Reklama

Kina odbudowują się po pandemii. Jest jednak sporo do zrobienia

Od początku roku do minionego weekendu sprzedano w Polsce 37 mln biletów do kin - wynika z szacunkowych danych boxoffice.pl. To ponad 60 proc. wyniku za cały 2019 rok. - Jest nieźle, jednak zdecydowanie słabiej niż przed pandemią radzą sobie polskie produkcje - mówi Interii Joanna Kotłowska, prezes Polskiego Stowarzyszenia Nowe Kina.

Weszliśmy w okres wysokiej inflacji. Mocno wzrosły też koszty działalności kin, które musiały częściowo przełożyć ten wzrost na ceny biletów. Kotłowska zaznacza, że kina wciąż prawie 50 proc. ceny biletu przekazują dystrybutorowi. - Zobaczymy, jak od nowego roku będą kształtowały się ceny energii. Jako branża widzimy to czarno, o ile rząd nie włączy wszystkich kin pod nową ustawę gwarantującą niższe stawki za prąd - mówi.

Historycznie takie okresy spowolnienia gospodarczego sprzyjały wysokiej frekwencji w kinach. - Ludzie w cięższych czasach chętnie odrywają się od bieżączki i idą do kina. Kino jest jedną z ulubionych rozrywek w naszym kraju. Oczywiście musimy zadbać o to, by na ekranach były dobre filmy - zaznacza prezes stowarzyszenia.

Reklama

Przed nami gorący okołoświąteczny okres, na dużym ekranie pojawi się wiele filmów w tym Avatar i Czarna Pantera, ale też wiele krajowych tytułów.

Polskie filmy tracą widownię

- Sporo dobrego wydarzyło się w ostatnich latach. Pan premier Piotr Gliński wprowadził m.in. ustawę o zachętach, w wyniku czego z budżetu państwa oferowane są producentom środki, które mają ich zachęcać do realizacji koprodukcji w Polsce. Kina otrzymały sporą pomoc w pandemii, co pomogło im przetrwać ten trudny czas. Jest jednak sporo wyzwań na niższym poziomie, którymi należy się zająć - mówi Interii Kotłowska.

W trakcie lockdownu kina zostały mocno doświadczone, ale sprzedaż szybko się odbudowuje. W same Święto Kina, 30 października, sprzedanych zostało pół miliona biletów, a w cały weekend - ponad 800 tys. To dobry rezultat. - Wyniki są niezłe, ale jeśli chodzi o polską produkcję i polskie firmy, jest dużo do zrobienia. Polskie firmy sprzedają się dużo słabiej niż przed pandemią. W przeszłości udział biletów na polskie firmy wynosił 30 proc. całości sprzedaży, teraz jest to około 15 proc. - zaznacza rozmówczyni Interii.

Trzeba zawalczyć o duże produkcje

Zwraca uwagę, że słabo prezentuje się kino historyczne. Od dłuższego czasu na ekrany trafiają filmy oparte o polskie wartości, historię, które mimo wysokich budżetów nie rezonują wśród widowni zgodnie z pokładanymi w nich nadziejami. Próby wielkich produkcji w ostatnich latach także nie przyniosły nam hitów kinowych. - Brakuje spektakularnych produkcji. Wystarczy wspomnieć "Pana Tadeusza", na którego sprzedano 7,2 mln biletów, czy "Quo vadis", gdzie sprzedaż wyniosła 4,3 mln biletów, a były to czasy, gdzie w Polsce mieliśmy kilkaset ekranów. To były duże tytuły - mówi Kotłowska. Dla porównania, w 2019 r. najlepszy film polski miał ponad 2 miliony sprzedanych biletów, a każdy następny z pierwszej piątki ponad milion. W tym roku żaden krajowy film nie doszedł do miliona.

Jej zdaniem, warto wspierać duże produkcje, których premiera byłaby ważnym wydarzeniem w kraju, ale które zainteresowałyby również widza za granicą. - Ale również w przypadku mniejszych tytułów powinniśmy spróbować na nowo dotrzeć do widza, który ma dziś inne oczekiwania. Także film komercyjny musi być dobrej jakości. Historia i realizacja projektu musi zachęcić ludzi do wyjścia do kina. Mamy też dobrą tradycję w tworzeniu kina artystycznego, nasi twórcy dostają na festiwalach nagrody, mogą stawać w szranki z producentami i twórcami z całego świata - mówi Kotłowska.

Gdyby polskie filmy sprzedawały się tak, jak przed pandemią, mielibyśmy w tym roku 6 - 8 mln więcej sprzedanych biletów. Bo filmów wchodzi na rynek bardzo dużo. W 2022 r. na ekrany kin weszło około 60 polskich tytułów, podczas gdy w  rekordowym 2019 r. było to 50 tytułów.

Większa liczba twórców powinna korzystać ze wsparcia

Co trzeba więc zmienić? Według prezes stowarzyszenia potrzebne jest przeredagowanie polityki wspierania filmów. Dziś mamy sytuację, w której jest relatywnie wąska grupa producentów otrzymujących dofinansowanie od PISF. A - jak zaznacza - budżet tej instytucji jest przecież duży, wynosi ok. 300 mln zł. - Mogłaby z tego skorzystać większa liczba twórców. Szersze spektrum producenckie i twórców dałyby nam szansę na lepszy rozwój polskiej kinematografii - uważa.

Kotłowska wyjaśnia, że mamy ustawę o kinematografii, w której jest zapisana opłata na PISF w wysokości 1,5 proc. wartości sprzedaży biletów i reklam. Opłaty wnoszą kina, ale też telewizje i platformy (od reklam). Z tego tytułu pochodzi rocznie ok. 200 mln zł. Pozostałe 100 mln zł to środki na tzw. "zachęty" pochodzące bezpośrednio z budżetu państwa.

Ustawa o "zachętach" dotyczy koprodukcji. Producent musi spełnić warunki ustawy, wówczas może odliczyć do 30 proc. poniesionych w Polsce kosztów kwalifikowanych. Mowa o kwocie nawet do 15 mln zł. - Ale obecne zapisy ustawy powodujące m.in. uznaniowość decyzji PISF sprawiają, że polskie firmy świadczące usługi serwisowe, np. robiące efekty specjalne do filmów, są dużo mniej konkurencyjne od takich samych firm np. w Kanadzie. Polskim firmom umykają duże kontrakty, z których zyski mogłyby posłużyć inwestycjom w bazę produkcyjną - ocenia Kotłowska.

A inwestycje takie bardzo by się przydały, bo baza produkcyjna w Polsce jest stara. W tym wyścigu - jak zaznacza rozmówczyni Interii - nawet w naszym regionie wyprzedziły nas o kilka długości Czechy czy Węgry. - Szkoda też, że nie udało się od kilku lat zrealizować w Polsce żadnej spektakularnej światowej produkcji filmowej. A szanse były - dodaje.

Pożyczki dla producentów?

W tej chwili wszyscy mierzą się z wyzwaniem, jakim jest szalejąca inflacja. Dotyczy to również branży filmowej. Rosną koszty produkcji, coraz trudniej jest zebrać budżet na film. - PISF powinien dbać o płynność producentów, to także terminowe płatności dla twórców. Można pomyśleć o pożyczkach, kredytach na realizację filmów, wspieranych przez państwo. Ułatwiłyby realizację produkcji, kampanię promocyjną i umożliwiły szybsze wprowadzenie tytułu na ekrany, dzięki czemu szybciej zaczyna on zarabiać - mówi Kotłowska.

W grę wchodzą spore pieniądze. Przeciętny koszt produkcji krajowej to ok. 8 mln zł. Nie mówimy tu oczywiście o wielkich produkcjach historycznych, bo te są droższe. PISF, z opłat wnoszonych przez telewizje, platformy czy kina, może obecnie dofinansować do 6 mln zł na jeden film, dodatkowo w wyjątkowych przypadkach film może być też wsparty specjalną dotacją celową.

Monika Borkowska 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »