Spis treści:
- Ming Yang wybuduje morską farmę wiatrową u wybrzeży wschodniofryzyjskiej wyspy Borkum?
- Chiny dotują producentów "zielonej" technologii
- Niemcy obawiają się o bezpieczeństwo danych. Chińskie produkty na cenzurowanym
Fundusz inwestycyjny z Hamburga chce zlecić projekt farmy wiatrowej chińskiemu producentowi turbin. Eksperci ds. bezpieczeństwa oraz politycy w Berlinie i Brukseli biją na alarm - informuje "Deutsche Welle" zwracając uwagę, że współpraca z chińskimi firmami, w przypadku których nigdy nie jest jasne, na ile są one niezależne lub bliskie polityce państwa, jest zawsze obarczona podejrzliwością.
Ming Yang wybuduje morską farmę wiatrową u wybrzeży wschodniofryzyjskiej wyspy Borkum?
Do tej pory w morskiej energetyce wiatrowej w Europie liczyli się europejscy dostawcy. "Vesas z Danii i niemiecko-hiszpański producent Gamesa, należący do Siemensa, nadawały ton morskiej energetyce w Europie" - wylicza "DW" podkreślając, że zapowiedź funduszu Luxcara (właśnie ten fundusz chce zlecić Chińczykom budowę wielkiej farmy wiatrowej) musiała odbić się szerokim echem.
Cytowany przez "DW" Lars Haugwitz, starszy konsultant w funduszu Luxcara wyjaśnił, że zdecydowano się na turbinę o największej mocy. - Było to oparte na dokładnej analizie wszystkich ofert, które otrzymaliśmy. Ming Yang była jedyną firmą, która zaoferowała i była w stanie dotrzymać terminu dostawy do 2028 r.- stwierdził Lars Haugwitz.
Także niemiecki dziennik ekonomiczny Handelsblatt donosił, że inni niemieccy operatorzy farm wiatrowych prowadzą rozmowy z chińskimi dostawcami. Powód jest oczywisty - zapotrzebowanie na turbiny wiatrowe jest duże, ale oferta w Europie jest ograniczona.
Chiny dotują producentów "zielonej" technologii
Chiny mocno dotują producentów zielonych technologii - przypomina "Deutsche Welle" i cytuje "Handelsblatt", który opublikował wyniki badań przeprowadzonych przez Kiloński Instytut Gospodarki Światowej (IfW), zgodnie z którym w 2022 roku większość chińskich spółek giełdowych otrzymało bezpośrednie dotacje państwowe. Ponadto istnieją inne formy pomocy: łatwiejszy dostęp do krytycznych surowców, wymuszony transfer technologii w ramach wspólnych przedsięwzięć i wsparcie w procedurach zamówień publicznych.
Chiński protekcjonizm szczególnie wyraźnie widać w branży motoryzacyjnej.
Według wspomnianego IfW, wyjątkowo wysokie dotacje otrzymuje producent samochodów elektrycznych BYD. BYD korzysta również z dotacji dla producentów baterii, kupując tańsze komponenty.Chińscy dostawcy z branży energii wiatrowej, tacy jak Goldwing i Ming Yang, również korzystają z rządowych dotacji. Jednak Niemcy zdają sobie sprawę, że niezwykle trudno będzie zatrzymać chińską ekspansję.
"To prawda, że europejski przemysł często nie jest już konkurencyjny cenowo w stosunku do produktów z Chin" - komentuje w "Handelsblatt" dyrektor ds. badań IfW Dirk Dohse. "Jednak bez chińskiej subsydiowanej technologii produkty, których Niemcy potrzebują do zielonej transformacji, również stałyby się droższe i rzadsze" - tłumaczy, cytowany przez "DW".
Niemcy obawiają się o bezpieczeństwo danych. Chińskie produkty na cenzurowanym
Od lat chińscy producenci komponentów do systemów telekomunikacyjnych (Huawei i ZTE) są traktowani podejrzliwie w Europie, z uwagi na zagrożenia związane z bezpieczeństwem danych. Niemiecki rząd ogłosił, że do końca 2029 roku komponenty Huawei i ZTE w tzw. sieciach rdzeniowych 5G powinny być zastąpione bezpieczniejszymi produktami. Także dostawy energii uważne są za element bezpieczeństwa państwa, a infrastruktura energetyczna określana jest mianem krytycznej.
Niemcy zwracają więc szczególną uwagę na centra kontrolne przy farmach wiatrowych. To miejsca, w których decyduje się bezpieczeństwo energetyczne. Wspomniany wcześniej fundusz inwestycyjny zamierzający zlecić Chińczykom budowę farmy wiatrowej u wschodniofryzyjskich brzegów zapewnia, że turbiny będą kontrolowane i serwisowane w Niemczech, jednak wątpliwości pozostają - zwraca uwagę "DW".
Źródło: "Deutsche Welle", Dirk Kaufmann
***











