Reklama

Lasy Państwowe - nasz skarb kontrowersyjny!

Zasoby drewna, których wartość jest szacowana na ponad 300 mld zł, 6 mld zł przychodów, miliard złotych na inwestycje rocznie, przeszło 2 mld zł nadwyżki finansowej zgromadzonej przez ostatnie lata, niewielkie zadłużenie, niemal monopolistyczna pozycja rynkowa. Oto Lasy Państwowe, największe przedsiębiorstwo leśne w całej UE.

Przedsiębiorstwo, mimo tak imponujących parametrów, budzi sporo kontrowersji. Najpoważniejszy zarzut wobec niego brzmi: przez Lasy Państwowe w Polsce drewno drożeje dużo szybciej niż wskaźnik inflacji i kosztuje już tyle, ile w dużo bogatszych od nas krajach: Niemczech, Austrii, Szwecji czy Finlandii. Czy ów zarzut jest prawdziwy?

Reklama

Państwowe Gospodarstwo Leśne Lasy Państwowe zarządzające 7,6 mln ha lasów (co stanowi 1/4 powierzchni Polski), to unikatowy twór gospodarczo-prawny, "państwowa jednostka organizacyjna bez osobowości prawnej", która jako taka nie płaci podatku CIT. Z jednej strony podlega nadzorowi rządu, ale z drugiej jest autonomiczna finansowo i wypracowywany zysk zachowuje dla siebie. Czyli państwo nie pobiera od niej dywidendy.

Znakomita kondycja

Chodzi o niemałe pieniądze, bo np. w zeszłym roku Lasy Państwowe miały 367 mln zł zysku netto. Dzięki temu, że mogą zatrzymywać cały zysk, udało im się zgromadzić przez ostatnie lata ponad 2 mld nadwyżki finansowej, którą lokują w różne instrumenty finansowe.

W najbliższych latach powinna ona rosnąć, bo przedsiębiorstwo jest w znakomitej kondycji. Ma niewielkie zadłużenie, w zasadzie niezagrożoną rentowność, jego przychody rosną, co zawdzięcza w dużej mierze swej niemal monopolistycznej pozycji na krajowym rynku drewna. Zarządza niemal 80 proc. lasów w Polsce, ale jego udział w rynku drewna w Polsce sięga 90 proc. Wynika to z faktu, że lasy prywatne są już "przerąbane" i młodsze. Tymczasem zasoby drewna w Lasach Państwowych od lat cały czas rosną (wynoszą już 1,9 mld m. sześc., w ostatnich 20 latach podwoiły się) i w przeliczeniu na hektar drzewostanu są już dwukrotnie wyższe od unijnej średniej. Dzieje się tak dzięki temu, że to państwowe przedsiębiorstwo pozyskuje w swych lasach niemal dwa razy mniej drewna niż go przyrasta.

Może sobie na to pozwolić, bo nawet przy tak ograniczonym wyrębie osiąga dodatni wynik finansowy; także dzięki temu, że ma do swej dyspozycji gigantyczny majątek. Zarządza niemal całością lasów państwowych w Polsce, gospodarstwami rybackimi, ośrodkami wypoczynkowymi, setkami pól namiotowych, kwater dla myśliwych i pokojów noclegowych dla turystów, a na dodatek dzierżawi na masową skalę grunty pod wydobycie kopalin, np. piasku czy kamienia, służących do budowy dróg. Tylko na Dolnym Śląsku na terenie Lasów Państwowych wydobywa się ponad 10 mln ton kopalin rocznie. Nikt nie policzył dotąd, ile cały ten majątek jest wart, ale same zasoby drewna Lasów Państwowych wycenia się na ponad 300 mld zł.

Ulga dla finansów publicznym

Właściwie nie powinno więc dziwić, że w zeszłym roku rząd postanowił włączyć to przedsiębiorstwo do sektora finansów publicznych. Ministerstwo Finansów nie ukrywało, że w tym posunięciu chodzi o "ulżenie" finansom publicznym. Resort mógłby dzięki takiej zmianie zarządzać nadwyżkami Lasów Państwowych, lokować je na swych kontach, wspierać z nich budżet w sytuacji, gdyby leśnicy ich nie wydali.

Leśnicy natychmiast zaczęli protestować przeciw rządowemu pomysłowi. Twierdzili m.in., że to stwarza duże zagrożenie dla ich firmy, że autonomia w dysponowaniu nadwyżkami finansowymi jest im potrzebna na wypadek sytuacji nadzwyczajnych, klęsk żywiołowych (pożarów, huraganów), które mogą doprowadzić do wielkich spustoszeń w lasach, a usuwanie ich skutków pochłania olbrzymie sumy. Przywoływali specyfikę swego przedsiębiorstwa. To, że jego celem nie jest jedynie zysk, ale przede wszystkim utrzymanie w jak najlepszej kondycji lasów, które służą całemu społeczeństwu. Z inicjatywy posła PiS i byłego ministra środowiska, prof. Jana Szyszko, zaczęto zbierać podpisy przeciwko włączaniu Lasów Państwowych do sektora finansów publicznych. Zebrano ich w ciągu kilku miesięcy, także dzięki zaangażowaniu mediów ojca Rydzyka, okrągły milion. To na rządzie zrobiło takie wrażenie, że wiosną tego roku wycofał się ze swego pomysłu.

Żałował tego nie tylko minister finansów. Żałowali też wszyscy ci, którzy uważają, że dzisiejsze Lasy Państwowe to "państwo w państwie", przerośnięty, mało efektywny moloch, z napompowanymi kosztami (m.in. wysokimi płacami), który swe nadwyżki zawdzięcza swej monopolistycznej pozycji rynkowej i grze - przez ograniczanie podaży - na zwyżkę cen. Taki pogląd prezentuje Polska Izba Gospodarcza Przemysłu Drzewnego, której przedstawiciele twierdzą, że ceny drewna w Polsce od pewnego czasu są porównywalne, a w wielu przypadkach nawet wyższe niż w innych krajach naszego regionu: Niemczech, Austrii, Szwecji, Finlandii, Estonii, Litwie czy na Słowacji.

Jak ta opinia ma się do rzeczywistości? Zacznijmy od finansów. W 2010 r. Lasy Państwowe miały 6 mld zł przychodów i 367 mln zł zysku netto. Prognoza na ten rok to: 6,17 mld zł przychodów i 96,8 mln zł zysku netto. Ubiegłoroczne koszty wynagrodzeń z narzutami przekroczyły w tej instytucji 2 mld zł. Średnia płaca wyniosła 5,6 tys. zł brutto, a w tzw. służbie leśnej nadleśnictw - 6 tys. zł. To bardzo dużo, jak na polską administrację państwową. Z drugiej strony jednak Lasy Państwowe muszą zatrudniać setki wysokiej klasy specjalistów. W sprawozdaniu za 2010 r. zarząd LP twierdzi (powołując się na dane GUS), że ich płace rosły wolniej w ostatnich czterech latach niż wynagrodzenia w całej polskiej gospodarce. W tym roku pensje w LP mają zwiększyć się tylko o pół procenta, czyli dużo poniżej wskaźnika inflacji. Trzeba też dodać, że jeszcze w latach 90. Lasy Państwowe biedowały i podźwignęły się w dużej mierze dzięki dość głębokiej restrukturyzacji, która obejmowała m.in. wyprzedaż zbędnego majątku, outsourcing prac fizycznych i znaczną redukcję zatrudnienia.

Dyskusyjny przerost zatrudnienia

Jest ono jednak ciągle wysokie. W zeszłym roku wynosiło 24,7 tys. osób, z czego większość można nazwać administracją leśną. Są to leśniczowie i podleśniczowie nadzorujący prace pielęgnacyjne w lesie, nasadzenia i wyręby, urzędnicy ponad 400 nadleśnictw, a także dyrekcji regionalnych oraz innych jednostek. Osoby zajmujący się nadzorowaniem wszystkich robót związanych z gospodarką leśną, ich planowaniem, analizowaniem i pracami badawczymi. Prace fizyczne związane z wyrębem, wywożeniem drewna z lasu, sadzeniem i pracami pielęgnacyjnymi drzew Lasy Państwowe zlecają zaś firmom zewnętrznym.

Czy można mówić w tym przypadku o przeroście zatrudnienia? To kwestia dyskusyjna. Po pierwsze na jednego pracownika Lasów Państwowych przypada 316 ha lasu, niemało. Po drugie Lasy Państwowe mają ogrom zadań do wykonania, np. same produkują sadzonki drzew, same pozyskują nasiona (prowadząc tzw. drzewostany nasienne), a zajmują się przecież nie tylko gospodarką leśną, ale także edukacją przyrodniczą, retencją wody, budową infrastruktury turystycznej i jej zarządzaniem, ochroną rezerwatów, znajdujących się na ich obszarze itd. Po trzecie gospodarka leśna to praca na żywym organizmie, wymaga bardzo dokładnego nadzoru i ścisłego planowania. Błędy mogą być katastrofalne w skutkach, na przykład, gdy leśnicy nie zapobiegną w porę zagrożeniu plagą szkodników, może to skończyć się wymieraniem ogromnych połaci lasu. Chodzi nie tylko o straty materialne, bo lasy to przecież nie tylko drewno.

Dowiedz się więcej na temat: Ministerstwo Finansów | L.A.S. | Lasy Państwowe | skarbu | las. | GUS | skarb | lasy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »