- Z dużym prawdopodobieństwem jest to taka informacja (o cenach energii), którą Rada jednak uzna za istotną i powie, że w takich warunkach jest jeszcze miejsce na 25 punktów bazowych do obcięcia w tym roku - powiedział Ludwik Kotecki.
Do końca września maksymalne ceny energii dla gospodarstw domowych są "zamrożone" na poziomie 500 zł/MWh, ale rząd chce przedłużyć ten stan do końca roku. Minister finansów i gospodarki Andrzej Domański powiedział na początku września, że oczekuje, iż w 2026 roku taryfa za prąd dla gospodarstw domowych będzie poniżej 500 zł za MWh. O wysokości taryf decyduje Urząd Regulacji Energetyki.
- To spowoduje, że inflacja pewnie ustabilizuje się na poziomie około 3 proc. - powiedział członek RPP.
Deficyt budżetu nie ma wpływu na inflację. Dlaczego?
Ludwik Kotecki dodał, że polityka fiskalna jest w tym i przyszłym roku luźna, jak zapowiada to projekt budżetu, ale nie ma ona silnego i bezpośredniego wpływu na inflację, ponieważ wciąż ujemna luka popytowa w gospodarce działa jak amortyzator ewentualnej presji inflacyjnej. Po ostatnim posiedzeniu RPP prezes NBP Adam Glapiński wskazał, że wysoki deficyt fiskalny ogranicza możliwość obniżek stóp procentowych.
- Można z tym polemizować. Oczywiście mniejszy deficyt byłby pożądany z kilku innych powodów niż inflacja. Jednak wysoki deficyt mamy od trzech lat, a jednocześnie w tym czasie inflacja znacząco spadała (…). Jedną z najważniejszych przyczyn jest to, że ciągle mamy ujemną lukę popytową, która amortyzuje ewentualną presje inflacyjną - powiedział Ludwik Kotecki.
- Czyli nasz wzrost gospodarczy nie jest dostatecznie szybki, mimo tego dużego deficytu (…) żeby zamknąć lukę popytową. Ona jest ciągle ujemna. Potwierdza to zresztą ostatnia projekcja inflacyjna NBP - dodał.
- Deficyt w obecnych warunkach gospodarczych nie zwiększa inflacji. On jest groźny z innych powodów, nie powinniśmy sobie w relatywnie dobrych czasach na niego pozwalać, raczej bufory tworzyć na złe czasy, ale on inflacji nam nie zwiększa. No i ma w kolejnych latach deficyt spadać - powiedział.
Jaka będzie inflacja w przyszłym roku
Ludwik Kotecki uważa, że efekt spadku wskaźnika CPI, który nastąpił w lipcu wynika ze zniknięcia we wskaźniku efektu częściowego "odmrożenia" cen energii w lipcu zeszłego roku. W sierpniu spadek inflacji się jeszcze pogłębił do 2,9 proc. Faktyczna krajowa inflacja w gospodarce jest jednak na poziomie nieco powyżej 3 proc., co pokazuje inflacja bazowa, a także superbazowa, czyli wskaźnik, który nie zawiera cen zagranicznych, cen nośników energii, cen regulowanych, administrowanych, towarów objętych akcyzą.
- To taki wskaźnik, który mierzy tylko te ceny, które są kształtowane rynkowo, siłami popytu i podaży. Dla mnie jest obecnie lepszym wskaźnikiem mierzącym aktualne procesy inflacyjne - powiedział.
Pozostała część RPP większą wagę przywiązuje jednak do wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych CPI, ogłaszanego przez GUS, a w nim są ceny energii i dlatego RPP tak bacznie przygląda się tym cenom.
- Płyną w końcu także dobre informacje od strony cen regulowanych (…) Mandat RPP dotyczy wskaźnika CPI, więc większość członków Rady uważa, że CPI jest najważniejszy, Problem z nim w ostatnich latach wynikał jednak z tego, że on był bardzo podatny na efekty tymczasowych zmian regulowanych, decyzji o mrożeniu cen, itp. - tłumaczy Kotecki.
W ocenie Ludwika Koteckiego, inflacja w przyszłym roku "będzie w miarę stabilna" i będzie się kształtowała w przedziale dopuszczalnych wahań od celu, czyli między 2,5 a 3,2 proc.
RPP spotka się na najbliższym posiedzeniu 7-8 października.
Jacek Ramotowski















