Reklama

Co rząd może zrobić, gdy szaleją ceny energii?

Trzeba wspierać biednych, zamiast rozdawać pieniądze wszystkim w czasach, kiedy ceny energii (gaz, węgiel, ogrzewanie, prąd, ropa) szaleją. Dotacje do cen, kontrola cen, obniżanie podatków na opał i paliwa nie zachęcą do koniecznego oszczędzania energii i inwestycji w energetykę odnawialną - twierdzi Międzynarodowy Fundusz Walutowy.

Dziesięcioro naukowców związanych z MFW, wśród nich Oya Celasun, zastępczyni dyrektora Departamentu Europejskiego Funduszu opublikowało artykuł, w którym zalecają, jak rządy państw Starego Kontynentu powinny zareagować na skok cen surowców energetycznych związany z wybuchem wojny. Nie ukrywają, że znaczna część państw, (podobnie jak Polska) reaguje na tę sytuację nieskutecznie.        

Gwałtowny wzrost cen energii podniósł lub niebawem podniesie koszty utrzymania wszystkich gospodarstw domowych w Europie. Ludzie będą wydawać coraz więcej na opał, ogrzewanie, prąd, gaz, wiec będą musieli zmniejszyć wydatki na dobra konsumpcyjne. Naukowcy z MFW szacują, że wzrost cen energii spowoduje skurczenie się konsumpcji średnio o blisko 7 proc., wliczając w to fakt, że jej ceny podbiją w górę ceny innych towarów i usług.

Reklama

Stanie się tak dlatego, że od początku zeszłego roku światowe ceny ropy naftowej wzrosły dwukrotnie, ceny węgla skoczyły prawie cztery razy, a ceny gazu ziemnego w Europie - prawie siedmiokrotnie. I rosną dalej, gdy tylko Rosja przykręca kurek w gazociągu Nord Stream 1. Choć np. ropa zaczęła ostatnio tanieć, nic nie zapowiada, żeby ceny surowców energetycznych wrócił do poziomów sprzed wojny na trwałe. Prognozy na najbliższe pięć lat mówią, że tak nie będzie.

Koszty utrzymania mogą jeszcze bardziej wzrosnąć w przypadku całkowitego odcięcia dostaw gazu z Rosji. Dlatego gospodarstwa domowe w Europie muszą po prostu dostosować się do wyższych rachunków za energię. Aktualne prognozy na ten rok przewidują, iż średnia cena ropy będzie o 102 proc. wyższa niż na początku 2021 roku, węgla - o 273 proc., a gazu ziemnego - o 450 proc.

Zobacz również: Morawiecki: Przyjęliśmy dwie ustawy dot. dopłat do energii

Nie ma wyjścia - ludzie powinni ponieść koszty energii

Ta sytuacja - rzecz jasna - powoduje popłoch wśród rządzących, którzy boją się, że ludziom zabraknie ciepłej wody w kranie. Zdaniem naukowców z MFW rządy powinny dopuścić do "całkowitego przeniesienia kosztów paliw i energii na użytkowników końcowych". Takie postępowanie zachęciłoby do oszczędzania energii i do rezygnacji z paliw kopalnych.

- Polityka powinna przejść od szeroko zakrojonego wsparcia, takiego jak kontrola cen, do ukierunkowanej pomocy, takiej jak transfery do gospodarstw domowych o niższych dochodach, które najbardziej cierpią z powodu wyższych rachunków za energię - napisali przedstawiciele MFW.

Skok cen energii podbił inflację w całej Europie, jednak w zróżnicowanym stopniu. Według badań naukowców z MFW, np. we Francji miał on "wkład" ok. 2,5 punktu proc. we wskaźnik wzrostu cen konsumpcyjnych w okolicach 6 proc. w skali roku. W Estonii, która ma najwyższą inflację w całej Unii, przekraczającą 20 proc., ceny energii "wniosły" do niej bez mała 15 pkt proc., czyli niemal trzy czwarte. W Polsce, w 15-procentowej inflacji wzrost cen energii ma udział w okolicach 5 punktów proc., a więc zaledwie ok. jednej trzeciej. 

W państwach Europy zróżnicowany jest udział wydatków na energię w budżetach gospodarstw domowych. Wynosi on od ok. 6 proc. w Finlandii do 13-15 proc. na Węgrzech, w Słowacji, Chorwacji i w Czechach. W Polsce to ok. 12 proc.  

Kto i ile za energię płaci

Różni się także "wrażliwość" gospodarstw domowych na wzrost cen energii. Wyższe ceny energii mają tendencję regresywną - ich wzrost bardziej odczuwają biedniejsze gospodarstwa domowe niż bogatsze. Zależy to także od różnych wzorców zużycia produktów energetycznych i wzorców kulturowych. Ryczące pięciolitrowe silniki w autach bogatych spalają znacznie więcej paliwa, ale czy to znaczy, że należy je dotować obniżając VAT lub akcyzę? Niemniej biedniejsze gospodarstwa przeznaczają znacznie większą część swojego budżetu na energię elektryczną i gaz.

Mimo to różnice kosztów energii w poszczególnych krajach są duże. Na przykład w Estonii i Wielkiej Brytanii koszty utrzymania 20 proc. najbiedniejszych gospodarstw domowych w wyniku szaleństwa cen energii wzrosną ok. dwa razy więcej niż koszty życia 20 proc. najbogatszych. Najmniejsze różnice pod względem wpływu cen energii na koszty utrzymania bogatych i biednych gospodarstw domowych są w Finlandii, Chorwacji i na Litwie. Ale i tam konieczne jest wsparcie uboższych gospodarstw domowych.

- Priorytetem powinno być wprowadzenie środków pomocy w celu wsparcia gospodarstw domowych o niskich dochodach, które mają najmniej środków na radzenie sobie z rosnącymi cenami energii - napisali naukowcy z MFW.

Jak powinna wyglądać polityka wsparcia

Do tej pory rządy reagowały na wzrost cen energii uciekając się do dotacji cen, obniżek podatków (lub akcyzy jak w polskiej "tarczy antyinflacyjnej") i do kontroli cen. Dodajmy, że nasz rząd planuje teraz oprócz dopłat do węgla wprowadzić subsydia do pelletu, LPG, oleju opałowego, drewna, a także kontrolować taryfy ciepła systemowego i zapewne także prądu.

To nie jest właściwe rozwiązanie - wynika z badań MFW.

- Tłumienie wpływu na ceny detaliczne po prostu opóźnia konieczność dostosowania się do szoku energetycznego poprzez zmniejszenie zachęt dla gospodarstw domowych i przedsiębiorstw do oszczędzania energii (...) Utrzymuje globalne zapotrzebowanie na energię i wyższe ceny - napisali naukowcy z MFW.

Według ich wyliczeń całkowite zrekompensowanie wzrostu kosztów utrzymania najuboższych 20 proc. gospodarstw domowych w Europie kosztowałoby rządy średnio 0,4 proc. PKB w całym 2022 roku. Pełne zrekompensowanie kosztów 40 proc. gospodarstw o najniższych dochodach kosztowałoby 0,9 proc. PKB. Dla porównania dodajmy, że koszt samego dodatku węglowego w Polsce to blisko 0,5 proc. naszego PKB za 2021 rok. Należy też uniknąć sytuacji, gdy ktoś przekracza nieznacznie próg dochodowy i w związku z tym nie dostaje żadnego wsparcia.

Naukowcy z MFW uważają, że nie ma silnego uzasadnienia dla subsydiowania przedsiębiorstw, których koszty rosną z powodu wzrostu cen energii. Owszem, inaczej byłoby, gdyby wzrost cen był krótkotrwały i mógłby zagrozić upadkiem rentownych firm, albo gdyby Europa stanęła w obliczu całkowitego odcięcia gazu, a kraje musiałyby racjonować gaz dla przemysłu. Ich zdaniem jednak system wsparcia dla firm trudno dobrze zaprojektować i wprowadzić, a argumenty za wspieraniem przedsiębiorstw są generalnie słabe w obliczu wieloletniej perspektywy wysokich cen energii.

Jacek Ramotowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »