Reklama

Niechętnie podbijamy rynki rozwijające się

Choć nasza gospodarka rośnie, polskie firmy wcale gremialnie nie zdobywają rynków krajów rozwijających się. Kraje te mają zaledwie dziewięcioprocentowy udział w naszym eksporcie.

W zeszłym roku polscy eksporterzy wysłali w świat około 1300 ton kart do gry wartych 26 mln zł. Tyle samo wszystkie nasze firmy zarobiły na sprzedaży do Wenezueli, niewiele mniej do Chile...

- Świat możemy zawojować nawet towarem na pierwszy rzut oka niepozornym - uważa jednak Radosław Jarema z zajmującej się obsługą transakcji walutowych firmy Akcenta.

Na Polinezję Francuską powędrowało z Polski kilka tysięcy sztucznych zębów. W chusteczki znad Wisły wycierają nosy mieszkańcy Libii, Mongolii, Omanu i Turkmenistanu. Do Sudanu i Somalii trafiają najprostsze silniki spalinowe do pomp wodnych. Ale wolelibyśmy, żeby w naszej ofercie eksportowej dominowały produkty bardziej zaawansowane technologicznie. I, jeśli mają one być sprzedawane poza Europą, do krajów odległych i egzotycznych, by trafiały na rynki najlepsze z biznesowego punktu widzenia.

Reklama

- Produkty naszych firm są już obecne we wszystkich zakątkach świata - potwierdza Wojciech Pobóg-Pągowski, dyrektor departamentu Promocji i Współpracy Dwustronnej Ministerstwa Gospodarki. - Ale, według mnie, wśród tak zwanych "krajów dalekich" jest tylko około 20, które mają naprawdę duży potencjał konsumpcyjny i których jeszcze nasi eksporterzy nie odkryli. Dlatego promujemy współpracę właśnie z nimi.

Przegapiona Azja

Motto "Lepiej późno niż wcale" jak ulał pasuje do opisu naszej współpracy gospodarczej z Chinami. Gdy zachodnie firmy dotarły tam z towarami i inwestycjami już na początku lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku, nasze zaczęły się pojawiać w Państwie Środka dopiero przed dekadą. I to nieśmiało. Dziś, owszem - nasze relacje z Chińczykami są już rozbudowane. Ale asymetryczne.

- Mamy 15 tys. firm importujących z Chin i tylko 300 firm eksportujących na tamtejszy rynek - przypomina wiceminister gospodarki Ilona Antoniszyn-Klik.

Polski eksport do Chin jest ponad 10 razy mniejszy niż import. Fakt: problemy ze zbilansowaniem obrotów z Chinami mają niemal wszyscy. Ale w naszym przypadku dysproporcja jest jednak zbyt duża. Podobne jest z Koreą Południową, z Malezją, Indiami czy Kazachstanem.

Najbardziej obiecująco układają się nasze kontakty handlowe z Wietnamem.

- A to dlatego, że Wietnam rozwija się najdynamiczniej w regionie, otwiera się na Zachód, a Polskę zna tam kilkudziesięciotysięczna rzesza absolwentów polskich uczelni i reemigrantów, często wysoko ulokowanych w strukturach administracji i gospodarki - podkreśla Sławomir Majman, prezes PAIiIZ. - Poza tym Wietnamczycy potrzebują akurat tego, co my możemy im sprzedać.

Nas interesuje na przykład eksport wyrobów przemysłu maszynowo- elektrycznego, w tym tych dla sektora wydobywczego, co akurat współgra z planami rozbudowy wietnamskiego górnictwa.

Wietnamem warto się zainteresować także dlatego, że UE prowadzi z Hanoi negocjacje w sprawie umowy o wolnym handlu (FTA). Gdy zacznie ona obowiązywać, a powinna od połowy 2017 r., obniżone zostaną cła na 65 proc. towarów (później redukcja obejmie nawet 90 proc.).

W kategorii rynków mniejszych, ale za to zasobnych i perspektywicznych, znajduje się Mongolia. Jej rozwój napędzają dochody z przemysłu wydobywczego; stopa wzrostu mongolskiego PKB wyniosła w ubiegłym roku 12 proc.

Język polski zna biegle ponoć 1000 Mongołów. To przede wszystkim ci, którzy studiowali na polskich uczelniach, poznali naszą kulturę i... kuchnię. Pewno między innymi dlatego tamtejszy rynek zdominowały polskie ogórki i sałatki. W ogóle nasze wyroby spożywcze stanowiły w 2014 r. 1/3 całego polskiego eksportu do Mongolii.

Ochronę interesów gospodarczych naszych firm na tamtejszym rynku gwarantują umowy podpisane z rządem w Ułan Bator. Prezydenci obu krajów trzykrotnie składali sobie wizyty w ciągu ostatnich 15 lat. A jednak te wzajemne kontakty nie przynoszą większych korzyści biznesowych. Ministerstwo Gospodarki po analizie mongolskiego rynku stwierdza: "Realistycznie należy oceniać, że perspektywy na znaczne podwyższenie poziomu obrotów są niewielkie. Inicjatywy mongolskie, zapraszanie polskiego biznesu do inwestowania, nie przynoszą, jak dotychczas, większego zainteresowania". Szkoda.

Bliższy niż się wydaje

Całkiem zachęcająco wyglądają natomiast perspektywy naszych eksporterów kierujących wzrok ku krajom leżącym na niespokojnym politycznie pograniczu Europy, Azji i Afryki.

- Rynek bliskowschodni przyciąga naszą uwagę wielkością trwających tam obecnie i planowanych inwestycji w infrastrukturze torowej - mówi Krzysztof Niemiec, wiceprezes zarządu spółki Track Tec. - Szczególnie widać je w krajach Półwyspu Arabskiego.

Track Tec pojawił się w tamtej części świata, realizując kontrakt na dostawę rozjazdów do Turcji. Potem podpisał podobną umowę z Arabią Saudyjską. I to nie jest ostatnie słowo tej firmy.

Równie optymistycznie brzmią także inne opinie i analizy dotyczące naszych szans eksportowych i możliwości podejmowania współpracy inwestycyjnej z krajami Bliskiego Wschodu.

- Najważniejszym pozostaje obecnie rynek Zjednoczonych Emiratów Arabskich z jego wysoką dynamiką wzrostu obrotów, która sięga nawet 50 proc. rocznie - podkreśla Wojciech Pobóg-Pągowski. - Emiraty otworzyły się na świat, w pewnym stopniu są gospodarczym hubem reeksportującym towary wzorem Hongkongu i Singapuru.

W 2014 r. polski eksport do ZEA sięgnął 1,13 mld dol. To dwuipółkrotny wzrost od roku 2009. Dominują w nim aparaty telefoniczne dla sieci komórkowych i sprzęt elektroniczny, a wśród największych ich sprzedawców są między innymi: Action, ABC Data, Euro-Net i Komsa Polska. Atrakcyjna jest też oferta produktów tytoniowych i cukierniczych Imperial Tobacco Polska i Ferrero Polska oraz elektrod i bloków grafitowych spółki SGL Karbon Polska.

Łączną wartość naszych inwestycji bezpośrednich w ZEA szacuje się na 150 mln dol. Działają tam polskie przedsiębiorstwa z branży naftowo - gazowej, budowlanej (Librus), instalacyjnej (Sergas), usług geodezyjnych, urządzeń klimatyzacyjnych (VTS Clima), mebli (MDD) i opakowań metalowych - Can-Pack wybudował tam w 2005 r. wytwórnię puszek.

Spektakularnym przedsięwzięciem było założenie w Dubaju spółki deweloperskiej przez Kulczyk Investment House czy też wzięcie udziału jednego z polskich przedsiębiorców w budowie fabryki fluoru Gulf Fluor w Abu Dhabi.

Nieco skromniejsze stosunki handlowe utrzymujemy z Arabią Saudyjską. W 2014 r. wzajemna wymiana wyniosła 755 mln dol., przy czym wartość naszego eksportu sięgnęła kwoty prawie 695 mln dol. Arabia Saudyjska jest najbardziej rozwiniętym gospodarczo krajem regionu - wytwarza 25 proc. PKB całego świata arabskiego. Dysponuje znacznymi zasobami kapitałowymi i największym potencjałem importowym. Możemy zatem liczyć na wzrost eksportu produktów rolno-spożywczych, wyrobów przemysłu drzewno-papierniczego, chemicznego, metalurgicznego i obronnego, a także na zainteresowanie naszymi usługami związanymi z projektowaniem i wykonawstwem obiektów energetycznych i linii transmisyjnych. Dużo do zaoferowania mają również nasze przedsiębiorstwa z sektora przemysłu maszynowego, z branży telekomunikacyjnej i ochrony zdrowia.

W Omanie (polski eksport - 77,6 mln dol. w 2014 r.) i Katarze (53,5 mln dol.) jest trudniej. Wśród barier administracyjnych czyhających tam na potencjalnych eksporterów nasi dyplomaci wymieniają brak przejrzystych przepisów regulujących dostęp do zakupów publicznych, skomplikowane formalności związane ze składaniem dokumentów celnych, zatrudnianiem obcokrajowców i prowadzeniem działalności biznesowej. Na gospodarczej mapie Omanu znajdziemy jednak między innymi PKN Orlen, Geofizykę Kraków, spółki Procter & Gamble, Ferrero Polska, SGL Carbon Polska, Volvo Polska, Krajową Spółkę Cukrową, Olimp Laboratories, Nowy Styl, Inglot.

Polsko-katarskie relacje gospodarcze nasze placówki dyplomatyczne określają "jako umiarkowane, aczkolwiek mające solidne podstawy do dalszego rozwoju".

Spójrzmy dalej na wschód: Iran. - Duże nadzieje wiążemy ze zniesieniem embarga gospodarczego wobec Teheranu - przyznaje Wojciech Pobóg-Pągowski.

Ministerstwo Gospodarki uruchomi w październiku program promocyjny Go Iran. Indie już rozpoczęły tam realizację kolejowych inwestycji infrastrukturalnych, Szwajcarzy podjęli rozmowy w sprawie normalizacji stosunków gospodarczych, a Rosjanie zabiegają o kontrakty zbrojeniowe...

Trudna Ameryka Łacińska

Według analityków firmy doradczej Grant Thornton, do roku 2020 najbardziej, bo o ponad 45 proc., powiększy się polski eksport do państw latynoamerykańskich. Ich udział w strukturze eksportu wzrośnie z 3,3 proc. do 4,2 proc.

Eksperci Banku Zachodniego WBK oceniają na przykład, że polska branża motoryzacyjna może z powodzeniem szukać szans w Meksyku, który jest potęgą w sektorze automotive.

- Mogłoby się wydawać, że Meksyk i Polska powinny konkurować w eksporcie i przyciąganiu inwestycji zagranicznych w takich sektorach jak przemysł lotniczy czy motoryzacyjny - wyjaśnia Ernesto Malda, kierownik Sekcji Promocji Gospodarczej i Handlowej ambasady Meksyku w Polsce. - W wielu przypadkach bliska współpraca jest jednak nie tylko możliwa, lecz wręcz pożądana.

Według niego, polscy producenci komponentów motoryzacyjnych mogą być podwykonawcami lub poddostawcami przedsiębiorstw meksykańskich. Tymczasem wciąż więcej z Ameryki Centralnej i Południowej sprowadzamy niż eksportujemy. W kontaktach z czterema spośród sześciu tamtejszych największych rynków, czyli z Brazylią, Argentyną, Chile i Kolumbią, odnotowujemy duży lub nawet głęboki deficyt obrotów. Wciąż mamy trudności z pokonywaniem licznych ograniczeń w dostępie do amerykańskich rynków. Prowadzenie wymiany handlowej utrudniają też dzielące nas odległości.

Choćby Brazylia: kraj zamieszkany przez 200 mln ludzi i dość szczelnie zamknięty na import. Sprowadza jednak z zagranicy towary za około 250 mld dol.; od nas, według danych z 2014 r. - tylko za 230 mln... Chcąc tam się usadowić, najlepiej planować inwestycje, i ewentualnie zakładać spółki, z kapitałem mieszanym.

- Brazylia, która zamierza wydać na nowe drogi, linie kolejowe, porty i lotniska 64 mld dol., jest dla nas krajem bardzo interesującym - mówi Krzysztof Niemiec.

Polskie bezpośrednie inwestycje są w Brazylii nadal niewielkie - nie przekraczają 5 mln dol. Tu prekursorem jest firma Selena. A inni? Od 2000 r. filię w Brazylii ma firma meblarska Komandor z Radomia, a od 2010 r. działa tam Grupa Chemiczna Boryszew (Maflow do Brasil), która dostarcza przewody klimatyzacyjne i wspomagania układu kierowniczego.

Afryka - ale która?

Wojciech Szrejder, konsultant ds. bezpieczeństwa IBBC Group, przyznaje, że jego firma otrzymuje coraz więcej zapytań o badania i analizy rynków afrykańskich.

- Przeważnie chodzi o takie kraje jak Algieria, Maroko czy Nigeria - precyzuje.

Na razie, nieco intensywniejsze kontakty polskie firmy utrzymują najwyżej z dziesięcioma spośród 56 krajów Afryki. Prócz RPA, tradycyjnie naszego największego partnera, w ciągu ostatnich dwóch lat dynamicznie rozwinęły się relacje z krajami Maghrebu, szczególnie z Algierią. Jeżeli podtrzymamy zeszłoroczną dynamikę sprzedaży (96,4 proc.!), w tym roku zostanie ona "numerem 1" w tabeli naszego eksportu do Afryki. Wśród firm, które najwięcej do Algierii sprzedają, są: Volkswagen Poznań, PZL -Świdnik, ArcelorMittal Poland, Glencore Polska (surowce mineralne, produkty rolne), WB Electronics, Cefetra Polska, Louis Dreyfuss Polska (zboża), Cedzin, Olam Polska (artykuły mleczarskie, cukier), Dressta, Corning Cable Systems, Polski Koks. Do udziału w wielkim przetargu na cyfryzację administracji publicznej szykuje się Asseco.

- Algieria to kraj stabilny, w którym można bezpiecznie prowadzić biznes. Jego władze postawiły na zreformowanie gospodarki i społeczeństwa - wskazuje Wojciech Pobóg-Pągowski. - Z podobnych względów dobre relacje mamy z Marokiem. Jesteśmy też na dobrej drodze do nawiązania głębszej współpracy z Etiopią. Przykładem sztandarowego projektu inwestycyjnego, postrzeganego w kategoriach "win-win", jest założenie etiopskiej fabryki Ursusa i uruchomienie tam montażu 3000 traktorów.

Perspektywiczne, acz trudniejsze, są rynki Afryki Środkowej. Jedynie w Senegalu, w którym mocno usadowiła się Grupa Azoty, panuje stabilna sytuacja społeczna. W Nigerii trwają walki na północy kraju, choć przedsięwzięcia podejmowane przez Kulczyk Investment czy Asseco dowodzą tego, że i tam można działać.

W Angoli Navimor kończy drugi etap budowy akademii morskiej i realizuje dostawy statków rybackich. Ma szanse na kontynuację tej współpracy.

Ekspansja "daleka" była i będzie trudniejsza, bardziej kosztowna od tej prowadzonej w krajach europejskich.

- W zagraniczne kontakty, na takich rynkach jak afrykańskie czy latynoamerykańskie, trzeba zainwestować czas i pieniądze. To często zwraca się z nawiązką, ale jednak wiele firm zniechęca się już na wstępnym etapie - podkreśla Radosław Jarema.

Barierą często staje się niewiedza o możliwych formach państwowego wsparcia eksportu, brak aktywności w pozyskiwaniu takich informacji, słaba wiedza o przetargach publicznych ONZ i innych organizacji międzynarodowych.

Co w istocie może zapewnić sukces na globalnych rynkach? Przede wszystkim innowacyjny produkt, bardzo dobry pomysł, kapitał. Tu jednak jest jeszcze przed nami daleka droga...

Piotr Stefaniak, Nowy Przemysł

Więcej informacji w portalu "Wirtualny Nowy Przemysł"

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »