Reklama

Koronakryzys: Ukraińskie miasta "likwidują" weekend

Ukraińcy nie chcą realizować przepisów o lockdownie.

Weekendowy lockdown, który rozpoczął się na Ukrainie o północy z piątku na sobotę, budzi kontrowersje i wywołuje protesty. Przedsiębiorcy blokowali trasy, a władze m.in. Lwowa ogłosiły, że sobota i niedziela są dniami roboczymi, więc nie można tam wprowadzić weekendowych ograniczeń.

Drogi blokowały m.in. setki pracowników targowiska w Czerniowcach i Owruczu w obwodzie żytomierskim. Pracę kilku bazarów policja zablokowała też - na przykład - we Lwowie, którego mer Andrij Sadowyj nie zgodził się z decyzją rządu o wprowadzeniu lockdownu. Władze Lwowa ogłosiły, że do 30 listopada soboty i niedziele są dniami roboczymi m.in. dla lokali gastronomicznych, centrów handlowo-rozrywkowych, placówek kulturalnych, siłowni. Obiekty te zgodnie z decyzją rządu powinny być zamknięte w ramach lockdownu w dni wolne od pracy.

Reklama

- Oznacza to, że we Lwowie nie można wprowadzić kwarantanny weekendowej, bo nie mamy dni wolnych. Ludzie mają prawo do pracy - wyjaśnił mer. - To nietypowa sytuacja. Nie pamiętam takiego przypadku, gdy rząd podejmował decyzję, nie komunikując się z przedsiębiorcami, których po prostu wyrzucają na ulicę bez żadnych środków do życia - oznajmił.

Dni wolne od pracy "zlikwidowały" też dla szeregu przedsiębiorstw władze Iwano-Frankiwska, a w Dnieprze nie wprowadzono lockdownu w związku z tym, że - jak poinformowano - lokalna specjalna komisja "zachorowała", "zmęczyła się" i "nie ma kworum", by wdrożyć decyzję rządu. "Drodzy przedsiębiorcy, udanego weekendu" - napisał na Facebooku mer Dniepra Borys Fiłatow.

Przeciwko decyzji rządu buntują się też inne lokalne władze - na przykład w miastach Sumy, Czerkasy, Żytomierz i Tarnopol - oraz przedsiębiorcy. W środę przed siedzibą rządu odbył się kilkusetosobowy protest pod hasłem "Mam prawo do pracy". Petycję w sprawie uchylenia weekendowego lockdownu, opublikowaną we wtorek na stronie prezydenta, podpisało już ponad 28 tysięcy osób (przy koniecznych 25 tysiącach).

W odpowiedzi na napływające z regionów informacje o braku zgody na weekendowy lockdown w piątek premier Denys Szmyhal podkreślił, że decyzja podlega wykonaniu przez wszystkie jednostki administracyjne, a miejscowe władze nie mogą robić wyjątków wobec obiektów, które zgodnie z nowymi przepisami muszą być zamknięte w weekend. Ogłaszając w środę wprowadzenie lockdownu premier podkreślił, że gospodarka Ukrainy nie wytrzyma całkowitego zamknięcia.

Zgodnie z decyzją rządu w soboty i niedzielę lokale gastronomiczne mogą obsługiwać gości tylko na wynos, otwarte mogą być m.in. sklepy spożywcze, apteki, gabinety lekarskie i weterynaryjne, poczty, stacje paliw. Działa transport publiczny.

Weekendowy lockdown ma wstępnie trwać do końca listopada, jednak źródła portalu Ukraińska Prawda twierdzą, że weekendowe ograniczenia będą obowiązywać do końca roku.

W sobotę w Kijowie restauracje i kawiarnie obsługują klientów w trybie na wynos lub z dostawą, część z nich proponuje weekendowe zniżki. Przed niektórymi lokalami można wypić napój przy stoliku na zewnątrz. Pojawiają się też doniesienia o miejscach obchodzących restrykcje.

Ukraińska redakcja Radia Swoboda zwraca uwagę, że debata w sprawie wdrażania ograniczeń zbiegła się w czasie z drugą turą wyborów samorządowych na Ukrainie i nie wyklucza, że niektórzy merowie chcą na temacie lockdownu ugrać większe poparcie.

Tymczasem piątek był trzecim dniem z rzędu z rekordową liczbą zakażeń koronawirusem na Ukrainie - wykryto 12 524 infekcji.

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Dowiedz się więcej na temat: Ukraina

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »