Reklama

Filar: Wiek emerytalny musi pójść w górę

Z naszych spotkań z premierem wynika, że rząd będzie czekał na dobrą koniunkturę wyborczą - mówi w Kontrwywiadzie RMF FM Dariusz Filar, członek Rady Gospodarczej przy premierze. Dopiero przyszłoroczne wybory mogą otworzyć drogę do wprowadzania reform, które mogłyby wywołać nieprzychylne reakcje społeczne. Nieuniknione jest podwyższenie wieku emerytalnego. Nie widzę także sensu utrzymywania systemu becikowego i ulgi prorodzinnej - mówi ekonomista.

Konrad Piasecki: Panie profesorze, nie wścieka się pan na rząd?

Dariusz Filar: Nie, to nie byłoby właściwe słowo na określenie moich emocji.

A nie ma w panu zniecierpliwienia, że rząd, zdając sobie sprawę z sytuacji gospodarczej, jaka jest, nie weźmie się ostro za reformy, nawet te trudne, nawet te niepopularne?

- Ja doskonale rozumiem to, że rząd znajduje się w samym środku cyklu wyborczego. I ten cykl zakończy się dopiero po wyborach parlamentarnych. Równocześnie rząd widzi, co się dzieje w Europie, że jakiekolwiek próby faktycznych reform - przede wszystkim w sferze fiskalnej - od Grecji po Paryż, wywołują bardzo ostre, negatywne reakcje społeczeństw. Ja myślę, że jak to wszystko weźmie się pod uwagę, to można tę powściągliwość rządu w obecnym okresie zrozumieć.

Reklama

Pan mówi o cyklu wyborczym, a ja pamiętam, że 4 miesiące temu, przed wyborami prezydenckimi, słyszeliśmy dokładnie to samo. "Dajcie nam prezydenta, a pokażemy wam, jak będziemy pięknie reformować". A teraz słyszymy, że Donald Tusk będzie promował politykę ciepłej wody w kranie.

- No i pewna część ustaw ma jednak szansę przejść jeszcze w tym roku.

No, reforma zdrowia, która wyła już, żeby ją wreszcie przeprowadzić.

- I całe szczęście, że będzie przeprowadzana.

A nie uważa pan na przykład, że reforma wieku emerytalnego, że podwyższenie wieku emerytalnego to jest coś, co jest nieuniknione i prędzej czy później musimy się z tym spotkać?

- Oczywiście. Ja jestem całkowicie przekonany o tym, że wiek emerytalny musi pójść w górę. W pierwszym okresie musi wystąpić wyrównywanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn, z tym, że prawidłowo przeprowadzona reforma w tym zakresie to jest zasygnalizowanie tego odpowiednio wcześniej i przeprowadzenie dokładanie tych kolejnych lat pracy powinno być rozłożone w czasie.

To uważa pan, że kiedy ruszymy, to znaczy kiedy pierwszy Polak dowie się i kiedy pierwszy Polak przejdzie na emeryturę choćby miesiąc później niż dzisiaj?

- Ja myślę, że takim zasadniczym punktem zwrotnym będą przyszłoroczne wybory parlamentarne. Jeżeli one pozwolą na skonstruowanie takiego układu w parlamencie, który będzie się opowiadał za reformami, to - wydaje mi się - to będzie ostatni moment, żeby je rozpocząć.

A'propos reformy wieku emerytalnego: zwrócił pan uwagę, ile lat miał najstarszy górnik, który wyjeżdżał z kopalni w Chile?

- Nie, nie zwróciłem na to uwagi.

63 lata. U nas górnik w tym wieku to coś, za co związkowcy rozszarpaliby i dziennikarzy i ekonomistów i polityków, którzy robią takie rzeczy.

- I mamy kolejny element odpowiedzi na zadane przez pana pytanie: jak zareagują na to wszystko, co trzeba zrobić, nasze związki zawodowe, które w liczbie do kilkunastu działają w jednym zakładzie pracy.

A w wariancie idealnym będziemy pracować do którego roku życia? W wariancie idealnym dla państwa...

- Nie wiem, czy jest taki wariant idealny. Będziemy pracować dłużej. Ja chciałbym zwrócić uwagę na to, że to, co już zostało zrobione w zakresie emerytur, czyli wprowadzenie emerytur pomostowych, daje szansę na wydłużenie efektywnego wieku przechodzenia na emeryturę. Dlatego, że my nie tylko mamy tę granicę 60 i 65, ale faktem jest to, że Polacy odchodzili na emeryturę znacznie wcześniej. W tej chwili ten proces bardzo wczesnego odchodzenia na emerytury został zahamowany, a wydłużenie formalnego wieku emerytalnego to będzie po prostu tego kontynuacja.

Panie profesorze, a czy widzi pan sens utrzymywania obecnego systemu becikowego i ulgi prorodzinnej?

- Nie, nie widzę sensu. Becikowe, które jest w jednakowej wysokości wypłacane ludziom słabo zarabiającym i bardzo dobrze zarabiającym, społecznie nie ma żadnego sensu. Ulga prorodzinna z kolei jest tak skonstruowana, że gorzej zarabiającym rodzicom nie pozwala jej wykorzystać. W Polsce jest potrzebne wsparcie rodzin z większą liczbą dzieci, ale tu rzeczywiście konstrukcję trzeba zmienić.

I uważa pan, że rząd Tuska, w tej czy w następnej kadencji, będzie miał odwagę, żeby to zrobić?

- Myślę, że to nastąpi.

A kiedy rada gospodarcza, a rozumiem, że tak jest, mówi premierowi: "Panie premierze, Panie Donaldzie, trzeba ruszyć, trzeba szybciej, trzeba odważniej", to co premier wam odpowiada?

- Ja mogę powiedzieć tak: w radzie gospodarczej ścierają się różne poglądy i my staramy się jak najgłębiej analizować sytuację. Natomiast polityczny wydźwięk tych naszych rozmów jest mniej więcej taki, jak powiedziałem przed chwilą.

Czyli, że czekać na koniunkturę wyborczą.

- Tak, istotny jest cykl wyborczy, istotne jest to, że reformy przeprowadzane w sposób zbyt drastyczny w chwili obecnej mogłyby wywołać bardzo negatywne opinie społeczne.

A nie jest tak, że w duchu pan sobie czasami myśli, że Polacy jednak bardziej doceniliby odwagę niż kunktatorstwo, że potrzebują męża stanu, który spojrzy im w oczy i powie: "Drodzy rodacy, reformy są nieuniknione, nawet te trudne"?

- To by mi się bardzo podobało, tylko kiedy się zastanawiam nad pojęciem męża stanu tak serio i głęboko, to nie widzę tu wyłącznie odwagi jednostki i śmiałości myślenia jednostki. To jest pewna konstrukcja. Mąż stanu pojawia się wtedy, kiedy jest ta właśnie śmiało myśląca jednostka, ale równocześnie jest odpowiednie poparcie polityczne na poziomie parlamentu i jest zrozumienie społeczne. W moim przekonaniu, męża stanu się w jakimś sensie konstruuje w społeczeństwie. On się wyłania z pewnego procesu i wydaje mi się, że byłoby dobrze, żeby taki proces w Polsce się zaczął. Zbyt długiego czasu na jego przeprowadzenie nie ma. Tak, jak powiedziałem, po wyborach parlamentarnych przyszłego roku to będzie ostatni moment.

To na koniec krótko proszę. Giełda bije rekordy, złoty się umacnia. Cieszyć się, czy traktować to jako kaprys spekulantów?

- Ja traktuję to zawsze z pewnym dystansem.

A uważa pan, że... bo widzimy, że inflacja się podwyższa. Podwyżka stóp procentowych jest nieunikniona?

W moim przekonaniu zbliżamy się do takiego momentu. Ja znowu wykorzystam dla celów dydaktycznych tę naszą rozmowę. Stopy podnosi się zawsze z perspektywy wielokwartalnej, przynajmniej 7-kwartalnej. Tak, że myśląc o inflacji w roku 2012, trzeba się w tej chwili nad podwyżkami poważnie zastanawiać.

Inflacja, bezrobocie, PKB - zobacz dane z Polski i ze świata w Biznes INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »