Reklama

Kres bankowej samowoli?

Nie powiem, przyjemnie zdziwiłem się, czytając o orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego negującego zmorę kredytobiorców, jaką jest Bankowy Tytuł Egzekucyjny.

Wyrok TK idzie bowiem pod prąd polityki rządu RP dokładającego wszelkich starań, by w pierwszym rzędzie zabezpieczyć interesy bankowego lobby, nawet kosztem własnych obywateli.

Reklama

Wyjątkowo spektakularnym przykładem takich działań było skierowanie do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości pisma przestrzegającego przed stratami sektora bankowego rzędu kilkudziesięciu miliardów złotych, na jakie mogłoby narazić banki unieważnienie kredytów walutowych. Była to odpowiedź na wniosek Sądu Najwyższego Węgier domagającego się od ETS zakazu stosowania tego typu produktów finansowych. Nader charakterystyczne przeciwieństwo priorytetów.

A tu proszę - w odpowiedzi na zapytanie Sądu Rejonowego w Koninie, wyrażającego wątpliwość co do zgodności BTE z Konstytucją oraz Europejską Konwencją o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności, TK uznał, że owszem, BTE jest sprzeczny z konstytucyjną zasadą równości. Konkretnie TK zakwestionował dwa przepisy: art. 96 ust. 1 i 97 ust. 1 Prawa bankowego, dające bankom przywilej wystawiania tytułu egzekucyjnego będącego podstawą do egzekucji należności po nadaniu przez sąd klauzuli wykonalności.

Tu należy zwrócić uwagę, że banki nie są zobligowane do powiadamiania dłużnika o wszczęciu postępowania, sądy zaś badają wnioski jedynie od strony formalnej (w ciągu trzech dni), bez merytorycznego postępowania rozpoznawczego, przy czym odwołanie się dłużnika nie wstrzymuje windykacji.

Tego typu nierównoprawność obu stron procedury jest szczególnie rażąca w sytuacji, gdy bank nalicza wierzytelność "po uważaniu" - np. stosując maksymalny spread w przypadku kredytów walutowych. Klient może się odwoływać, ale co z tego, skoro egzekucja już trwa... Brawa dla sędziego z Konina, Michała Jankowskiego, który nie zatwierdził automatycznie (jak większość jego kolegów) klauzuli wykonalności, tylko zdecydował się skierować sprawę do TK.

Trybunał nie unieważnił BTE natychmiastowo - ustawodawca ma poprawić przepisy do 1 sierpnia 2016 r., jednak dzięki wyrokowi klienci banków mogą przynajmniej dostrzec światełko w tunelu. Na osobną uwagę zasługuje tu zdanie odrębne, złożone przez sędziego Andrzeja Rzeplińskiego, prezesa TK i prominentnego działacza Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, który lewitując w cudownym oderwaniu od rzeczywistości, stwierdził, że to dłużnik, nie spłacając należności, narusza konstytucyjną zasadę równości, nie zaś bank, który wywiązał się z umowy, udzielając kredytu.

Cóż, od dawna podejrzewałem, że ta cała HFPC nie jest od żadnej obrony naszych praw, tylko przeciwnie - stanowi kolejne narzędzie tresury ideologicznej nadwiślańskich Aborygenów, a gdy trzeba - staje się również sojusznikiem kolonialnego układu III RP, którego jednym z filarów - prócz służb "tajnych, widnych i dwupłciowych" - jest banksterska międzynarodówka. Stanowisko profesora Rzeplińskiego w kwestii BTE tylko te podejrzenia potwierdza - w jego ujęciu solidarność establishmentu przeciw obywatelom okazuje się zasadą nadrzędną nawet względem konstytucji.

Warto bowiem dopowiedzieć, co podniosła w uzasadnieniu sędzia Teresa Liszcz, a co kompletnie zignorował prezes Rzepliński, iż: "bank jako wierzyciel i klient jako dłużnik powinni mieć taką samą pozycję". Tymczasem klient, zaciągając kredyt, znajduje się na ogół w sytuacji przymusowej i, chcąc nie chcąc, musi wyrazić zgodę na stawiane przez banki warunki, włącznie z akceptacją BTE.

BTE natomiast z miejsca uprzywilejowuje bank, sytuując go w roli sędziego we własnej sprawie, który sam dokonuje merytorycznej oceny własnego roszczenia i tylko przedstawia je sądowi do formalnego zatwierdzenia. Prawo dłużnika do obrony zostało sprowadzone do fikcji, przebiega ona bowiem w momencie, gdy komornik już zajmuje konta i wystawia majątek na licytację. Jak w takich okolicznościach dłużnik ma prowadzić długotrwałą i kosztowną batalię sądową przeciw potężnej instytucji finansowej - nad tym prof. Rzepliński pochylić się nie raczył.

Bankowy Tytuł Egzekucyjny jest ewenementem w skali Europy - zamiast skoncentrować się na reformie wydolności systemu sądowniczego w Polsce, ustawodawca wprowadził drogę na skróty w interesie jednej konkretnej branży kosztem całej reszty uczestników obrotu gospodarczego. Nie sposób nie doszukiwać się tu zakulisowych praktyk charakterystycznych dla bantustanów, gdzie lokalne rządy i generalnie aparat państwa funkcjonują jedynie na zasadzie wykonawców poleceń tych, u których siedzą w kieszeni, ze szczególnym uwzględnieniem międzynarodowych podmiotów eksploatujących swe kolonie. Pojawiające się co jakiś czas medialne doniesienia o kosztach przeforsowania takiej czy innej ustawy pokazują, że jest to inwestycja nader opłacalna. Jakby to powiedzieli panowie w białych kołnierzykach - o bardzo wysokiej stopie zwrotu.

Piotr Lewandowski

Dowiedz się więcej na temat: bank | Bankowy Tytuł Egzekucyjny

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »