Spis treści:
- Roszkowski: Mam nadzieję, że Rosja zostanie pariasem
- Co dalej z cenami?
Biznes INTERIA na Facebooku i jesteś na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami
Zdaniem Urszuli Cieślak embargo, które wchodzi w życie w poniedziałek, nie jest czymś, co zaskoczyło Polskę, ponieważ przygotowaliśmy się do jego wprowadzenia przez kilka ostatnich miesięcy.
- Na chwilę obecną jesteśmy zabezpieczeni w dostawy ropy naftowej i alternatywne źródła dostaw. To przyszłe tygodnie pokażą, jak ten rynek się zbilansuje, ponieważ będą to dostawy nie tylko do Polski, ale także innych krajów europejskich - powiedziała. Dodała, że "bardziej zaboli nas embargo na paliwo gotowe, w tym na olej napędowy, które będzie obowiązywało od lutego przyszłego roku".
Roszkowski: Mam nadzieję, że Rosja zostanie pariasem
- My cierpimy przez inflację, przez pochodną cen energii w innych miejscach. Miejmy nadzieję, że te sankcje zadziałają jak sankcje nałożone na Iran swojego czasu. To, że Stany Zjednoczone oraz sojusznicy nie kupowały irańskiej ropy działało na wszystkie kontrakty, jakie Iran na świecie zawierał. Miejmy nadzieję, że Rosja takim pariasem zostanie w wyniku barbarzyńskiej wojny - przypomniał Marcin Roszkowski.
Rosja może korzystać również ze swojej floty tankowców. Istnieje również duże prawdopodobieństwo korzystania z innych metod na omijanie sankcji, które były widoczne już w tym roku w krajach europejskich.
Limity 60 dolarów za baryłkę rosyjskiej ropy dotyczą transportu morskiego.
- Ta sytuacja będzie wyglądała spokojnie, ponieważ embargo i limity cenowe będą dotyczyły załadunków dokonanych po 5 grudnia. Do nas będzie jeszcze płynęła rosyjska ropa tankowcami, która została załadowana przed 5 grudnia i czas na jej rozładowanie będzie do 19 stycznia przyszłego roku - wyjaśniała Urszula Cieślak. Jednocześnie podkreśliła, że jeśli poziomy cenowe na ropę Brent i Ural będą oscylowały blisko tych aktualnych, to limit 60 dolarów za baryłkę nie wyrządzi zbyt wielkiej szkody Rosji.
- Z każdym kolejnym tygodniem spodziewam się wzrostu cen ropy na rynkach światowych, na to będzie się nakładało embargo na paliwa gotowe i ta sytuacja może się jeszcze bardziej zacieśniać. To znaczy, że będą jeszcze większe problemy w zapewnieniu tańszej ropy na rynki europejskie z innych rynków niż Rosja. To będzie podnosiło cenę i wówczas pułap cenowy zadziała - dodała.
Co dalej z cenami?
Zdaniem ekspertów Rosja wskazała, że nie zamierza sprzedawać ropy krajom, które będą stosować się do zasad limitu cenowego i nie wyklucza obniżenia produkcji ropy.
Średnie koszty wydobycia ropy w Rosji znacząco wzrosły w ostatnim roku i oceniane są w okolicach 50 USD za baryłkę. Co więcej, ponad 50 proc. kosztów to podatki, dlatego finansowa kondycja Rosji może być jeszcze mocniej naruszona.
Rosyjska ropa Ural jest obecnie sprzedawana poniżej capu cenowego, a dodatkowo Rosja może korzystać również ze swojej floty tankowców. Istnieje również duże prawdopodobieństwo korzystania z innych metod na omijanie sankcji, które były widoczne już w tym roku w krajach europejskich.
Zdaniem analityków XTB, ceny ropy Brent stabilizują się w zakresie 85-90 USD za baryłkę, a tańszy dolar w stosunku do większości walut na świecie powinien powodować spadki cen na stacjach paliw. Z drugiej strony ryzyko spadku popytu z Chin dosyć wyraźnie spadło, a na rynku może powstać luka podażowa, jeśli kraje trzecie zaczną stosować się do limitu cenowego na rosyjską ropę.
Największy problem stanowi embargo na produkty ropopochodne, które wchodzi w życie w krajach UE początkiem lutego. To właśnie na przełomie stycznia i lutego można oczekiwać największej zmienności nie tylko w cenach paliw, ale również na samej ropie.










