Reklama

Dług publiczny może nie wytrzymać przedwyborczych obietnic

Licytacja polityków i ich walka o elektorat przybiera na sile. Liderzy partii obiecują coraz więcej, zapominając przy tym o kosztach proponowanych zmian i zapowiedzianych reform. W rzeczywistości budżet państwa jest znacznie mniej hojny niż politycy przed wyborami.

Wygląda na to, że w przedwyborczym maratonie pieniądze w budżecie państwa znajdą się dla wszystkich, a każdy pomysł pozyska finansowanie i to bez większego trudu. Gdy zapytaliśmy reprezentantów każdej partii "Jakie działania podejmą, żeby zmniejszyć zadłużenie Polski" (#WybieramSwiadomie), okazuje się, że mówią oni praktycznie jednogłośnie. Należy ograniczyć wydatki, wyeliminować luki podatkowe (w tym przy ściąganiu VAT), ograniczyć szarą strefę, walczyć z transferem kapitału do rajów podatkowych. Prawo i Sprawiedliwość idzie krok dalej i zapowiada wprowadzenie podatków bankowego i od sklepów wielkopowierzchniowych. Pojawiają się także propozycje nowej daniny od transakcji finansowych (Zjednoczona Lewica) i przywrócenia podatku obrotowego (Ruch Kukiz '15). Część partii wspólnie mówi o likwidacji PIT i CIT, uproszczeniu systemu, itd. Czy jest to możliwe do zrealizowania?

Reklama

- Realność działań proponowanych przez partie polityczne jest taka sobie. Oczywiście można je wprowadzić i na pewno część z nich będzie realizowana. Nie uleczy to wszystkich problemów i nie wystarczy na programy, które wiele z tych partii proponuje - komentuje dla Interii Piotr Kuczyński, główny analityk Domu Inwestycyjnego Xelion.

Przedwyborcza licytacja a budżet państwa

Dobrze jeśli wydatki i wpływy do państwowej kasy się bilansują, czyli w najgorszym przypadku wychodzą na równo. Lepiej jeśli wpływy przewyższają wydatki państwa, co pozwala na wypracowanie nadwyżek finansowych.

Partia KORWiN proponuje "Budżet bez deficytu". Jest to pomysł, który wielokrotnie przewijał się w historii światowych finansów. - Ojcowie założyciele Stanów Zjednoczonych dla przykładu chcieli umieścić w konstytucji zapis o braku możliwości zadłużania państwa, ale nie zrobili tego, bo uznali, ze tylko szaleniec jest w stanie zadłużać własny kraj - komentuje Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha. Normy, które były właściwe dla ojców założycieli niekoniecznie muszą być wartością dla obecnych polityków. Dlatego też każde działanie, które prowadzi do ograniczenia zadłużenia, które sprawi, że dług zamiast narastać maleje, jest pożądane. - Problemem pozostaje sam proces dochodzenia do zerowego deficytu, czyli jak to zrobić, by wyjść z długu. Jest to oczywiście możliwe. Dla przykładu rząd Estonii od lat ma na celu ograniczenie zadłużenia i dzisiaj jest w grupie dziesięciu najmniej zadłużonych krajów na świecie - podkreśla Sadowski.

- Zbilansowanie budżetu na styk jest możliwe, tylko musielibyśmy dla tego celu zmienić prawo, wydatki sztywne musiałby przestać być sztywnymi, zniknęłaby waloryzacja emerytur, itd. Gdybyśmy wprowadzili prawo równające wydatki przychodom państwa, to mielibyśmy w Polsce rewolucję. Jakby nie patrzeć brakuje w budżecie każdego roku ok. 50 mld złotych, stąd musimy się zadłużać. Bez tego należałoby komuś zabrać. Program "Budżet bez deficytu" nie jest dzisiaj ani sensowy, ani możliwy - dodaje Kuczyński.

Dług, zamiast maleć, rośnie

Zadłużenie kraju rośnie nieprzerwanie od lat. Zapędy polityków tłumią odpowiednie mechanizmy zabezpieczające przed nadmiernym wzrostem długu. Jednym z nich jest próg ostrożnościowy (graniczna wartość kwoty państwowego długu publicznego do PKB), o którym mowa w Konstytucji RP. Jego wysokość definiuje ustawa z 2009 roku o finansach publicznych i określa na poziomie 50 proc. Jednakże, w 2010 roku, gdy przekroczyliśmy ten próg, rząd Donalda Tuska zdecydował się na jego zawieszenie w 2013 roku (wysokość długu publicznego wynosiła wtedy 56 proc.). W tym samym roku doszło także do przejęcia części aktywów zgromadzonych w OFE (tzw. Skok na OFE, umorzenie obligacji wartych ok. 150 mld złotych), co pozwoliło na znaczne obniżenie krajowego zadłużenia.

Czy to coś zmieniło na lepsze? Odsunęło co prawda widmo polityki zaciskania pasa w Polsce, tym niemniej - dług ciągle rośnie i od początku 2014 roku powiększył się o 77 mld złotych. Okazuje się zatem, że przejęcie aktywów OFE i ich częściowe umorzenie niewiele dało. Dług publiczny rośnie w takim samym tempie jak wcześniej, co powinno być przestrogą dla wszystkich partii politycznych, które w przedwyborczych obietnicach pozwalają sobie na rozdawnictwo. Prognozuje się, że na przełomie 2018/2019 roku może dojść do ponownego przekroczenia progu ostrożnościowego. Dlatego obietnice polityków w kontekście wzrostu długu państwowego są tak ważne, by ten nie eksplodował przy próbie ich realizacji.

Porażająca wielkość rosnącego długu

Na skalę problemu wskazuje Forum Obywatelskiego Rozwoju, które publikuje wysokość długu publicznego w Polsce. Oficjalnie jego wysokość to ok. bilion złotych, co zdaniem FOR stanowi 59,4 proc. PKB. W zależności od metodologii, którą przyjmiemy w celu obliczania długu publicznego, jego wysokość może znacznie się różnić. - Trzeba pamiętać, że mamy dwie definicje długu - krajową i unijną. Rodzima nie uwzględnia np. funduszu drogowego. Z tego też powodu Eurostat podaje poziomy długu znacznie wyższe - komentuje Aleksander Łaszek, ekspert FOR. Według FOR, ukryty dług publiczny kraju to aż 3 biliony złotych, co daje 174,5 proc. PKB.

Reforma podatkowa pilnie potrzebna

Partie mają pomysł na własną rewolucję w podatkach. Nowoczesna proponuje 3x16 proc. - Nie ulega wątpliwości, że potwornie po kieszeni oberwaliby emeryci i ludzie mniej zarabiający. Biedniejsi płaciliby 16 proc. za żywność zamiast obecnych 5 proc. Jest to szaleńczy program, który bardzo ładnie się prezentuje - zauważa Kuczyński.

- O uproszczeniu systemu podatkowego słyszę od co najmniej 25 lat. Teraz też partie często operują tym sloganem, ale jak na razie nie pokazano mechanizmu, ani wiarygodnych propozycji jak to zrobić. 3x16 proc. to piękna numerologia, ale oferując te same stawki dla różnej konstrukcji podatków niczego nie rozwiązuje. Obniżenie VAT-u byłoby jednak pożądane - dodaje Sadowski.

Często w programie przedwyborczym padają propozycje wyeliminowania podatku CIT, co wiązać należy z faktem, że mamy szkodliwy i źle działający system podatkowy w Polsce. Stąd też wyeliminowanie podatków CIT i PIT może być jedynym rozwiązaniem. - Jeśli raport NIK wskazuje, że w Polsce legalnie od 60 do 80 proc. firm płaci podatki, to jaki jest sens utrzymywania CIT? - zastanawia się Sadowski. - Niestety nie ma realnej diagnozy po stronie partii politycznych, które rządzą bądź chcą rządzić, odnośnie do wad systemu podatkowego, który nie dość, że jest zły, to do tego jeszcze szkodliwy - dodaje.

Podatek Tobina, podatek obrotowy

- W każdej partii - zdaniem Sadowskiego - jest racjonalna propozycja zmian w systemie podatkowym, przy czym jednak - nie zakładają one zmiany jakościowej, tylko ilościową - dodaje. Nie mają one na celu usunięcia starych, nieskutecznych rozwiązań, a jedynie dołożenie kolejnych płatności, które miałby podreperować nadszarpnięty reformą budżet i nie doprowadzić do wzrostu zadłużenia państwa.

Podatek obrotowy to pomysł partii "Ruch Kukiz '15". - Podatek obrotowy na poziomie 1 proc. będzie mniej szkodliwy i tym samym lepszy dla całej gospodarki. Likwidacja PIT i CIT jest działaniem uzasadnionym, który może pozytywnie wpłynąć na finanse państwa - ocenia Sadowski.

Odmienne zdanie ma Kuczyński, który twierdzi, że nie wiadomo czy podatek obrotowy w wysokości 1 proc. byłby wystarczający, a przede wszystkim zwraca uwagę na podstawy jego funkcjonowania. - To zmodyfikowana wersja podatku od sklepów wielkopowierzchniowych. Pomysł kiepski, którego koszty zostaną przesunięte częściowo na konsumenta a częściowo na dostawcę - ocenia Kuczyński.

Saldo budżetu państwa jest to wynik różnicy pomiędzy dochodami i wydatkami. Przepisy ustawy o finansach publicznych definiują nadwyżkę budżetu państwa oraz deficyt budżetu państwa. Nadwyżką budżetu państwa jest dodatnia różnica między dochodami a wydatkami budżetu państwa, deficytem budżetowym zaś ujemna różnica tych wartości. Do deficytu albo nadwyżki budżetu państwa. nie mogą być wliczane deficyt budżetu środków europejskich albo nadwyżka środków europejskich. Oznacza to, iż saldo budżetu państwa nie może być korygowane o wynik budżetu środków europejskich. Źródło: Ustawa z 27 sierpnia 2009 r. o finansach publicznych (Dz. U. z 2013, poz. 855 z późn. zm.), art. 113 oraz art. 118.

Bartosz Bednarz

Wybory parlamentarne 2015 - #WybieramSwiadomie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »