Reklama

Kryzys: Europejskie banki najbardziej zagrożone

Hossa na europejskich i amerykańskich giełdach nie oznacza, że ryzyko systemowe w sektorze finansowym zniknęło. Banki wciąż starają się przerzucać ryzyko na swoich klientów lub ukrywają je poza swoimi bilansami, dlatego rośnie teraz rola nadzoru - uważa Andrzej Kurnicki, prezes firmy doradczej Euro American Company.

Jego zdaniem nadmierna koncentracja ryzyka w systemie finansowym sprawia, że niewielkie zmiany stóp procentowych mogą poważnie wstrząsnąć bankami.

- Zawsze jest pewna korelacja między ryzykiem a wynikami, czyli im większe bank podejmie ryzyko, tym większe osiągnie zyski. Problem jest jednak taki, że banki dokonują pewnego transferu ryzyka: z bilansu bankowego na konta klientów i w większości klient ponosi ryzyko nieświadomie, jeśli chodzi o działania podejmowane przez sektor bankowy - ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Andrzej Kurnicki, prezes Euro American Company.

Reklama

Takich praktyk dopatrzyły się węgierskie sądy, badając sprawy związane z kredytami walutowymi we frankach szwajcarskich. Banki starały się w ten sposób zabezpieczyć przed spadkiem forinta, całe ryzyko obciążało jednak klienta. Skutkiem były precedensowe wyroki, które otworzyły klientom możliwość zmiany umów po ich legalnym zawarciu. Również sądy w Hiszpanii i Chorwacji orzekły, że klienci banków nie byli dostatecznie poinformowani o ryzyku walutowym, a sam kredyt w walutach obcych powinien być uznany za produkt spekulacyjny. Część klientów jednak świadomie decydowała się na taką spekulację, licząc - podobnie jak banki - że na tym zyska.

Przerzucanie zbyt dużego ryzyka na klientów może jednak zagrozić samym bankom, jeśli kredytobiorcy przestaną spłacać swoje zobowiązania.

Dużo większe problemy niż transfer ryzyka na kredytobiorców sprawiła bankom w USA i Europie Zachodniej sekurytyzacja. W skrócie polega ona na tym, że banki tworzą instrumenty finansowe oparte np. na udzielonych kredytach, które po odpowiednim dobraniu elementów (np. 30 proc. kredytów o ratingu AAA, 40 proc. kredytów o jakości A oraz 30 proc. kredytów BBB) są sprzedawane innym instytucjom finansowym w pakiecie jako certyfikat inwestycyjny lub obligacja zabezpieczona aktywami.

To komplikuje jednak pomiar ryzyka takiego pakietowego instrumentu oraz ryzyka w całym systemie, a co więcej - zachęca do jego zwiększania. Wynika to stąd, że w interesie banku tworzącego taki instrument jest wypchnięcie poza swój bilans ryzykownych kredytów, czyli jak najszybsza sprzedaż takiego pakietu.

Wraz z rządowymi gwarancjami hipotek to właśnie ten mechanizm pozwalał bankom w USA oferować kredyty osobom, które praktycznie nie miały zdolności kredytowej ani żadnego zabezpieczenia. Po doświadczeniach kryzysu amerykański nadzór finansowy wymusił na bankach pewne działania, które uporządkowały ich bilanse. Dzięki temu poprawiają się teraz ich wyniki i wycena giełdowa.

- W Europie jest znacznie gorzej, bo część banków europejskich na przykład nie przeszła tej restrukturyzacji, mówię tutaj o bankach niemieckich: Deutsche Bank i Commerzbank mają ogromne problemy, nie spełniają wymogów kapitałowych. Deutsche Bank emitował akcje trochę pod przymusem, po to tylko, żeby zmieścić się w tych wymogach kapitałowych. A zatem kryzys istnieje, ale istnieje też kryzys instytucjonalny i kryzys instrumentów - ocenia Andrzej Kurnicki.

Według części ekonomistów zbyt łagodne warunki rządowej pomocy dla banków oraz bardzo luźna polityka pieniężna mogły osłabiać motywację banków do wewnętrznej restrukturyzacji. Problem złych kredytów dotyczy szczególnie banków strefy euro, co mocno hamuje ożywienie gospodarcze i może spowodować deflację w gospodarkach Eurolandu. O ile ceny dóbr konsumpcyjnych (inflacja CPI) praktycznie się nie zmieniają, to od ponad dwóch lat szybko rosną ceny aktywów, czyli giełdowe notowania. Według Kurnickiego wyceny wielu instrumentów są zbyt wysokie, bo nie uwzględniają dostatecznie ryzyka w systemie finansowym.

- To, że giełda dzisiaj osiąga nowe rekordy, zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i Europie, nie jest odzwierciedleniem tego, że ryzyko systemowe tak naprawdę oddaliło się z systemu finansowo-bankowego. Ono istnieje, a myślę, że w niektórych segmentach nawet się pogłębia - twierdzi prezes Euro American Company - Można to zauważyć na spreadach LIBOR-OIS lub innych. Spready na rynku korporacyjnym wskazują na "przestrzelenie premii za ryzyko" w pewnym segmencie rynku.

Podwyżki stóp procentowych i mniejszy dopływ taniego pieniądza na giełdy może odsłonić to ryzyko, co doprowadzi do mocnej korekty. Nawet niewielka podwyżka stopy funduszy federalnych w USA z 0,25 proc. do 0,5 proc. doprowadzi do faktycznego podwojenia ich oprocentowania.

- Wzrost [kosztu kapitału] o 100 proc. spowoduje ogromne tąpnięcie na rynku instrumentów pochodnych zabezpieczających ruchy na stopach procentowych. To jest prawie 60 proc. całego rynku kontraktów [na stopy procentowe], one są kilkukrotnie większe niż rynek forex czy rynek surowcowy.

I tutaj mogą być problemy z tym, że banki zabezpieczyły swoje ekspozycje na ryzyku, przesuwając ryzyko poza system bankowy.

Natomiast niektóre firmy, które absorbują ryzyko za otrzymywane premie, prawdopodobnie w sytuacji pogarszających się wzrostów stóp procentowych będą w upadłości, i to w upadłości dosyć spektakularnej - przewiduje Andrzej Kurnicki.

Jego zdaniem ostatni kryzys udowodnił, że uczestnicy rynku nie mają opracowanego efektywnego mechanizmu minimalizowania ryzyka systemowego i transakcyjnego oraz że nie istnieją instrumenty, które by je eliminowały z systemu finansowego. Zabezpieczenia są bowiem również instrumentami ryzykownymi i stosuje się je na koszt klienta.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »