Reklama

Cło śladu węglowego? To dla nas ryzykowne

Eksperci: Mechanizm CBAM (tzw. cło śladu węglowego) niesie również ryzyko i koszty.

Przygotowywany w UE mechanizm dostosowywania cen na granicach z uwzględnieniem emisji CO2 (tzw. CBAM), mający wzmacniać konkurencyjność unijnego przemysłu, niesie również ryzyka i koszty, które mogą być przerzucone na konsumentów - oceniają eksperci z Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach.

Potencjalne skutki wprowadzenia od 2023 r. mechanizmu CBAM (ang. Carbon Border Adjustment Mechanism), określanego potocznie jako cło od śladu węglowego, były w poniedziałek głównym tematem zorganizowanej w Katowicach konferencji programowej Śląski Ład, z udziałem m.in. premiera Mateusza Morawieckiego oraz szefowej resortu klimatu i środowiska Anny Moskwy.

Reklama

W pierwszym okresie CBAM ma dotyczyć sektorów cementu, żelaza i stali, aluminium, nawozów oraz energii elektrycznej. Opłata ma służyć wyrównaniu pozycji konkurencyjnej europejskiego przemysłu w stosunku do przemysłu z krajów, gdzie regulacje klimatyczne nie nakładają na producentów kosztownych obowiązków wynikających z unijnego systemu handlu uprawieniami do emisji gazów cieplarnianych (ETS).

Z przedstawionej podczas konferencji analizy naukowców z Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach wynika, iż w dalszej perspektywie wprowadzenie CBAM zapewne będzie wiązało się z odejściem od darmowych uprawnień do emisji CO2, co wcale nie musi być korzystne dla przemysłu.

- Jeżeli chcemy bez większych konfliktów dyplomatycznych i handlowych wprowadzić ten instrument (CBAM), to musimy się zgadzać z tym, że jego wprowadzenie będzie w jakiś sposób powodowało wygaszanie czy ograniczanie puli darmowych uprawnień emisyjnych - tłumaczył dr Marcin Baron z katowickiego Uniwersytetu Ekonomicznego.

Z przedstawionego przez ekonomistów zestawienia wynika, iż Polska jest w pierwszej dziesiątce unijnych krajów importujących towary, które obejmie opłata CBAM - po Niemczech, Holandii, Francji, Włochach, Belgii i Hiszpanii, a przed Irlandią, Szwecją i Czechami. Jednocześnie kraje Unii są eksporterami wielu dóbr, które obejmie unijny podatek.

Dla unijnych producentów - jak wskazują eksperci - najbardziej korzystne byłoby wprowadzenie CBAM przy jednoczesnym utrzymaniu puli darmowych uprawnień do emisji CO2, co jednak docelowo jest mało prawdopodobne. Stąd - jak wskazał dr Baron - potrzeba znalezienia "złotego środka", by efekt zmian nie okazał się odwrotny do zamierzonego.

Eksperci wskazują na spekulacyjny charakter instrumentów związanych z ETS-em i ostrzegają, że w przypadku przyszłych certyfikatów CBAM może być podobnie. Jednocześnie zauważają, że przemysły silnie zależne od węgla i tak będą przenosić się z UE do innych krajów, co także może skutkować utratą przewagi konkurencyjnej UE. Inny problem to uzależnienie niektórych segmentów europejskiej gospodarki od dostaw z zewnątrz - dotyczy to np. niezbędnych w sektorze IT czy motoryzacji półprzewodników.

- Istnieje ryzyko, że "podkopiemy się" od drugiej strony (...). Konserwując stary przemysł, będziemy podcinali nogi temu bardziej nowoczesnemu, bo jest on mocno uzależniony od dostaw z zewnątrz - tłumaczył dr Marcin Baron.

Ekonomiści wskazują też na związaną z projektem CBAM furtkę dla krajów spoza Unii, które będą domagały się ulg w opłacie, deklarując działania klimatyczne podobne do unijnych, co jednak trudno będzie zweryfikować.

W skali mikro - jak mówił prof. Tomasz Ingram z katowickiego Uniwersytetu Ekonomicznego - wprowadzenie CBAM będzie oznaczało dodatkowe koszty dla przedsiębiorców, które finalnie zapewne będą przerzucane na konsumentów towarów. Chodzi m.in. o koszty zakupu certyfikatów CBAM, koszty organizacyjne oraz związane z pozyskiwaniem i weryfikowaniem informacji dotyczących emisji CO2 m.in. u dostawców.

Naukowcy z katowickiego UE pracują obecnie nad kompleksową mapą konsekwencji wdrożenia rozwiązań związanych z CBAM. - W dłuższej perspektywie czasowej konsekwencją może być przebudowanie łańcuchów dostaw oraz podjęcie działań służących zapewnieniu stabilności zasobowej na potrzeby prowadzonej produkcji - ocenił prof. Ingram.

Patronat nad poniedziałkową konferencją, której organizatorem była Grupa Europejskich Konserwatystów i Reformatorów w Parlamencie Europejskim, objął premier Mateusz Morawiecki, który wziął również udział w debacie. Moderująca debatę europosłanka PiS Izabela Kloc jest w Komisji Przemysłu, Badań Naukowych i Energii PE sprawozdawcą projektu rozporządzenia dotyczącego CBAM. Mechanizm ma być jednym z ważniejszych instrumentów regulacyjnych, jakie Unia chce zastosować w celu utrzymania konkurencyjności unijnej gospodarki w dobie Europejskiego Zielonego Ładu. Szczegóły CBAM mają być ustalone do połowy tego roku.

***

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »