Reklama

Gazprom z przewagą nad Węgrami

Gazprom wybrał doskonały czas na podpisanie wieloletniej umowy na dostawy gazu z Węgrami. Rekordowo wysokie ceny błękitnego paliwa na rynku i ograniczona dostępność LNG utrudniły Węgrom negocjacje. Budapeszt liczył, że dostępne będą alternatywne szlaki dostaw, co w założeniu miało pomóc w negocjowaniu lepszych warunków. Z dwóch dodatkowych kierunków udostępniony został jednak tylko jeden - pisze w swojej analizie Ośrodek Studiów Wschodnich.

Kilka dni temu, 27 września, Gazprom Export podpisał z węgierską państwową spółką MVM dwa nowe długoterminowe kontrakty gazowe. Przewidują one dostawę do 4,5 mld m sześc. gazu rocznie. Umowy zawarto na 15 lat, z możliwością renegocjacji po 10 latach. Nie podano informacji na temat cen, przedstawiciele węgierskich władz zapowiadali jedynie, że cena będzie "korzystniejsza niż w poprzednim kontrakcie" z lat 1996-2015.

Zmienione mają być szlaki dostaw. Błękitne paliwo będzie odbierane na granicy z Serbią, poprzez Turecki Potok i łącznik węgiersko-serbski (3,5 mld m sześc. rocznie) oraz na granicy z Austrią (1 mld m sześc.). Tymczasem do tej pory 80 proc. gazu trafiało na Węgry tranzytem przez Ukrainę. Zmiana trasy wywołała krytykę resortu spraw zagranicznych Ukrainy, która w tej układance została pominięta.

Reklama

- Stanowi to zwieńczenie wieloletnich starań Rosji o zaopatrywanie Węgier i państw Europy Południowo-Wschodniej z pominięciem Ukrainy. Pierwotnie miał to umożliwić (nieukończony) projekt South Stream, a po jego zawieszeniu - wybudowanie gazociągu TurkStream i połączeń systemowych między Turcją, Bułgarią, Serbią i Węgrami - piszą w swojej analizie Szymon Kardaś i Andrzej Sadecki z Ośrodka Studiów Wschodnich.

Sieci gazowe Węgier i Serbii zostały połączone w lipcu tego roku. Roczna przepustowość między krajami wynosi 8,5 mld m sześc. Analitycy zaznaczają, że konieczna jest jeszcze rozbudowa infrastruktury przesyłowej po stronie węgierskiej, gdzie brakuje 15-kilometrowego odcinka. Według planów ma on być gotowy w październiku.

Węgry są w dużym stopniu zgazyfikowane. Aż 95 proc. surowca importują z Rosji. OSW zaznacza, że Budapeszt próbował odwlekać od 2015 r. podpisanie kolejnej wieloletniej umowy, licząc, że dywersyfikacja szlaków dostaw poprawi pozycję negocjacyjną kraju, jeśli chodzi o ceny. Udało się połowicznie. Węgry mają bowiem dostęp do dostaw z terminala LNG w Chorwacji, ale nie ziścił się plan zakładający dostęp do złóż czarnomorskich w Rumunii.

W analizie zaznaczono, że Węgry domagały się korzystniejszej ceny jako rekompensaty za utratę wpływów z części tranzytu rosyjskiego gazu po uruchomieniu Tureckiego Potoku. Jednak na przeszkodzie stanęły obecne uwarunkowania - bardzo wysokie ceny gazu i ograniczona dostępność LNG. Lepszego czasu na podpisanie takiej umowy Gazprom nie mógł sobie wymarzyć.

- Dodatkowo każda umowa na dostawy gazu do odbiorców europejskich poprzez nowo wybudowane przez Rosję gazociągi (TurkStream, Nord Stream 2) zmniejsza tranzytową zależność Rosji od Ukrainy, a zarazem wzmacnia pozycję negocjacyjną Moskwy w ewentualnych rozmowach z Kijowem na temat przedłużenia obowiązującego do 2024 r. rosyjsko-ukraińskiego porozumienia tranzytowego - zauważają autorzy raportu.

Poza tym w warunkach coraz większego znaczenia giełd i krótkookresowego handlu, waga pojedynczych długoterminowych kontraktów zawieranych przez Gazprom jest ważna z punktu widzenia utrzymania silnej  pozycji na kluczowym, europejskim rynku zbytu.

Po podpisaniu przez Węgry i Rosję umowy ukraińskie MSZ wydało oświadczenie, w którym podkreśliło, że Ukraina uważa umowę za "wyłącznie polityczną, nieuzasadnioną ekonomicznie decyzję, podjętą dla zadowolenia Kremla i na szkodę narodowym interesom Ukrainy i ukraińsko-węgierskim stosunkom".

Minister energetyki Ukrainy Herman Hałuszczenko rozmawiał w Brukseli o "możliwym naruszeniu zasad konkurencji" w związku z kontraktem. Spotkał się tam z wiceszefem Komisji Europejskiej Maroszem Szefczoviczem i komisarzem ds. energii Kadri Simson.

W odpowiedzi na te informacje szef węgierskiej dyplomacji Peter Szijjarto wyraził na Facebooku oburzenie decyzją Ukrainy, że zwróci się do KE o ocenę zgodności węgiersko-rosyjskiej umowy gazowej z prawem europejskim w dziedzinie energetyki.

Monika Borkowska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »