdy miesiąc wcześniej było to 4,6 proc. Gdyby na stan rosyjskiej gospodarki patrzeć przez pryzmat przemysłu przetwórczego, to maj sygnalizował, że może znaleźć się ona w recesji, ten sektor odnotował jednoprocentowy spadek.

Reklama

W czerwcu indeks PMI syntetycznie ujmujący aktywność przemysłu przetwórczego spadł do poziomu 48,6. Miesiąc wcześniej wskaźnik ten wynosił 49,8. Zdaniem analityków z firmy IHS Markit, która opracowuje rosyjski wskaźnik PMI świadczy to o wyhamowaniu w drugim kwartale niewielkiego potencjału wzrostu rosyjskiej gospodarki. Przypominają oni też, że jest to najniższy od czerwca ubiegłego roku obserwowany poziom aktywności sektora. Informacje te potwierdzają dane napływające z rosyjskich kolei państwowych. W czerwcu koleje rosyjskie przewiozły 101,6 mln ton towarów, co oznacza spadek o 5,4 proc. w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego i jest to, jak zauważa Kirył Tremasow z firmy analitycznej Loko-Invest, maksymalny jednorazowy spadek od stycznia 2013 r. W całym pierwszym półroczu rosyjskie koleje przewiozły mniej towarów o 1,5 proc. W transporcie samochodowym odnotowuje się podobne trendy. Decyzja OPEC+, podjęta na początku lipca z udziałem Rosji, polegająca na porozumieniu w zakresie stabilizowania cen ropy naftowej na najbliższe dziewięć miesięcy oznacza, że ten kluczowy dla rosyjskiej gospodarki nie zwiększy do końca roku swego wydobycia. W sektorze gazowym sytuacja również nie jest różowa. Gazprom co prawda informuje, że w drugim kwartale utrzymał poziom sprzedaży analogiczny do roku poprzedniego, ale przy znacząco niższych cenach. W końcu czerwca koncern sprzedawał gaz w kontraktach długoterminowych po 106 dol. za 1000 m3, na rynku krótkoterminowym po 130 dol. A przypomnijmy, że w ubiegłym roku zakładano średnioroczną cenę eksportowanego gazu na poziomie 240 dol. za 1000 m3. Pomimo tego w całym pierwszym półroczu do Europy Gazprom wyeksportował mniej o 6,3 proc. gazu, a w podziemnych zbiornikach znajduje się tam o 53 proc. więcej tego paliwa niż pod koniec maja rok wcześniej, więc perspektywy nie są różowe.

Eksperci uważają, że spadek popytu na rosyjski gaz jest efektem dramatycznego zmniejszenia się cen na węgiel energetyczny na światowych rynkach. Obecnie w porcie w Rydze za tonę wydobywanego w Kuzbasie węgla energetycznego trzeba płacić 47 dol. Zdaniem ekspertów niewiele wskazuje na to, aby ceny, które jeszcze w ubiegłym roku przekraczały 100 dolarów, w najbliższych dwóch latach znacząco wzrosły. Co ciekawe, mimo, że koszt wydobycia i transportu syberyjskiego węgla wynosi od 50 do 55 dolarów za tonę, to firmy nadaj planuję wzrost wydobycia. Wbrew potocznemu mniemaniu wzrost gospodarczy w Rosji ostatnich lat jest efektem nie tyle większego wydobycia i eksportu ropy naftowej czy gazu ziemnego, ale właśnie węgla. W 2017 r. Rosja wyeksportowała węgiel o wartości 13,5 mld dol., a wydobycie wzrosło o 6,4 proc., co pozwoliło zbliżyć się do rekordu pochodzącego jeszcze z czasów ZSRR. W ubiegłym roku Rosja wyeksportowała 68 mln ton węgla energetycznego. Jak szacują ekonomiści tylko ta branża da Rosji 0,15 do 0,2 proc. wzrostu PKB w tym roku.

Innymi słowy niewiele wskazuje na to, aby rosyjskim władzom udało się rozruszać hamującą gospodarkę i pobudzić konsumpcję. Nikita Isajew, dyrektor Instytutu Współczesnej Gospodarki, zauważa, że w ostatnich dwóch latach ceny ropy naftowej na światowych rynkach wzrosły o 60 proc., ale dochody do dyspozycji statystycznego Rosjanina spadły o 1,8 proc., a kurs rubla wobec dolara obniżył się o 13 proc. W latach 2010-2012, kiedy trendy rynkowe były podobne i również rosła cena sprzedawanej przez Rosję ropy naftowej dochody ludzi rosły, a rubel się wzmacniał. Ale obecnie rosyjska polityka gospodarcza sprowadza się do gromadzenia rezerw, po to aby kraj odporny był na międzynarodową presję i mógł funkcjonować nawet w sytuacji wprowadzania nowych sankcji przez Stany Zjednoczone.

Jednak nawet ekonomiści związani z rosyjskim rządem coraz otwarciej krytykują tego rodzaju politykę. Ostatnio, znany jeszcze z czasów gorbaczowowskiej "pierestrojki", akademik Abel Agabegian opublikował raport w którym alarmuje, że kontynuacja obecnej polityki gospodarczej w dłuższej, kilkunastoletniej perspektywie oznacza spychanie gospodarki nie tylko w trwającą wiele lat recesję, ale wręcz w surowcowe, o marginalnym znaczeniu, zaplecze rozwijającego się świata, a z demograficznego punktu widzenia - przykładanie ręki do przyspieszenia procesu depopulacji kraju. Jak zauważa, średni roczny wzrost rosyjskiego PKB w latach 2013-2018 to tylko 0,4 proc. Piąty rok z rzędu obniżają się realne dochody ludności, spada wielkość obrotów sieci handlowych, trzeci rok buduje się mniej mieszkań. Liczba ludzi, którzy żyją poniżej poziomu ubóstwa wzrosła o 5 mln ludzi, a 90 proc. biednych rosyjskich rodzin ma dzieci. Po raz pierwszy od dziesięciolecia, w 2018 r. zmniejszyła się liczba obywateli Federacji Rosyjskiej, bo liczba emigrantów nie jest w stanie nadążyć za ujemnym przyrostem naturalnym. Agabegian zwraca uwagę, że obecna sytuacja rosyjskiej gospodarki to nie jest kryzys gospodarczy, a pogłębiająca się stagnacja. Bez znaczącego, w jego opinii, wzrostu nakładów na to co określa się mianem "gospodarki opartej na wiedzy" lub inaczej - inwestycji w kapitał ludzki nie co marzyć o poprawie sytuacji. A jak to wygląda obecnie? Rosja winna orientować się na przykład Chin, które wydają na "kapitał ludzki" około 20 proc. PKB, czyli 1,5 razy więcej od Rosji. Póki co, Rosja, jest nadal jednym z najbardziej zapóźnionych na świecie krajów jeśli idzie o finansowanie nauki, edukacji, ochrony zdrowia czy pomoc społeczną i wyrównywanie nierówności dochodowych. "Trudno znaleźć na świecie kraj, który na naukę wydaje 1 proc. swego PKB, na edukację 4 proc., a na ochronę zdrowia mniej niż 5 proc." - pisze Agabegian, który podkreśla, że wydatki na zdrowie średnio w Europie to 10,2 proc. PKB, a w USA - 17 proc. Gdyby brać pod uwagę nakłady na naukę, edukacje, informatykę i biotechnologie, czyli skrótowo rzecz ujmując wszystko co jest związane z gospodarką przyszłości, to dzisiejsza Rosja zajmuje w grupie 200 krajów świata ujmowanych w stosownych rankingach miejsce około 150., w najlepszym razie na początku drugiej setki.

Rosyjskie elity, w największym skrócie rzecz ujmując, zgadzają się w diagnozach; wiedzą, że jest źle i "dalej już tak nie można", ale są mocno podzielone, co do odpowiedzi, jakie rozwiązania należy wdrożyć. W trakcie ostatniego Petersburskiego Forum Gospodarczego minister Maksym Orieszkin, odpowiadający za wzrost rosyjskiego PKB i zmuszony do wysłuchiwania bardzo gorzkich a nawet agresywnych uwag pod swoim adresem, zakwestionował politykę prowadzoną przez prezes Elwirę Nabiullinę i władze rosyjskiego Banku Centralnego. Dyskusja była burzliwa, przeniosła się na łamy prasy i w gruncie rzeczy trwa do dzisiaj. Otóż Orieszkin jest zdania, że bank doprowadził do tego, że w zeszłym roku znacząco wzrosły kredyty dla ludności a w związku z tym firmy, które chciałyby inwestować zderzają się z brakiem kapitału. W rezultacie nakłady inwestycyjne w Rosji są nadal na niewielkim poziomie, a w związku z tym gospodarka nie rośnie, tak jak mogłaby i powinna. Teza ta jest w gruncie rzeczy powtórzeniem stale obecnego i artykułowanego na różne sposoby aksjomatu części rosyjskich elit gospodarczych, które uważają, że tylko dzięki inwestycjom można zmodernizować gospodarkę i pobudzić ją do wzrostu.

Jeszcze w ubiegłym roku ekonomiczny doradca Putina Andriej Biełousow zagroził rosyjskim firmom nie należącym do sektora paliwowego, że władze wprowadzą specjalny podatek, jeśli te nie zwiększą swoich inwestycji. Po pierwszych ochoczych deklaracjach ze strony właścicieli największych grup przemysłowych o skokowym wzroście nakładów, dziś w tej sprawie niewiele się dzieje. Podobna historia ma miejsce z zapowiedzianymi przez Putina po zeszłorocznych wygranych wyborach prezydenckich nowymi "ukazami majowymi", czyli opracowanymi przez rząd i nadzorowanymi przez administrację prezydencką programami znaczącego wzrostu nakładów na wybrane, kluczowe dla przyszłości Rosji dziedziny, zarówno gospodarcze jak i społeczne. Przeprowadzona przez Putina w czerwcu analiza stopnia zaawansowania tych projektów pokazała nie tylko, że póki co są one aktualne w olbrzymiej większości tylko na papierze, ale również, iż nie ma szans aby przyspieszyć ich realizację. A to oznacza, że nawet jeśli finansowane przez władze centralne inwestycje ruszą, to ich wpływ na tempo rosyjskiego wzrostu nie zaznaczy się wcześniej niż w drugim półroczu 2020. Ale i taką perspektywę kwestionuje wielu ekspertów argumentując, że wydanie bardzo dużych kwot na wątpliwe z ekonomicznego punktu widzenia inwestycje nie oznacza jeszcze, że skutek takiej polityki będzie pozytywny.

Na wezwania Orieszkina prezes Banku Centralnego Nabiullina odpowiedziała w długiej wypowiedzi na zakończonym w pierwszym tygodniu lipca Kongresie Finansowym w Petersburgu. Jej zdaniem nie należy upatrywać w polityce stabilizacyjnej Banku Centralnego bariery dla przyspieszenia wzrostu gospodarki, bo "stabilizuje się ją w granicach obecnego potencjału", a to oznacza, że rosyjska gospodarka nie rośnie, bo brak jej wewnętrznych impulsów, do których Nabiullina zaliczyła poprawę klimatu inwestycyjnego, ochronę prawa własności i gruntowną reformę sądownictwa. W udzielonym w tym samym czasie Reutersowi wywiadzie zapowiedziała, że po przekroczeniu zaplanowanego w ustawie poziomu rezerw (7 proc. PKB) dodatkowe środki, które można byłoby w całości inwestować w przedsięwzięcia inwestycyjne roztropniej będzie w połowie, a nie w całości, jak chce tego minister Orieszkin, przeznaczyć na ten cel. To ostrożne, w porównaniu z wezwaniami płynącymi z rządu, stanowisko Banku Centralnego wynika przede wszystkim z przeświadczenia, że w ten sposób, dzięki odkręceniu kranu z rządowymi środkami, utrzymywane będą przy życiu firmy nieefektywne, które winny zakończyć swój żywot i w efekcie impuls inwestycyjny nie podniesie potencjału wzrostu gospodarki Rosji, a kraj zapłaci za tego rodzaju politykę wzrostem inflacji. Jednak dyskusja w gruncie rzeczy dotyczy skali finansowego stymulowania inwestycji, bo to, że Rosja wchodzi w fazę polityki tego rodzaju raczej nie budzi wątpliwości. Na początku lipca rosyjski Bank Centralny poinformował, że począwszy od 1 stycznia 2020 r. obniży obowiązujące banki komercyjne wskaźniki ryzyka. W przypadku dużych i zdrowych z kredytowego punktu widzenia firm zostają one zredukowane z obecnych 100 proc. do 65 proc.; dla małego biznesu, skala tej redukcji jest niższa, z poziomu 100 proc. Do 75-85 proc. w zależności od ratingu. W praktyce, jak uważa Denis Porywaj, analityk Raiffeisen Bank, oznacza to docelowo uwolnienie 18 bln rubli, czyli równowartość 17 proc. rosyjskiego PKB (według danych za rok 2018), które zostaną "wlane" w gospodarkę. Oczywiście nie jednorazowo i nie chaotycznie, ale impuls pobudzający popyt inwestycyjny będzie wyraźny.

To, że w najbliższym czasie tego rodzaju polityka będzie realizowana widać również w deklaracjach najwyższych rosyjskich władz, z prezydentem Putinem na czele, które apelują o powrót zagranicznych inwestorów. Tylko w pierwszym tygodniu lipca rozmawiał on z premierem Włoch na temat współpracy gospodarczej obu krajów, a w tym samym czasie w Moskwie przebywał Simon Coveney, minister spraw zagranicznych i wicepremier Irlandii, który jak powiedział w wywiadzie dla dziennika "Kommiersant" "irlandzki biznes wraca do Rosji" i dodał, że "gdyby udało się poprawić polityczne relacje między Unią Europejską a Rosją, czego chcemy, to możliwości rozwoju biznesu byłoby coraz więcej. Mam nadzieję, że osiągniemy to". Coveney przypominał jednocześnie, że w 2014 roku Irlandia planowała wysłać do Rosji największą w swej historii misję handlowo-biznesową, ale w związku z aneksją Krymu przedsięwzięcie upadło, ale niewykluczone, że teraz będzie można wrócić do pomysłu. Wypowiedź irlandzkiego ministra może służyć za przykład nastrojów panujących w "starej Unii".

Jeżeli w Rosji ruszą inwestycje, w tym - a może nawet przede wszystkim, realizowane przez zagraniczne podmioty, to wzrośnie import inwestycyjny, jako, że rosyjska gospodarka nie jest w stanie dziś wyprodukować dóbr niezbędnych dla jej modernizacji. Gołym okiem widać to zresztą analizując strukturę rosyjskiego importu, w której 30,4 proc. stanowią maszyny i urządzenia (77,8 mld dol.). Dalej w kolejności produkty chemiczne - 12,7 proc. (32,6 mld dol.), środki transportu - 11,1 proc. (28,3 mld dol.) oraz metale i wyroby metalowe - 7,1 proc. (18,3 mld dol.). Dane te, za okres kwiecień 2018 - kwiecień 2019, pozwalają uzmysłowić sobie, że import do Rosji dóbr inwestycyjnych to z grubsza licząc tort o wartości ok. 150 mld dol., i to w sytuacji istotnego, jak sami Rosjanie przyznają, zmniejszenia w ostatnim czasie skali inwestycji.

Wśród państw eksporterów do Rosji według danych tamtejszych służb celnych, Polska znajduje się na 11. miejscu. W okresie od kwietnia 2018 do kwietnia 2019 wyeksportowaliśmy do Rosji towary o wartości 5,49 mld dol. Spośród państw UE wyprzedzają nas Niemcy (26,8 mld), Włochy (11,2 mld) oraz Francja (9,46 mld). Ale jeśli dane te skorygujemy o wielkość gospodarki, to okazuje się, że mając ją siedmiokrotnie mniejszą niż Niemcy eksportujemy do Rosji towary o wartości tylko pięciokrotnie mniejszej. Podobnie jest w przypadku Francji (gospodarka większa 4,9 razy od polskiej) i Włoch (3,69). A zatem relatywnie do wielkości naszego potencjału przemysłowego jesteśmy obecnie największym eksporterem do Federacji Rosyjskiej z grona państw Unii Europejskiej. Nie wynika to z tego, że Moskwa nas szczególnie lubi a Rosjanie poważają nasze produkty, ale z faktu, że firmy mające siedzibę w Polsce, będące częścią lub podwykonawcą międzynarodowych koncernów są istotnym elementem międzynarodowych łańcuchów kooperacyjnych. Ożywienie rosyjskiego popytu inwestycyjnego będzie obiektywnie działało na naszą korzyść, ale mamy też istotny atut w tym zakresie. Saldo naszych wzajemnych obrotów jest w związku z importem rosyjskiej ropy ujemne, a to oznacza, że rząd ma nie tylko możliwość, ale również narzędzia, aby domagać się od Rosji działań na rzecz zmniejszenia deficytu. Można zrobić to na dwa sposoby. Albo redukując zakupy rosyjskiej ropy i gazu ziemnego, albo zwiększając polski eksport na Wschód. Byłoby nierozsądnie nie skorzystać z rysującej się koniunktury i nie starać się zwiększyć naszego tam eksportu.

Marek Budzisz

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »