Euro w Polsce to powód dyskusji zarówno polityków, jak i zwykłych ludzi. Ostatnio temat wrócił za sprawą dopięcia formalności przez Bułgarię, która od 1 stycznia 2026 r. oficjalnie dołączy do strefy euro. Polacy nie chcą jednak podążać śladem Sofii.
Zapytali Polaków o wprowadzenie euro, wyniki jednoznaczne
Euro będzie musiało jeszcze zaczekać na swój czas nad Wisłą. "Do pożegnania ze złotym społeczeństwu wcale się nie spieszy" - pisze "Rzeczpospolita" w środowym wydaniu. Dziennik opublikował wyniki sondażu przeprowadzonego przez IBRiS 19-20 grudnia br.
Polaków zapytano o to, czy w przeciągu najbliższej dekady kraj powinien porzucić złotego i przyjąć euro. Odpowiedzi jednoznacznie wskazały nastroje obywateli dotyczące zmiany orzełka i zamienienia go na europejską walutę.
Jak czytamy w środowym wydaniu "Rz", przeciwko wejściu do strefy euro było ponad 62 proc. respondentów. Co ważne, aż 44 proc. wskazuje, że oponuje przeciwko przyjęciu euro w Polsce zdecydowanie.
Zwolenników przyjęcia wspólnej europejskiej waluty było zaledwie 28,5 proc. pytanych. W tej grupie tylko 10,5 proc. zdecydowanie popiera przyjęcie euro.
Rząd z jasnym stanowiskiem wobec euro
Ministerstwo Finansów jednoznacznie odcina się od spekulacji o przyjęciu euro. W czasie gdy w przestrzeni publicznej znów pojawiają się argumenty o stabilności wspólnej waluty i niższej inflacji, rząd podkreśla, że euro nie jest dziś elementem polskiej strategii gospodarczej, a złoty pozostaje kluczowym narzędziem reagowania na kryzysy.
"Nasz rząd nie planuje i nie pracuje nad wdrożeniem euro w Polsce" - deklarował w połowie grudnia na antenie Polsat News minister finansów Andrzej Domański. Jak podkreślał, ostatnie lata pokazały, że własna waluta daje Polsce realną elastyczność. Złoty - według szefa resortu - pełni rolę "stabilizatora" w okresach globalnych wstrząsów i wyraźnie się umocnił, co ma świadczyć o odporności gospodarki.
Ostrożne podejście do euro potwierdzają także dokumenty Ministerstwa Finansów. W "Monitorze Konwergencji z UGW" resort wskazuje, że przy obecnym poziomie podobieństwa gospodarki Polski do strefy euro, członkostwo mogłoby dziś generować więcej ryzyk niż korzyści. Wymieniane są m.in. różnice w strukturze gospodarek i przebiegu cykli koniunkturalnych, które ograniczałyby skuteczność wspólnej polityki monetarnej.
Na tym tle pojawił się jednak sygnał dysonansu w rządzie. Radosław Sikorski, komentując decyzję Bułgarii o przyjęciu euro, zwrócił uwagę na praktyczne zalety wspólnej waluty i napisał, że inflacja w strefie euro jest niższa niż w Polsce. "Konsumenci i przedsiębiorcy będą płacili niższe raty bez ryzyka kursowego" - pisał na portalu X szef dyplomacji.












