Reklama

Felieton Gwiazdowskiego: To jednak nie Marsjanie powodują inflację?

W ubiegły piątek pan premier Mateusz Morawiecki ogłosił w wywiadzie dla Interii, że "jeśli inflacja przekroczyłaby 8 proc., byłoby to przekroczenie poziomu alarmowego". Chwilę później GUS strzelił na alarm, że inflacja osiągnęła 8,6 proc.

Ale okazuje się, że za inflację to głównie odpowiadają Marsjanie. Bo aż "za 85 proc. jej wzrostu odpowiadają ceny surowców i żywności na rynkach światowych".

Premier Mateusz Morawiecki o Tarczy Antyinflacyjnej 2.0

Jest też druga, równoległa narracja. Inflacja to wina "prywaciarzy" - którzy podnoszą ceny i swoje marże, no i jeszcze troszeczkę ludzi (bo "inflacja dzieje się  w głowach"), którzy robią zakupy na zapas (pewnie dlatego, że się boją, że "prywaciarze" jeszcze bardziej podniosą ceny).

Reklama

Jak takie rzeczy mówią i piszą ekonomiści na państwowych posadach albo w spółkach Skarbu Państwa, to ja się nie dziwię - taka to już robota. Ostatecznie prawnicy też tak mają. Jak powiedział mi dawno temu znany przedwojenny jeszcze adwokat: "Jak się wynająłeś w charakterze psa, to musisz szczekać".

Ale ekonomiści niezależni trzymają się podobnej narracji. Po pewnym zastanowieniu im też się postanowiłem nie dziwić. Ostatecznie to nie ich wina, że na uniwersytetach, na których pobierali naukę, dominuje taki, a nie inny paradygmat ekonomiczny.

Zacznijmy od przyjrzenia się cenom surowców na tych "rynkach światowych". Na przykład cenom ropy. Jak mam rafinerię, a nie mam ropy ze swoich złóż, albo mam jej mniej niż moce produkcyjne mojej rafinerii, to jestem zainteresowany, żeby zawrzeć kontrakt terminowy z kimś, kto wydobywa ropę, a nie ma rafinerii, albo ma więcej ropy niż moce przerobowe jego rafinerii, że dostarczy mi na dany termin daną ilość ropy po uzgodnionej cenie.

Jak jestem producentem kauczuku, to jestem zainteresowany, żeby zawrzeć z jakąś petrochemią umowę, że dostarczy mi na dany termin daną ilość butadienu do produkcji tego kauczuku po uzgodnionej cenie.

Jak jestem producentem opon, to jestem zainteresowany, żeby zawrzeć z producentem kauczuku umowę, że dostarczy mi na dany termin daną ilość kauczuku po uzgodnionej cenie. Jak jestem producentem samochodów, to jestem zainteresowany, żeby zawrzeć z producentem opon umowę... 

Ale po "rynku" kręcą się jeszcze "instytucje finansowe". Mają furmanki pieniędzy "wypłukanych z powietrza" - to znaczy wyemitowanych przez banki centralne - i "wykreowanych" przez banki komercyjne (jak to się robi - pisałem w felietonie "Dlaczego system bankowy nie padnie?"). I uprawiają hazard. Zawierają między sobą umowy, że kupią/sprzedadzą w przyszłości po uzgodnionej cenie daną ilość ropy, butadienu czy kauczuku, których w ogóle nie potrzebują i będą je musieli odsprzedać komuś innemu. Jest to dla nich gra o sumie zero. Obie strony takiej umowy liczą na zarobek, ale jedna z nich jest w błędzie. Taka jest natura gry o sumie zero - wygrać może tylko jedna strona. Gdyby nie te "pierdyliony" dolarów i euro walających się na "rynkach", takich zakładów by było dużo mniej.

Ale ropa naftowa to przynajmniej jest. Na złość katastrofistom klimatycznym, którzy od końca lat 60. ogłaszali kolejne daty, kiedy się ona skończy (już dawno one minęły). Podaż ropy bywa jednak sztucznie ograniczana (przez producentów zmniejszających jej wydobycie), by zwiększyć jej cenę. Ale jej cena może się zwiększyć tylko wtedy, gdy spadkowi podaży nie towarzyszy spadek popytu, który zależy już nie od jakiejś jednorazowej decyzji jakiegoś gremium, tylko od sytuacji gospodarczej. Teraz uwaga: wzrost gospodarczy wpływający na popyt na ropę dominująca szkoła ekonomii wiąże z inflacją. Jak "wydrukujemy" więcej pieniędzy, mamy szybszy wzrost, to i mamy... wyższy popyt na ropę. No, ale mamy wyższą inflację.

Na rynku żywności jest podobnie, choć nie tak samo. Rolnik uprawiający soję jest zainteresowany, żeby ją sprzedać, a producent mleka sojowego, żeby ją kupić. Ale może być susza. Jak będzie susza, to ceny soi wzrosną i jak jej producent wcześniej zobowiąże się, że ją sprzeda po cenie z poprzedniego roku, to może stracić. Dlaczego jedynie "może"? Bo jak będzie duża susza, to może nie mieć tyle soi, ile zobowiązał się dostarczyć, więc nawet wzrost jej ceny mu nie pomoże, bo przecież musi wykonać swoje zobowiązanie. Jakby był urodzaj - byłoby odwrotnie. Ale fundusze inwestycyjne nie uprawiają soi ani nie produkują mleka. Uprawiają spekulacje, które nie byłyby możliwe na taką skalę, gdyby nie skala "produkcji" pieniędzy.

Ceny surowców rosną przez Putina. Bo jak my nie chcemy jego gazu, to dobrze. A jak on nam nie chce sprzedawać tanio gazu - to źle. Od 2004 roku walczymy bohatersko z Nord Stream (teraz z numerkiem "2") i przy okazji także z gazociągiem Jamalskim. To przecież my oświadczyliśmy, że nie chcemy jego drugiej nitki. No to mamy droższy gaz.

Gdy mamy drogi gaz, to... drogie mamy nawozy azotowe, do produkcji których potrzebny jest gaz. A te nawozy używane są przecież do... produkcji żywności, której ceny rosną, powodując inflację. Pamiętacie państwo reakcję na to, jak "ruski" Acron chciał kupić produkujące te nawozy Zakłady Azotowe w Tarnowie? Pewnie nie pamiętacie, więc przypomnę: "nie możemy sprzedać Rosjanom Tarnowa, bo... będą kupować tani gaz bezpośrednio od Gazpromu, co będzie szkodliwe dla PGNiG". No to mamy drogi gaz z PGNiG i jest fajnie.  

Są jeszcze wstrętni "prywaciarze". Niestety w odróżnieniu od Orlenu, który "opłatę emisyjną" obiecał "wziąć na siebie", żeby paliwa nie zdrożały, nie chcą brać na siebie podwyżek podatków. Przypomnę więc nieśmiało, że właśnie rząd im podatki podwyższył. A tłumaczyłem już w tym miejscu (Felieton Gwiazdowskiego: Fiskalne iluzje) "jak chłop krowie na rowie", że podatki są przerzucalne. Prywaciarze jak mogą chwilowo zwiększyć swoje marżę, żeby jak najmniej zmniejszył się im dochód netto po opodatkowaniu, to tak właśnie zrobią. No i zrobili, jak pisałem.

To jednak nie Marsjanie powodują inflację. 

Robert Gwiazdowski

Autor felietonu wyraża własne opinie.

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Jeśli chcesz otrzymywać powiadomienia Messengerem o kolejnych felietonach Roberta Gwiazdowskiego kliknij tutaj

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »