Reklama

Koronawirus: Martwa cisza na niebie

Epidemia koronawirusa sparaliżowała komunikację lotniczą na całym świecie. W południowej Afryce ruch w powietrzu praktycznie ustał. Eksperci są zdania, że ta katastrofa na trwałe zmieni lotnictwo pasażerskie.

Kto korzysta z serwisu internetowego Flightradar24, pokazującego lokalizację samolotów pasażerskich na mapie w czasie rzeczywistym, ten dziś przeciera oczy ze zdumienia. Mapa nieba jest praktycznie pusta.

W powietrzu są tylko samoloty przewożące pilne ładunki i te odwożące do domu turystów oraz nieliczne maszyny obsługujące połączenia liniowe, które nie zostały jeszcze wyłączone z ruchu.

Epidemia koronawirusa doprowadziła do ustania komunikacji lotniczej w skali globalnej. Czegoś takiego nie było nawet podczas II wojny światowej.

Pustka na niebie nad południową Afryką

Najsilniejsze wrażenie robi rzut oka na Fligtradar24, ukazujący sytuację na niebie nad południową Afryką. W tym obszarze nie widać ani jednego symbolu świadczącego o locie któregoś z samolotów pasażerskich. Niebo jest czyste i puste. Tamtejsza przestrzeń powietrzna i wszystkie lotnictwa zostały zamknięte dla ruchu.

Reklama

O ile pod koniec marca każdego dnia w powietrzu było prawie 180 tysięcy samolotów pasażerskich, to 27 marca tego roku było ich tylko 90 tysięcy, a 28 marca 69 tysięcy 510 i to na całej kuli ziemskiej.

Stanowi to historyczną cezurę o niespotykanych do tej pory rozmiarach. Na świecie komunikację lotniczą obsługuje blisko 25 tysięcy samolotów pasażerskich.

W każdej chwili z usług najrozmaitszych linii lotniczych korzysta jednocześnie ponad pół miliona osób w skali globalnej. Dziennie jest ich, a raczej było, prawie 6 mln osób, co stanowi niemal 0,1 procent całej populacji. W tej chwili jednak pasażerski ruch lotniczy zmniejszył się na całym świecie o 80 procent, a w niektórych regionach aż o 90 procent.

Po koronakryzysie "świat będzie inny"

Szef Lufthansy Carsten Spohr obserwuje sytuację z dużym zaniepokojeniem. - Świat po tym kryzysie będzie inny i dotyczy to przede wszystkim komunikacji lotniczej - twierdzi. 

Pobierz darmowy program do rozliczeń PIT 2019

Jego zdaniem, nikt nie może w tej chwili powiedzieć, jakie linie lotnicze po przymusowym, kilkumiesięcznym przestoju utrzymają się na rynku. Branża lotnicza do tej pory wychodziła z założenia, że przerwa w ruchu wywołana epidemią koronawirusa potrwa do trzech miesięcy, a jej straty wyniosą 252 mld dolarów, z czego w samej Europie 76 mld dolarów i zwróciła się o pomoc do rządów.

Międzynarodowe Zrzeszenie Przewoźników Powietrznych (IATA) ocenia, że "linie lotnicze mogą przetrwać średnio taki kryzys przez dwa miesiące“, ale niektóre z nich go nie wytrzymają, ponieważ nie pozwalają im na to ich zasoby.

Około 30 większych towarzystw lotniczych jeszcze przed wybuchem epidemii koronawirusa było zagrożonych najrozmaitszymi trudnościami. Naczelny ekonomista IATA Brian Pearce powiedział we wtorek 31 marca: "Muszą się liczyć z ryzykiem, że ich pieniądze skończą się zanim w komunikacji lotniczej nastąpi ożywienie", i że "pod koniec tego roku sytuacja w komunikacji lotniczej będzie inna niż ta z wcześniejszego okresu".

W rozpoczynającym się drugim kwartale 2020 roku branża lotnicza zużyje, jak się ocenia, 61 mld dolarów, z czego 35 mld dolarów przypada na zwrot pieniędzy za niewykorzystane bilety przez pasażerów, które zakupili wcześniej, podkreślił Pearce.

Wiele pracy z uziemionymi samolotami

W drugim kwartale ubiegłego roku zyski towarzystw lotniczych na całym świecie wyniosły 7 mld dolarów. W tym roku, w tym samym okresie, IATA liczy się z ich stratami w wysokości 39 mld dolarów.

Wskutek recesji wywołanej walką z koronawirusem, na powrót do zwykłej liczby pasażerów będziemy musieli poczekać do roku 2021, a typowy wzrost lich liczby, wynoszący od 4 do 5 procent rocznie, nastąpi dopiero w 2022 roku.

Na tym jednak kłopoty linii lotniczych się nie kończą. Utrzymanie samolotów, nawet jeżeli są w tej chwili uziemione, także kosztuje. Linie płacą stałe opłaty za ich ubezpieczenie oraz wynajem. Poza tym muszą wnosić pewne opłaty administracyjne i manipulacyjne oraz płacić za utrzymanie samolotów w stałej sprawności do lotu. A te są niemałe.

Każdy odrzutowiec pasażerski, który przez siedem dni nie był w powietrzu, wymaga 60 godzin pracy mechaników. Trzeba m.in. pokryć specjalnymi plandekami wszystkie otwory w kadłubie maszyny i zwłaszcza silniki, żeby nic się do nich nie dostało.

Specjalnej osłony wymaga także podwozie, żeby wilgoć nie przedostała się do jego hamulców. W fazie parkowania wszystkie samoloty muszą przechodzić specjalny przegląd techniczny co 7, 15 i 30 dni.

Co dwa tygodnie sprawdza się silniki samolotu, które trzeba na krótko uruchomić na postoju, a co tydzień każdy samolot przesuwa się o parę metrów na stojance, żeby opony nie uległy nierównomiernemu spłaszczeniu.

I wreszcie, po trzech miesiącach postoju, każdy samolot musi zostać wypróbowany w powietrzu. To wszystko, rzecz jasna, kosztuje. Wymienione tu niezbędne czynności obsługowe pochłaniają większość czasu pracy mechaników Lufthansy, chociaż cały koncern przeszedł już na pracę w skróconym wymiarze godzin.

Redakcja Polska Deutsche Welle

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »