Reklama

Ceny gazu. Czy w 2022 r. będzie taniej?

W 2022 r. oczekiwane jest uspokojenie na rynku gazu - oceniają eksperci. Trudno zakładać, że po raz kolejny nałoży się na siebie kilkanaście czynników odpowiadających za tak spektakularny wzrost cen błękitnego paliwa, jaki obserwowaliśmy w 2021 r. Oczywiście nie można wykluczyć, że będzie nerwowo, ale nastroje powinny się poprawić. Nie przełoży się to na rachunki gospodarstw domowych. Te mają zatwierdzoną taryfę do końca grudnia 2022 r., która uwzględnia ostatnie wzrosty cen gazu.

Miniony rok był wyjątkowy, bo nałożyło się na siebie bardzo wiele rozmaitych czynników wywołujących drożyznę, wśród nich, popandemiczne odbicie na rynkach, awarie terminali LNG w Stanach Zjednoczonych, pustki w europejskich magazynach, polityka handlowa Rosji, chłody na półkuli północnej czy długie bezwietrzne okresy w Europie skutkujące niższą produkcją prądu z wiatraków i susze ograniczające pobór energii z elektrowni wodnych w Brazylii, USA i Turcji.

Dlaczego ceny gazu rosną?

Także Maciej Lachowski, zastępca dyrektora departamentu strategii PGNiG, podkreślał podczas grudniowej debaty energetycznej organizowanej przez Fundację Instytut Studiów Wschodnich i Orlen, że w 2022 r. szereg czynników, które wywierały presję cenotwórczą w 2021 r., się raczej nie powtórzy i szoki będą mniejsze. Choć zastrzegł jednocześnie, że wiosna może być jeszcze nerwowa. Europejskie magazyny gazu pustoszeją w szybkim tempie, po zimie poziom zapasów mocno stopnieje, trzeba będzie je uzupełniać. - Ceny na kwiecień 2022 r. są już historycznie wysokie. Mimo wszystko liczę, że będzie lepiej niż 2021 roku - powiedział Lachowski.

Spadek cen gazu widoczny będzie na rynku spotowym i przełoży się na umowy z biznesem. Jednak gospodarstwa domowe, w których taryfy są regulowane przez prezesa URE, ewentualnych obniżek cen nie odczują. Zatwierdzony został cennik na cały 2022 rok, uwzględniający obecną sytuację rynkową. Mało tego, na mocy nowelizacji Prawa energetycznego wzrost taryfy PGNiG zostać rozłożony na trzy lata. Prezes PGNiG Paweł Majewski informował, że bez tego obecne podwyżki musiałyby być wielokrotnie wyższe.

Niedawno poznaliśmy cenniki gazu na 2022 rok. Wynika z nich, że średnio rachunek miesięczny netto w przypadku osób, które wykorzystują gaz jedynie do przygotowania posiłku, wzrośnie o 42 proc., czyli o 9,84 zł. Ci, którzy używają gazu do podgrzania wody, zapłacą o 56 proc. więcej, co oznacza wzrost rachunku o ok. 67 zł. Najbardziej podwyżki odczują gospodarstwa domowe, w których paliwo jest wykorzystywane do ogrzewania domu. Tu miesięczny wzrost wyniesie przeciętnie 58 proc., rachunki zwiększą się o 171 zł.

Reklama

Horrendalne wzrosty cen gazu w ostatnich tygodniach

Jednak w ostatnich dniach ubiegłego roku nie brakowało sygnałów o podwyżkach dużo bardziej drastycznych, dochodzących w niektórych przypadkach nawet do 1000 procent! Gdy stroną umowy z firmą dostarczającą gaz jest wspólnota mieszkaniowa (tam, gdzie źródłem ogrzewania są gazowe kotły zbiorcze), odbiorca uznany został za komercyjnego, a w przypadku biznesu taryfa nie podlega regulacji URE. W efekcie część osób dostała rachunki opiewające na bardzo wysokie kwoty. Posypały się już liczne skargi i odwołania związane z tego typu sytuacjami.

Do sprawy odniósł się URE. Nawiązał do wspólnot i spółdzielni mieszkaniowych skupiających m.in. odbiorców paliw gazowych w gospodarstwach domowych, którzy ze względu na uwarunkowania techniczne często nie dokonują sami zakupu gazu na potrzeby zużycia w swoich mieszkaniach. Na ich rzecz takich zakupów dokonuje wspólnota lub spółdzielnia.

"Jeżeli natomiast w lokalu wchodzącym w skład budynku wielolokalowego jest zarejestrowana działalności gospodarcza, co do zasady wyklucza to możliwość rozliczenia zużycia gazu w takim lokalu z zastosowaniem taryfy zatwierdzonej przez organ regulacyjny. W takich przypadkach należy porozumieć się ze sprzedawcą, co do ewentualnego określenia sposobu weryfikacji ilości gazu nabywanego na cele zużycia w gospodarstwach domowych w takim budynku i na inne cele - zaznaczył urząd.

Ceny gazu dla firm, czyli walka z wysokimi kosztami

Podwyżki cen gazu bardzo mocno odczuwają też przedsiębiorstwa. Te umowy nie są nadzorowane przez regulatora. Sytuacja jest szczególnie trudna w przypadku biznesów, które zużywają dużo surowca, jak choćby producenci energii czy nawozów. Firmy energetyczne notują silny wzrost kosztów (przy czym poza drogim gazem czynnikiem prowzrostowym są wysokie ceny praw do emisji CO2), co przekłada się na rosnące ceny prądu.

Cześć zagranicznych firm chemiczno-nawozowych ograniczała bądź tymczasowo wstrzymywała produkcję. Polski przedstawiciel sektora, Grupa Azoty, podkreśla, prowadzi normalną produkcję, choć nie wyklucza, że w sytuacji dalszego wzrostu cen i tu mogą nastąpić pewne ograniczenia. W przypadku tej spółki gaz ziemny stanowi ponad 70 proc. kosztów produkcji.

Obecna sytuacja jest wyzwaniem dla wielu firm przemysłowych, w tym m.in. dla Ciechu, którego wyniki ucierpiały na skutek wzrostu cen gazu i praw do emisji CO2, a także dla KGHM, przy czym miedziowy potentat był w o tyle dobrej sytuacji, że korzystał z wysokich cen miedzi.

Trzeba jednak pamiętać, że poza dużymi firmami drożyzna doskwiera także mniejszemu i średniemu biznesowi. Dla niektórych jest to przeszkoda nie do przejścia. Firmy w tej sytuacji starają się zwiększać efektywność produkcji, a tam gdzie to możliwe przestawiać się na węgiel. Próbują też w miarę możliwości przerzucać część kosztów na odbiorców.

Amerykańskie LNG łagodzi napięcie

Na rynku w ostatnich miesiącach panowała duża nerwowość. Każda kolejna informacja o rezygnacji kolejny dzień z rzędu z rezerwacji przepustowości przez Gazprom na gazociągu jamalskim przekładała się na drastyczne skoki cen. Gaz podrożał do rekordowych poziomów.

Wyższe ceny w Europie zbiegły się jednak ze stabilizacją sytuacji na rynku azjatyckim. A to z Azją przychodziło Europie konkurować o gaz LNG w ostatnich miesiącach. Magazyny azjatyckie zostały już wypełnione, dzięki czemu presja cenowa na tym rynku zelżała. Europa znów stała się dla dostawców atrakcyjnym odbiorcą.

Po tym jak pojawiły się informacje o tym, że około 40 amerykańskich statków z ładunkiem LNG zmieniło kurs z azjatyckiego na europejski, ceny gazu na Starym Kontynencie zaczęły spadać. I nie były to kosmetyczne przeceny - gaz potaniał o blisko połowę względem historycznego maksimum z 21 grudnia, do 1100 dol. za tysiąc metrów sześciennych.

To potwierdza, jak ważna jest dywersyfikacja dostaw. Polska podjęła pewne kroki w tym kierunku. W końcu tego roku, zgodnie z planem, uruchomiony powinien zostać gazociąg Baltic Pipe, łączący złoża w Norwegii z polskim systemem przesyłowym. Będzie to kolejna alternatywna trasa dostaw gazu, która może stabilizować w przyszłości sytuację na rynku Polski, ale i krajów ościennych.

Monika Borkowska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »