Reklama

Buzek przekonany, że będzie wspólny budżet UE na kolejne lata

Były przewodniczący Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek jest przekonany, że Unii Europejskiej uda się ustalić wspólny budżet na lata 2014-2020. Nie jest jednak pewien, czy nastąpi to w pierwszych miesiącach przyszłego roku.

Zdaniem b. szefa Parlamentu Europejskiego, kraje UE nie mogą dopuścić do tego, że nie powstanie wspólny budżet na kolejnych siedem lat. - Czy nam się to uda w styczniu, lutym czy marcu - nie wiem; nie jestem pewien. Ale jestem przekonany, że wszystkie kraje europejskie wiedzą, iż brak budżetu na siedem lat jest bardzo złym rozwiązaniem finansowym dla całej Unii - powiedział w poniedziałek w Łodzi podczas spotkania z dziennikarzami.

Reklama

W ub. tygodniu dwudniowy szczyt UE w sprawie budżetu zakończył się brakiem porozumienia, ale przewodniczący Rady Europejskiej Herman Van Rompuy zapewniał o "dużym potencjale zgodności" i szansach na dojście do porozumienia na początku przyszłego roku.

Buzek przypomniał, że jeśli nie dojdzie do porozumienia, to państwa UE przejdą na jednoroczne budżety. Ocenił jednak, że takie rozwiązanie byłoby złe. Według niego co roku trwałyby takie dyskusje na temat budżetu, jakie dziś obserwujemy. Co roku byłyby spory, propozycje z różnych stron, a negocjacje kończyłyby się po wielu miesiącach dramatycznych rozmów - mówił b. szef PE.

Zwrócił również uwagę, że w przypadku jednorocznych budżetów nie byłoby szczegółowych przepisów, jak wydawać unijne pieniądze, albo byłyby przygotowywane z roku na rok. - Cała Europa pogrąży się w niekończących (się) dyskusjach na temat tego, co robić w następnym roku z wydawaniem pieniędzy - powiedział Buzek, który przyjechał do Łodzi, aby wygłosić wykład - Jak uleczyć Europę?

Jak mówił, trzeba przede wszystkim przekonać Europejczyków, że integracja europejska ma sens. Trzeba rozpocząć dyskusję, bo - według niego - "bliższe zjednoczenie i dalsza współpraca zależeć będą od tego, czy Europejczycy będą się nawzajem rozumieć".

Zdaniem Buzka, integracja europejska jest konieczna, bo tylko zjednoczona Unia będzie wystarczająco silna, aby uporać się z globalnymi zagrożeniami takimi jak np. brak dostaw energii, zagrożenia nuklearne czy kryzys klimatyczny.

- - - - -

Minister rozwoju regionalnego Elżbieta Bieńkowska oceniła, że zakończenie bez kompromisu szczytu UE w sprawie unijnego budżet na lata 2014-20 spowoduje, że nasz kraj zacznie wydawać pieniądze z nowej perspektywy najwcześniej pod koniec 2014 roku.

- Jesteśmy w trakcie ostrych przygotowań do następnego budżetu i te moje nadzieje, że po tym szczycie, jeśli byłaby decyzja (zatwierdzająca budżet - PAP) to druga połowa 2014 roku wchodzi w grę, już teraz znikają. Teraz mówimy już o końcówce 2014 roku, że wtedy będzie można rzeczywiście zacząć wydawać pieniądze z następnego budżetu - powiedziała dziennikarzom w poniedziałek Bieńkowska.

Szczyt UE zakończył się w piątek brakiem porozumienia ws. nowego budżetu UE, ale przewodniczący Rady Europejskiej Herman Van Rompuy zapewniał o "dużym potencjale zgodności" i szansach na dojście do porozumienia na początku przyszłego roku.

Dla Polski obecna propozycja budżetu przewiduje o 1,5 mld euro mniej w ramach funduszy spójności, co oznacza, że Polska mogłaby otrzymać w ciągu siedmiu lat ok. 72,4 mld euro. To wciąż więcej niż przypada w obecnym budżecie na lata 2007-13 (prawie 68 mld euro).

Jak podkreśliła minister, dla Polski najważniejsze jest jak najszybsze przyjęcie nowej perspektywy finansowej UE, aby rozpocząć przygotowania do wdrożenia nowych programów unijnych na lata 2014-2020.

- Ja jestem optymistką i jestem przekonana, że ten budżet będzie ustalony - zaznaczyła Bieńkowska.

Według niej, w negocjacjach budżetowych Polska powinna jak największą wagę przywiązywać do polityki spójności, bo są to "pieniądze, które robią następne pieniądze i przynoszą podatki".

Bieńkowska dodała, że Polska może być "świetnym adwokatem polityki spójności". - My jesteśmy największym widocznym przykładem tego, że ta polityka spójności działa - podkreśliła.

Odnosząc się do wspólnej polityki rolnej UE minister rozwoju regionalnego oceniła, że zajmują się nią "bardzo dogłębnie Francuzi, oni jej krzywdy nie dadzą zrobić".

- Oczywiście musimy trzymać rękę na pulsie, mówiąc o tym, że dopłaty dla rolników w takiej formie, jak do tej pory, powinny dochodzić do tej średniej, która obowiązuje w Europie. Nie może być tak, że jedna część ma dopłaty niższe, niż inna część Europy - zaznaczyła.

Dodała, że Polsce - jak to przedstawiał premier Donald Tusk podczas unijnego szczytu - zależy na jak największej kwocie pieniędzy w nowej perspektywie UE, w ramach zarówno polityki spójności, jak i wspólnej polityki rolnej.

Czytaj raport specjalny serwisu Biznes INTERIA.PL nt. budżetu UE

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »