Reklama

Kolej dużych prędkości połączy Wrocław z Warszawą do 2035 roku

Wrocław nie miał nigdy szczęścia do połączenia kolejowego z Warszawą, ale najnowsze plany rządowe zapowiadają diametralną zmianę w tym względzie. Nie będzie to jednak rewolucja, a stopniowa ewolucja, choć ma się zakończyć powstaniem kolei dużych prędkości między tymi miastami.

Stolica Dolnego Śląska nigdy nie miała linii kolejowej o wysokich parametrach, która łączyłaby ją w linii prostej z Warszawą. Jeszcze kilka lat temu pociągi ekspresowe kursowały między tymi miastami przez Poznań lub wręcz przez Katowice, drogami bardzo okrężnymi, ale zapewniającymi na długich odcinkach wysoką prędkość maksymalną - 160 km/h. Taka podróż zajmowała jednak ponad 5 godzin, podczas gdy miasta są oddalone od siebie jedynie o 300 km.

Reklama

- Wrocław jest przykładem dużego miasta, które nie ma i nigdy nie miało dobrego połączenia z Warszawą. Między tymi miastami od zawsze trzeba jeździć dookoła - ocenia Jakub Majewski, prezes fundacji Pro Kolej, były prezes Kolei Mazowieckich i były wiceprezes Urzędu Transportu Kolejowego.

I rzeczywiście, choć w grudniu 2014 roku sytuacja zmieniła się na lepsze, to do Wrocławia nadal jeździ się dookoła. Pod koniec 2014 roku pociągi Pendolino wyjechały na zrewitalizowaną tzw. protezę koniecpolską, czyli linię kolejową łącząca Koniecpol, Częstochowę, Lubliniec, Ozimek i Opole. To skróciło podróż do 3 godzin 45 minut, jednak przez otwarcie drogi ekspresowej S8 czas jazdy samochodem jest i tak o około pół godziny krótszy. (...)

Kiedy popatrzymy na mapę, prostsze w przebiegu wydaje się połączenie wiodące przez Łódź i Ostrów Wielkopolski, jednak w wielu miejscach stan szlaku nie pozwala tam na rozwijanie wysokich prędkości.

- To jeden z przykładów, że pełna integracja sieci kolejowej po wojnie nie powiodła się. Lepsze połączenie stolicy Dolnego Śląska z Warszawą jest konieczne, bo to jest bardzo silny region i gospodarczo, i pod względem liczby mieszkańców - uważa Michał Beim z Instytutu Sobieskiego.

Celowanie w lata 30.

Najnowsze plany rządu dotyczące budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego dają jednak nadzieję, że pociągi między stolicą a Wrocławiem pojadą znacznie szybciej i znacznie częściej.

- W naszych planach jest budowa linii o parametrach kolei dużych prędkości najpierw między Warszawą a Łodzią, a następnie wydłużenie jej do Wrocławia i Poznania - deklaruje Aleksander Wołowiec, koordynator Komitetu Sterującego Komponentu Kolejowego Centralnego Portu Komunikacyjnego.

Budowa takiej linii nie będzie jednak ekspresowa. Inwestycje kolejowe związane z CPK zostały podzielone bowiem na trzy etapy, a doprowadzenie kolei dużych prędkości do Wrocławia jest przewidziane dopiero w etapie drugim.

- Najpierw zrealizujemy etap zerowy, czyli budowę węzła komunikacyjnego przy CPK oraz budowę zupełnie nowej linii Warszawa-Łódź - tłumaczy Aleksander Wołowiec.

- Następnie w etapie pierwszym przewidziana jest budowa nowych odcinków, które zmienią układ geograficzny sieci kolejowej Polski - dodaje.

To właśnie wtedy ma być budowana kolej dużych prędkości między Łodzią a Wrocławiem. Nie będzie to jednak w prosty sposób kopiowanie projektu tzw. linii Y, dla której od 2013 roku istnieje już studium wykonalności. Jej nazwa wzięła się od kształtu linii, która miałaby się rozgałęziać między Kaliszem a Ostrowem Wielkopolskim, tworząc formę zbliżoną do położonej na lewym boku litery "Y". Dzięki prędkościom maksymalnym przekraczającym 300 km/h czas przejazdu między Warszawą a Wrocławiem miałby się skrócić do 1 godziny 40 minut.

- W pewnym sensie wracamy do tej koncepcji, ale raczej poprzez jej twórcze rozwinięcie - mówi Aleksander Wołowiec.

Bo też pociągi miałyby rozwijać prędkość jedynie do 250 km/h, a nowe połączenie kolejowe z Warszawy do Wrocławia wykorzystywałoby także istniejący odcinek sieci kolejowej między Łodzią a Sieradzem.

To samo dotyczyłoby budowy połączenia z Łodzi do Poznania, gdzie oprócz powyższego odcinka, wykorzystano by również istniejący szlak między Pleszewem i Poznaniem, oczywiście po jego gruntownej modernizacji. (...)

- Klimat wokół kolei się zmienia, coraz częściej pojawia się temat budowy nowych linii. To napawa optymizmem. Być może uda się dokończyć to, co powinno być zrobione zaraz po odzyskaniu niepodległości, a następnie po II wojnie światowej. Polska sieć kolejowa ciągle czeka na uzupełnienie historycznych braków i zszycie w jeden spójny system - ocenia Jakub Majewski.

Paweł Szygulski

Więcej informacji na portalu wnp.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »