Reklama

Modzelewski: Śmieszą mnie brednie o tzw. uproszczeniu podatków, powtarzane co rusz przez polityków i różnych ekspertów

Opozycja jest za słaba, aby z premedytacją zrobić taką krzywdę rządzącym. Ale jak najbardziej prawdopodobne jest, że rząd będzie żałował swojego uporu w realizacji absurdalnych, wręcz głupich pomysłów, które ktoś podsuwa - mówi w rozmowie z Interią prof. Witold Modzelewski - ekonomista, członek Narodowej Rady Rozwoju przy Prezydencie RP.

Interia: Przedstawiciele rządu, przy każdej możliwej okazji zapewniają, że od 2018 roku będziemy płacić nowy, ujednolicony podatek, który zastąpi dotychczasowy PIT. Wierzy pan, że resort finansów upora się z taką fiskalną rewolucją?

Prof. Witold Modzelewski: - Gdyby to była tylko kwestia wiary... Tak czy inaczej, wprowadzenie nowego, jednolitego podatku w 2018 roku wydaje mi się mało realne od strony technicznej, legislacyjnej i organizacyjnej.

Rządzącym zabraknie czasu, determinacji, umiejętności?

- Nowy podatek, o którym rozmawiamy, to w praktyce scalenie pięciu obowiązujących ustaw w jedną. To operacja bez precedensu. Nie przypominam sobie kraju, w którym zrobiono by coś podobnego w tak krótkim czasie.

Reklama

Jednak premier Szydło i wicepremier Morawiecki zapewniają, że wprowadzenie nowej, ujednoliconej daniny jest przesądzone.

- Być może politycznie, ale ja mówię o stronie praktycznej. Wobec tego już powinniśmy mieć wszystko dokładnie zaplanowane. Powinny być gotowe projekty odpowiednich aktów prawnych, aby je uchwalić z przynajmniej półrocznym vacatio legis. Przypominam, że podatek dochodowy od osób fizycznych PIT był uchwalony w lipcu 1991 roku, a wszedł w życie w styczniu 1992 roku. Nawiasem mówiąc, to też była wyjątkowo źle przeprowadzona operacja.

Ze strony rządu padają zapewnienia, że intensywne prace trwają, choć rzeczywiście - wciąż odwlekane jest opublikowanie szczegółów.

- No właśnie, zaczęliśmy od złej strony, zaczęliśmy od dyskusji o szczegółach, zamiast najpierw zastanowić się nad pryncypiami. Teraz opinia publiczna już tylko czeka na ujawnienie stawek nowego podatku. Tymczasem na początku powinniśmy sobie odpowiedzieć na pytanie: w jakim celu zmieniamy system podatkowy? Jeżeli wpływy do budżetu mają pozostać takie same, to ja się pytam: po co rozwalać cały system, który już funkcjonuje, choć pewnie wymaga istotnych korekt?

Nie jest pan zwolennikiem pomysłu, który narodził się w resorcie finansów?

- Ja tak do końca nie wiem, gdzie narodził się ten pomysł. Poprzedni, niedawno odwołany minister finansów w rządzie PiS, zajmował się wyciąganiem z szafy takich "truposzy", których nie zdążyła przyjąć Platforma Obywatelska... Zresztą - nie wiadomo, czy to był pomysł PO; może podsunęła to wszystko jakaś firma doradcza? Takich "wrzutek" mogło być więcej.

Może obecny rząd robi całe to zamieszanie, aby sprytnie wykpić się od spełnienia obietnicy podwyższenia kwoty wolnej do 8 tys. złotych?

- Nie sądzę, ale jeśli już mówimy o kontekście politycznym całej operacji, to moim zdaniem właśnie samo przygotowywanie jednolitego podatku może być elementem jakiejś świadomej bądź przypadkowej dywersji politycznej. Może ktoś, kto nie jest przesadnym entuzjastą rządu PiS, postanowił go wysadzić na jakiejś minie. Tak to z pozoru może wyglądać.

Ustawa zmieniająca filary systemu podatkowego chytrą grą opozycji? Wierzyć się nie chce...

- Opozycja jest za słaba, aby z premedytacją zrobić taką krzywdę rządzącym. Ale jak najbardziej prawdopodobne jest, że rząd będzie żałował swojego uporu w realizacji absurdalnych, wręcz głupich pomysłów, które ktoś podsuwa.

Jak wiele PiS straci na tej podatkowej awanturze?

- Efekty polityczne są trudne do przewidzenia, ale skutki formalno-prawne najpewniej będą takie, że przez lata będziemy się zajmować zarządzaniem naszymi błędami. Ciągle ten jednolity podatek będziemy poprawiać. Pomysł wprowadzenia jednolitego podatku to jeden z tych pomysłów, o których w ogóle nie powinniśmy rozmawiać. Nie będzie pozytywnego zakończenia tej awanturki.

Załóżmy, że ustawa będzie przygotowywana. Na jakie przeszkody trafią rządzący dokonując tej podatkowej rewolucji?

- Nie będę teraz mówił o technicznych problemach, skoro wciąż nie poznałem decyzji politycznych. Rozwiązanie większości problemów związanych z tym nowym podatkiem wymaga decyzji politycznych, a nie eksperckich.

- Musimy poznać odpowiedź na pytanie, czy zachowujemy uprzywilejowanie, takie jak zryczałtowane podatki dochodowe, z których korzysta ponad 800 tys. małych przedsiębiorców? Czy zachowujemy formę przywileju dla samozatrudnionych w postaci podatku liniowego? Czy zrównujemy sytuację prawno-podatkową przedsiębiorców i pracowników, bo dzisiaj pracownicy są pod względem dyskryminowani, a przedsiębiorcy uprzywilejowani. Mógłbym długo tak wyliczać.

System opodatkowania dochodów osobistych wymaga zmiany?

- Oczywiście, ale nie trzeba w tym celu wszystkiego burzyć. Mamy system najbardziej degresywny, czyli zmniejszający obciążenia podatkowe wraz ze wzrostem dochodów. Zmiana nie musi się jednak wiązać z taką gigantyczna operacją, jak wprowadzanie jednolitej daniny. Zmiana nie musi się wiązać z uchwaleniem jakiejś wrzuty przyniesionej w teczce z ul. Świętokrzyskiej 12! Zamiast tego zajmijmy się poprawieniem dochodów budżetowych, ściągalnością podatków.

Jak to zrobić?

- Ustawa o PIT przez lata została zdewastowana, ale pamiętajmy, że to wciąż ponad 70 mld zł - to drugi podatek Rzeczpospolitej! Lepiej jednak zaczynać od tych 70 mld zł i to poprawić, niż wszystko burzyć! Można, bez wywracania wszystkiego do góry nogami, zwiększyć dochody budżetowe również z innych źródeł. Można je zwiększyć tak, aby wystarczyło na podniesienie wspomnianej kwoty wolnej!

Jak zdobyć te pieniądze?

- Na razie mamy stracony rok. W resorcie finansów niewiele zrobiono, aby poprawić ściągalność w VAT, akcyzie, a nawet CIT. W trybie pilnym powinniśmy zlikwidować skutki degrengolady trwającej przez wiele lat. Po Polsce jeździły dowolne ilości paliwa, od którego nie płacono akcyzy i VAT - to żadna tajemnica.

Zabrakło skutecznej skarbowej kontroli?

- Nie tylko. Skuteczna kontrola uwolni jedynie płytkie rezerwy podatkowych wpływów. Tutaj potrzeba gruntownej zmiany w przysłowiowych szczegółach.

- Mamy najbardziej dziurawy system ściągalności podatków pośrednich w regionie - może tylko w Rumunii jest gorzej. Każdego roku traciliśmy kilkadziesiąt miliardów złotych. Mieliśmy nad Wisłą, i wciąż mamy, raj dla biznesów optymalizacyjnych! To wciąż czeka na zmianę i życzę, żeby nowy minister finansów sobie z tym poradził.

Podatnicy dodaliby do tych życzeń jeszcze wyczekiwane uproszczenie rozliczeń podatkowych...

- A to zabawne. Śmieszą mnie te brednie o tzw. uproszczeniu podatków jako celu samym w sobie, powtarzane co rusz przez polityków i różnych ekspertów. Współczesne systemy podatkowe nie są proste i proste nie będą - tyle w tym temacie. Nikt w UE nie zrobił żadnego magicznego uproszczenia podatków i nikt tego nie zrobi.

Rozmawiał: Jacek Świder

- - - - -

Więcej o przygotowywanym jednolitym podatku:

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »