Reklama

Hotele liczą na tarczę, myślą o pozwach

Co piąty hotel w Polsce w grudniu 2020 r. był zamknięty, a w większości działających frekwencja nie przekraczała 10 proc. - wynika z publikowanej dziś ankiety Izby Gospodarczej Hotelarstwa Polskiego. Branża liczy na wsparcie z Tarczy Finansowej 2.0. Zleciła też ekspertyzy dotyczące podstaw prawnych lockdownu.

Mimo lockdownu hotele mogą przyjmować gości z wyznaczonych grup zawodowych. Zgodnie z grudniową decyzją rządu, oprócz wcześniej wskazanych lekarzy, pacjentów i sportowców, nocować mogą m.in. pracownicy cywilni Sił Zbrojnych RP, policjanci, funkcjonariusze ABW, Agencji Wywiadu, Służby Więziennej czy podróżujący po kraju dziennikarze. Tak wąsko zdefiniowane grupy przekładają się na znikomą liczbę gości.

Reklama

  Z ankiety IGHP wynika, że wśród otwartych obiektów 84 proc. odnotowało średnią frekwencję poniżej 20 proc., z czego aż 62 proc. - poniżej 10 proc. Frekwencję powyżej 30 proc. zadeklarował zaledwie co dwudziesty hotel. Działo się tak mimo, że ceny w hotelach były w grudniu niższe niż w tym samym miesiącu 2019 r. Oprócz trwającego lockdownu, jedną z przyczyn był brak zagranicznych gości. W zdecydowanej większości placówek (92 proc.) ich odsetek stanowił niespełna 10 proc. wszystkich odwiedzających.

"Nastroje w branży hotelarskiej są coraz gorsze, aż 83 proc. hoteli wskazało na bardziej pesymistyczne niż w poprzednich miesiącach. Jest to dramatyczne pogorszenie sytuacji, odpowiadające fatalnym prognozom biznesowym dotyczącym przyjętych rezerwacji na kolejne miesiące" - czytamy w komentarzu do ankiety IGHP.

Zagrożona płynność

W opinii Izby, lista grup dopuszczonych do korzystania z hoteli wciąż nie jest pełna. Nie znaleźli się na niej np. przedstawiciele prywatnych firm - potencjalni goście miejskich hoteli, które stanowią około 70 proc. wszystkich i najbardziej potrzebują pomocy. Wiele z nich, nawet położonych w centrum Warszawy, stoi zamknięta. Te, które działają, mają kilkuprocentowe obłożenie. Dla porównania - w 2019 roku frekwencja w nich wahała się od 60 do 80 proc. 

  - Hotel wychodzi na zero średnio przy 50-proc. obłożeniu - mówi Interii Marcin Mączyński, sekretarz generalny IGHP. I wskazuje na Kraków, jeszcze niedawno miasto masowo odwiedzane przez turystów, głównie zagranicznych. - Tłumnie było jeszcze w lutym 2020 roku, a później Kraków zamarł. Od tej pory krakowskie hotele są praktycznie puste - podkreśla.  

Przytłaczająca większość ankietowanych hoteli wskazuje, że dalsza pomoc rządu jest "absolutną koniecznością dla przetrwania". Dla 86 proc. z nich jest ona niezbędna do utrzymania płynności finansowej w 1 kwartale 2021 r. 84 proc. ankietowanych hoteli ma lub deklaruje, że w najbliższym czasie będzie miało, trudności związane z utrzymaniem płynności finansowej. 

Nadzieje w tarczy

Aby ratować sytuację, sektor rozpoczął walkę o dodatkowe wsparcie. Nie znalazł go w grudniu, bo nie został objęty tarczą pomocową 6.0. - Od lockdownu, który rozpoczął się na początku listopada, pierwsza pomoc dla hotelarzy, Tarcza Finansowa PFR 2.0, ruszyła w piątek, 15 stycznia - zwraca uwagę sekretarz generalny IGHP. Dzięki interwencji miedzy innymi Izby, pomoc z Tarczy 2.0 dostaną też sanatoria i hotele usytuowane w zabytkowych obiektach. 

Hotele, żeby przetrwać, zostały zmuszone do zwolnienia połowy pracowników. Według listopadowej ankiety IGHP, jest to ponad 80 tysięcy osób. - Nie było z czego płacić im pensji - wyjaśnia Marcin Mączyński. I przypomina, że wielu ze zwolnionych to osoby stanowiące stałą i dobrze wyszkoloną kadrę, w którą hotele inwestowały i kompletowały przez lata. W obliczu bankructwa stanęło też wiele firm z tzw. łańcucha dostaw. - Chociażby firmy kosmetyczne, które świadczą usługi na rzecz branży, specjalistyczne pralnie czy firmy IT obsługujące hotelowe oprogramowania - wylicza sekretarz generalny IGHP. 

Prawnicy pracują, as w rękawie

Aby upewnić się, czy nie zostały złamane przepisy, Izba zleciła paru kancelariom prawnym opracowanie ekspertyz. Jednak nie będzie szła drogą Związku Polskich Pracodawców Handlu i Usług, którzy rozważają pozwy wobec Skarbu Państwa o odszkodowania.

- Uważam, że to nie jest najlepszy czas na składanie pozwów zbiorowych. To nie są pozwy, których wyroki zapadają szybko. Popatrzmy na frankowiczów. Jeśli już, to będziemy raczej szli w stronę pozwów indywidualnych, w których przedsiębiorcy będą skarżyli Skarb Państwa. Mamy jeszcze asa w rękawie, którego niedługo pokażemy. Dzisiaj dla nas najważniejsza jest pomoc dla naszych członków w prawidłowym złożeniu wniosków do PFR o Tarczę 2.0. Cieszę się ze pierwsze wnioski zostały już rozpatrzone. Liczę ze w tym tygodniu przelewy pojawią się na kontach hotelarzy - wyrażał nadzieję sekretarz generalny IGHP.

Marcin Mączyński przyznał, że doskonale rozumie dramatyczną sytuację i desperację przedsiębiorców w utrzymaniu swoich firm i miejsc pracy. Szczególnie tych biznesów, których obecne wsparcie nie dotyczy.

- Jest sporo przedsiębiorstw, które otworzyły się na początku 2020 roku i poza jednorazową, bezzwrotną pożyczką w wysokości 5 tys. zł nic więcej nie dostały od rządu do dnia dzisiejszego - wskazuje rozmówca Interii. Jego zdaniem, większość hoteli nie pójdzie śladami niektórych restauracji, które mimo rządowego zakazu postanowiły otworzyć lokale dla klientów. Zrobiły to po dwóch decyzjach sądów administracyjnych, które uznały, że rząd nie może wprowadzać ograniczeń bez ogłoszenia wcześniej stanu klęski żywiołowej.

- Przypominam, że to jest decyzja pierwszej instancji. Nie wiadomo, jaka zapadnie w drugiej. Nie można podpierać się nieprawomocnymi wyrokami - argumentuje sekretarz generalny IGHP. Przypomina, że z pomocy rządowej nie mogą korzystać firmy, które łamią przepisy związane z obostrzeniami lockdownowymi.  

 Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Z ankiety przeprowadzonej przez Izbę wynika, że na osiągnięcie zysku hotele będą musiały poczekać do końca 2022 roku. Niemal wszystkie (97 proc.) prognozują powrót do poziomu przychodów z lat 2018-19 nie wcześniej niż w roku 2022. Hotelarze liczą na szybkie zakończenie lockdownu. Marcin Mączyński przyznaje, że nie wie, co zdarzy się 1 lutego - dzień po zakończeniu rządowych obostrzeń wobec hoteli.

- Myślę, że nikt w Polsce nie zna tej odpowiedzi. Nie jestem optymistą. Kraje przedłużają obostrzenia. Musimy obserwować, co się dzieje w Wielkiej Brytanii, Czechach, Niemczech czy we Francji. I wtedy będziemy mogli coś powiedzieć - zapowiada Marcin Mączyński. 

Ewa Wysocka

Dowiedz się więcej na temat: turystyka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »