Reklama

Black Friday 2021. Ile trzeba będzie czekać na dostawę zakupów?

Sprzedawcy obawiają się, że nie będą w stanie sprostać zwiększonemu popytowi związanemu z Black Friday i okresem przedświątecznym. Najwięksi starali się przygotować na wzmożony sezon sprzedażowy wcześniej, ale nie wszystkim to się udało. Wiele firm, szczególnie mniejszych, może zostać dotkniętych problemami z dostawami towaru na czas. Niedobory mogą być odczuwalne szczególnie w elektronice. Wąskim gardłem wciąż jest Azja.

Przed nami Black Friday i gorący sezon przedświąteczny

Sprzedawcy rozpoczynają przygotowania do okresu "żniw" już kilka miesięcy wcześniej, zamawiając więcej towarów od producentów. W tym roku zadanie będzie trudniejsze. Ci, którzy nie doczekają się zamówień, będą musieli ograniczyć się do sprzedaży posiadanych już zapasów.

W ostatnich kwartałach produkcję ograniczała Azja. Nałożyło się na to kilka czynników. Działalność fabryk była zakłócana przez przypadki zachorowań na Covid-19. Do tego doszły przerwy w produkcji związane z ograniczaniem dostaw energii. Kolejną barierą była niedostępność niektórych półproduktów i materiałów. Całości dopełniły kolejki w portach i utrzymujące się niedobory kontenerów. Pojawiają się co prawda w ostatnich dniach informacje, że sytuacja się normalizuje, ale problemy nie rozwiążą się od razu i mogą być odczuwalne jeszcze w przyszłym roku.

Reklama

Na rynku wciąż brakuje półprzewodników, tymczasem popyt na produkty oparte na chipach wzrósł. Firmy badawcze w swoich prognozach ostrzegały już wcześniej, że podstawowa elektronika użytkowa jak laptopy (głównie tańsze egzemplarze), może być w okresie wyprzedażowym i przedświątecznym trudniejsza do zdobycia. Niedobór chipów przekłada się też na rynek telefonów komórkowych, które są popularnym towarem w tym okresie. Brak odpowiedniej liczby półprzewodników mocno ogranicza także produkcję aut, choć nie jest to oczywiście aż tak popularny prezent świąteczny.

Boże Narodzenie 2021: Kłopot z dostawą zabawek?

Dystrybutorzy zabawek sygnalizowali już jakiś czas temu, że problemem może być dostęp do większych zabawek, które zajmują sporo miejsca w kontenerach. Ceny frachtu są bardzo wysokie, potrafią sięgnąć nawet 20 tys. dol. za kontener. Koszty transportu i chęć zapewnienia wystarczającej ilości towaru na czas sprawiają, że dystrybutorzy chętniej zamawiają mniejsze produkty.

Możliwe są też trudności z zaopatrzeniem w odzież i obuwie niektórych marek ze względu na przestoje fabryk w Wietnamie, które mają potrwać do 2022 roku. Kraj ten w lipcu i sierpniu doświadczył wzrostu zachorowań, co zmusiło rząd do wprowadzenia ograniczeń i zawieszenia pracy fabryk. Przerwy w produkcji odczuły znane marki, w tym Adidas, Puma i Nike. Puma ostrzegła przed możliwymi brakami w dostawach produktów w tym i przyszłym roku. Z kolei Adidas obniżył swoje prognozy na trwający rok.

Problemy z dostawami odczuwają różne kraje. IMRG, brytyjskie stowarzyszenie handlu detalicznego, poinformowało już, że branża odnotowała opóźnienia w przybyciu zapasów. Poza problemami z wysyłkami towarów z Azji, brytyjskim firmom doskwiera ograniczona przepustowość lokalnych portów, ale też brak kierowców i pracowników magazynów, którzy mogliby wysłać zakupione towary. Firmy dostawcze przeprowadzały w ostatnim czasie na Wyspach rekrutacje, licząc że dzięki nowym pracownikom poradzą sobie z dystrybucją.

500 tysięcy kontenerów

Także w Stanach Zjednoczonych pojawiły się obawy, że korki w portach doprowadzą do niedoborów produktów w okresie Bożego Narodzenia. Prezydent USA Joe Biden ogłosił, że port w Los Angeles przejdzie na 24-godzinny tryb pracy, by rozładować zatory i zapobiec niedoborom towarów w okresie świątecznym. Obecnie w kalifornijskich portach czekają statki z 500 tysiącami kontenerów. Średni czas oczekiwania na wejście do portu wynosił ponad 11 dni. Rzeczniczka Białego Domu Jen Psaki przyznała, że nie może zagwarantować, iż podczas sezonu świątecznego nie będzie zakłóceń w dostawach. Obiecała jednak, że władze federalne zrobią wszystko, by rozwiązać obecny kryzys w transferze towarów ze statku na sklepową półkę.

Problemy z dostępnością asortymentu i wyższe koszty produkcji oraz transportu (frachtu, ale i transportu kołowego ze względu na ceny paliw) pociągają za sobą wzrost cen produktów. Do tego w przypadku Polski dochodzi dodatkowo spadek kursu złotego mocno odczuwalny przez importerów, którzy rozliczają się w walucie obcej, głównie w dolarach. Trzeba się liczyć z tym, że wydatki w te święta będą wyższe niż w ubiegłym roku.

Monika Borkowska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »