Przedstawiciele samorządu argumentowali, że wprowadzenie kary za brak selektywnej zbiórki odpadów to realizacja noweli "Ustawy o utrzymaniu porządku i czystości w gminach", która z jednej strony nakłada obowiązek segregacji odpadów, z drugiej zaś strony wprowadza możliwość karania tych, którzy z tego obowiązku się nie wywiązują.
Ustawodawca przewidział, że kara za brak selektywnej zbiórki może wynieść 4-krotność pobieranej w danym miejscu stawki za odbiór śmieci, Olsztyn zdecydował, że wprowadzi karę 3-krotnej wysokości stawki bazowej. Oznacza to, że osoby przyłapane na braku selektywnego zbierania odpadów zapłacą 54 zł za osobę miesięcznie, ponieważ stawka aktualnie obowiązująca w Olsztynie wynosi 18 zł.
Wprowadzenie kary za brak selektywnej zbiórki poprzedziła gorąca dyskusja radnych, którzy stwierdzili, że o ile w domach jednorodzinnych każdy sam odpowiada za segregację śmieci, o tyle osoby mieszkające w blokach mogą być karane za to, że śmieci nie segreguje któryś z sąsiadów. W związku z tym radni postulowali, by miasto uruchomiło skupy butelek szklanych, PET, czy słoików (nie ma takich w Olsztynie - PAP).
Aby uniknąć odpowiedzialności zbiorowej radni prosili o wprowadzenie oznaczonych chipami worków, by można było stwierdzić, kto segreguje śmieci, a kto nie.
Dyrektor Zakładu Gospodarki Odpadami Komunalnymi Marek Bryszewski uspokajał, że samorząd nie ma na celu masowego karania mieszkańców, poza tym - jak przyznał - jednostki odpowiedzialne za odbiór odpadów będą stawiały na edukowanie mieszkańców.
Odnosząc się do propozycji wprowadzenia chipowanych worków, czy skupów odpadów Bryszewski powiedział, że takie rozwiązania są kosztowne, a ich wprowadzenie w efekcie przełożyło by się na wzrost cen odbioru odpadów.
W Olsztynie deklaracje o segregacji odpadów złożyło 92 proc. mieszkańców.









