Chiny: przyjaznym państwem

Chiny są państwem przyjaznym światu - oceniali w trakcie debaty na temat polityki zagranicznej deputowani chińskiego parlamentu, który we wtorek zakończył dziesięciodniowe obrady w Pekinie.

Chiny są państwem przyjaznym światu - oceniali  w trakcie debaty na temat polityki zagranicznej deputowani  chińskiego parlamentu, który we wtorek zakończył dziesięciodniowe  obrady w Pekinie.

Kwestie międzynarodowe codziennie wypływały w dyskusji. Podczas sesji oraz na końcowej konferencji prasowej premiera Wen Jiabao przekonywano, że wzrost potencjału gospodarczego, pociągający za sobą umocnienie rangi politycznej kraju, to rzeczy tylko "korzystne dla regionu i całego globu".

W istocie nawet "rozwój Chin jest okazją sprzyjającą rozwojowi innych państw" - podkreślił szef dyplomacji Li Zhaoxing.

Zapewniał, że Pekin jest zawsze gotów sprzyjać rozwiązaniu wszelkich problemów, mogących zagrażać pokojowi i stabilizacji na świecie.

Reklama

Chiny w pierwszej kolejności opowiadają się za intensyfikacją stosunków z USA, mimo wielu dzielących je rozbieżności.

Potwierdzono, że w kwietniu do Waszyngtonu pojedzie prezydent Hu Jintao, który ma zaproponować Amerykanom sposób zbilansowania wzajemnych obrotów handlowych. W ubiegłym roku USA odnotowały w handlu z Chinami deficyt, sięgający ponad 200 mld USD.

Jednym z powodów głębokiej nierównowagi jest kurs juana, powodujący taniość chińskich towarów. Stany Zjednoczone od dawna bezskutecznie domagają się aprecjacji chińskiej waluty. Premier Wen i mówcy z grona deputowanych wykluczyli jednak taką możliwość.

Oburzyło ich, gdy niedawno Waszyngton wydał krytyczny raport o stanie przestrzegania praw człowieka w Chinach. Traktuje on m.in. o tłumieniu mediów oraz o prześladowaniu Tybetańczyków i Ujgurów z Xinjiangu (Sinkiangu), co "przeczy pokojowym intencjom władz".

W tym kontekście, w wystąpieniach nie ukrywano satysfakcji z publikacji chińskiego raportu, wytykającego Amerykanom "cały szereg naruszeń praw człowieka".

USA są zaniepokojone gwałtownymi chińskimi zbrojeniami, wymierzonymi głównie w Tajwan. Tu także ciężko będzie o porozumienie, bo Pekin twierdzi, że musi zmodernizować swe siły zbrojne. Jeden z delegatów określił je nawet mianem "największego muzeum wojska na świecie".

Problem "zbuntowanego" Tajwanu, zaliczany do zagadnień wewnętrznych, podnoszono w debacie w sposób, który nie wróży dobrze regionalnej stabilizacji. Pod adresem Tajpej powtórzono pogróżki o ewentualnej akcji zbrojnej, jeśli tylko ogłosi on niepodległość wyspy.

Probierzem politycznych zamiarów Chin na arenie światowej będzie także dalsze postępowanie Pekinu w kwestii Iranu. W dyskusji parlamentarnej opowiadano się za kontynuacją procesu negocjacyjnego, utrzymaniem kluczowej roli Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej, za "spokojem".

Nie wiadomo, czy ze względu na swe interesy naftowe, Chińczycy poprą ewentualne sankcje przeciwko Teheranowi.

Tradycyjnie oferowali oni swoje usługi w konflikcie z Koreą Północną, realizującą program nuklearny mimo protestów świata i dotkliwej biedy, w jakiej pogrążone jest społeczeństwo.

Od Pekinu, będącego głównym dostawcą pomocy dla KRLD, wiele w tej materii zależy. Chińczycy grają jednak na zwłokę, gdyż normalizacja sytuacji mogłaby ewoluować w kierunku reunifikacji Półwyspu Koreańskiego i wzrostu znaczenia USA w regionie. W związku z tym, mimo że Korea Płn. nie chce wrócić do stołu sześciostronnych rokowań mających prowadzić do jej denuklearyzacji Pekin nie używa swoich wpływów w Phenianie.

Na forum parlamentu wezwał tylko Waszyngton i koreańskich sprzymierzeńców do tworzenia wzajemnych środków budowy zaufania.

Delegaci dużo uwagi poświęcili Japonii. Nie mogli wybaczyć Japończykom "lekceważącego" podejścia do drażliwych kwestii historycznych, relatywizacji winy za zbrodnie wojenne.

Kością niezgody pozostają regularne odwiedziny premiera Junichiro Koizumiego w tokijskiej świątyni Yasukuni, stanowiącej dla Pekinu symbol japońskiego militaryzmu. Z debaty wynikało, że temperatura relacji dwustronnych nie zmieni się, dopóki Tokio nie wycofa się z tych wizyt.

W dyskusji parlamentarnej prawie nie mówiono o Europie. Cieszono się jedynie na Rok Rosji w Chinach, który 21 marca zainaugurują w Pekinie prezydenci Hu Jintao i Władimir Putin.

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: Chiny | China | przyjaźnie | USA | Pekin
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »